Captain Beefheart - geniusz czy pozer?

...czyli nasze muzyczne tematy monograficzne

Moderator: mods

Postautor: Robert007Lenert » kwietnia 10, 2010, 1:47 pm

Skopiuje tutaj opisy kilku waznych sesji nagragraniowych Captaina.
Na pierwszy ogien pierwszy album z dyskografii Capataina Beefhearta i jego Magicznej Orkiestry.

"Safe as Milk – pierwszy album awangardowej grupy Captain Beefheart and His Magic Band, nagrany w 1967 r. i wydany w tym samum roku.

Pierwsza sesja nagraniowa do Safe as Milk odbyła się w kwietniu w Sunset Studio w Hollywood i była właściwie jednym ciągiem problemów. Zaczęto od "Sure 'Nuff 'N Yes I Do". French pamięta, że zrobili ponad 70 nagrań tego kawałka, z czego wiele z fałszującym początkiem i w ogóle niedokończonych i niekompletnych. Zespół zmieniał także gitarzystę Dougoa Moonana Rya Coodera. Z wypowiedzi Douga[1] wynika, że właściwie zwolnienie z zespołu nie było dla niego zbyt wielkim problemem; zdawał sobie sprawę, że Ry Cooder jest znakomitym gitarzystą studyjnym, a on tylko normalnym gitarzystą bluesowym. To w ogóle do mnie nie pasowało. Gdy wszystko poszło trochę za daleko, trochę za bardzo dziwnie, niesynkopowanie i dziwacznie, i awangardowo w tym momencie przestało mi to pasować.

Producent Perry nie umiał w dodatku obsługiwać nowoczesnego 8-ścieżkowego sprzętu. Perry chciał nagrać zespół w studiu RCA na sprzęcie 4-ścieżkowym, co spowoduje obniżenie jakości dźwięku, jego wyrazistości i dynamiki, a także zwiększy 2-krotnie szumy taśmy analogowej.

Sesje do Safe as Milk ujawniły słabość Dona jeśli chodzi o przygotowanie materiału i po prostu jako muzyka. Wszyscy chcieli być w pełni przygotowani do pracy w studiu i ćwiczyli codziennie, aby zapamiętać swoje partie w każdym utworze, i być tak blisko doskonałości jak to tylko możliwe. Alex i Ry byli oczywiście gotowi w 100%. Jerry, który właśnie został ojcem, nie przygotował dwu utworów: "Abba Zaba" (w którym wobec tego gra na basie Ry) i "Where There's Woman" (w którym na basie gra Alex). Jednak najmniej przygotowanym był Beefheart. Nie miał nawet pojęcia czy słowa będą pasowały do muzyki, tak jakby w ogóle nie ćwiczył z grupą...

W sumie jednak nieoczekiwanie sesje zaczęły przebiegać zupełnie dobrze (dzięki temu, że Ry szybko zorientował się w problemach i wziął wszystko w swoje ręce, tak że album został ukończony w niecały miesiąc) - aż do momentu nagrywania wokalu[2]. Perry musiał pokazywać Donowi, w którym miejscu ma zacząć śpiewać i którą część tekstu... I tak postępowano z większością tekstów do albumu.

Dalsze sesje trwały w ciągle wzrastającym napięciu. Pod naciskiem Dona zmieniano fragmenty utworów i aranżacje, a następnie przejął on przywództwo nad zespołem w dość brutalny sposób. Perry pomagał Donowi zorganizować się i porządkować jego ostatnio napisane ręcznie teksty do już nagranej muzyki. Dodał też kilka ozdobników, np. dęciaki do "I'm Glad", klawikord do "Call On Me" oraz theremin do "Autumn's Child" i "Electricity". Gdy Don usłyszał theremin, zażądał od Krasnowa, żeby usunąć to elektroniczne gówno! Ono jest zbyt niesamowite! Jednak z wywiadu udzielonego Eliotowi Waldowi w 1973 r. wynika, że był to pomysł Captaina i że theremin zrobił dokładnie to, co on zaplanował! Sesje miksujące trwały niezwykle długo. Miks po miksie tego samego utworu... Ale w końcu Perry oznajmił, że wszystko jest gotowe.

Marker po usłyszeniu końcowego produktu, nie był zachwycony, gdyż przeniesienie muzyki z 8 śladów na 4 – przyniosło olbrzymie straty brzmieniowe a i miksowanie Perry'ego nie było doskonałe.

Po przesłuchaniu Safe as Milk można ogólnie powiedzieć, że muzyka Captain Beefheart & His Magic Band jest wciąż jeszcze oparta na bluesie i właściwie nawet komercyjna. Jednak kilka nagrań wyraźnie wskazuje nowy kierunek, w jakim grupa pójdzie w niedalekiej już przyszłości. Szczególnie dotyczy to utworów z niemal hipnotyczną gitarą slide, gęstym, czasem zmiennym rytmem i zmianą tonacji. Wszystko to można usłyszeć zwłaszcza w "Abba Zaba" i "Electricity".

Safe as Milk okazał się jednym z najbardziej niedocenionych albumów całych lat 60. Ry Cooder w wywiadzie udzielonym w 1983 r. Alexisowi Kornerowi powiedział Wciąż myślę, że Safe as Milk to dobra płyta...co naprawdę jest dobre, to taśma-matka (...), widzisz, co poszło źle, to beznadziejne miksowanie(...). Beefheart mówi o tym, że Hank Cicalo zrobił i zmiksował album bardzo dobrze... ale potem ktoś jeszcze powtórnie go zmiksował. Musi być w tym coś z prawdy, gdyż wszystkie zagraniczne wersje albumu brzmią o wiele lepiej od dość mętnej wersji amerykańskiej, a wtedy posyłano za granicę niezmiksowane wersje albumu i każda firma filialna robiła własny miks! Najlepszą wersją płyty jest powtórne wydanie niemieckie z 1976 r. (Gold Rock).

Opis utworów
Sure 'Nuff 'N Yes I Do był w tym okresie jednym z najczęściej wykonywanych utworów grupy. Jest to oczywiście blues, i to związany z podróżą. Sygnalizuje to nawet pierwszy wers Well, I was born in the desert... A później bohater odbywa dość metaforyczną podróż do Nowego Orleanu. Głos Dona brzmi jakby pił i używał przez całe swoje życie, a miał wówczas 26 lat. Wyraźnie zaznaczona jest już rola perkusisty Jona Frencha, który tworzy cały ten rwany, specyficzny rytm. Słychać, że zmiany rozpoczęte w "Here I Am I Always Am" nie były przypadkowe i jednorazowe. To był początek nowego podejścia grupy do muzyki.
Zig Zag Wanderer jest z kolei napędzany potężnym basem Handleya. Jest to pierwszy przykład wokalu Frencha, który przecież nie zawsze był perkusistą, w poprzednich grupach był wokalistą, gitarzystą i grał na harmonijce. Utwór ma charakter garażowo-psychodeliczny.
Call On Me jest przykładem twórczego wykorzystania stylów innych zespołów, w tym wypadku charakterystycznego stylu gry na gitarze grupy The Byrds (ale wzięli go z brytyjskiego zespołu The Searchers). Do utworu dodano klawikord i tamburyn, który zagłusza samą perkusję. Utw[r mógłby się wydawać dość konwencjonalny, gdyby nie niezwykłe gitarowe tremola i pizzikata. Soulowy wokal Dona, ukazuje jego nadzwyczajne zdolności - brzmi jak soulman, którego głos jest wypadkową głosu Otisa Reddinga i Wilsona Picketta.
Dropout Boogie wyraźnie nawiązuje do tezy propagatora LSD Timothy'ego Leary'ego o odpadaniu od tzw. normalnej, przeciętnej społeczności i dołączeniu do powstających wówczas pierwszych środowisk hippisów. Don obnaża płytkość tego pomysłu; jest fajny jeśli jesteś bogaty i masz się z czego utrzymać, ale jeśli jesteś biedny i masz rodzinę na utrzymaniu, to cały pomysł jest po prostu absurdalny (And what after that?). Utwór jest przeniknięty agresją, co słychać już w dwu pierwszych śpiewanych wersach podkreślonych gitarą i rockową, synkopowaną perkusją. Wkrótce dołącza gitara solowa ze swoim zniekształconym fuzzem dźwiękiem. Po tym wstępie grupa zmienia rytm na walc, z dość przyjemnym motywem i grą Dona na marimbie, co podkreśla melodię. Niespodziewanie ta linia melodyczna jest wzmacniana przez harfistkę!
I'm Glad - utwór z 1965 r. związany nieco ze stylem doo wop. Tematem jest zerwanie związku miłosnego i wspominanie dobrych czasów. Mamy tu więc i chórek falsetem (So sad baby) i partię instrumentów dętych w stylu dęciaków firmy Stax z Memphis. Chociaż jest to pastisz, jest dużo bardziej ciepły od prześmiewczych i zimnych parodii Franka Zappy.
Electricity jest być może najważniejszym utworem albumu. Podstawową siłą napędową jest w nim gitara slide i potężny głos Dona. Te dwa elementy oraz nietypowa warstwa rytmiczna utworu zapowiadają to, co będzie stanowić siłę ich następnych płyt. Podczas nagrywania tego kawałka Beefheart, biorąc szczególnie trudny do zaśpiewania ton, zniszczył mocą swego głosu mikrofon Telefunkena za 1200 dol., co można usłyszeć w końcowej partii utworu jako przytłumiony trzask przebijający się przez głos Dona. Utwór ten łamie wszelkie tradycje i zmierza do nowych, jeszcze nieznanych przestrzeni muzycznych. Pierwotnie był to utwór, który łączył elementy wschodnie z psychodelicznymi, ale w trakcie pracy nad nim został gruntownie przearanżowany. Krótka partia wstępna zachowała jeszcze tą psychodeliczną ekspansywność, gdy Don śpiewa unisono z gitarą slide Rya Coodera. Olbrzymią rolę w utworze odgrywa rewelacyjna rytmiczna gitara Alexa. Gitarowy motyw przewodni, pochodzenia bluegrassowego jest wykonywany przez Rya. Znakomity wokal Dona, zmienny, unoszący się jakby nad tymi wszystkimi szokującymi muzycznymi elementami spina je w całość. Mimo że to była właściwie pierwsza sesja nagraniowa 18-letniego Frencha, chwytał wszystko w locie, błyskawicznie się uczył i zagrał wspaniale. Przyznał jednak, że po skończeniu sesji nagraniowej odetchnął z ulgą. Pierwotnym pomysłem Dona było wykorzystanie jazgotu elektrycznej piły trzymanej za arkuszami blachy aluminiowej ale w końcu użyty został theremin.
Yellow Brick Road odzwierciedla przekonanie Dona, że proces twórczy jest jak dziecięca zabawa. Tekst jest nieco absurdalny i traktuje o jakimś idyllicznym miejscu. Mamy tu chyba dość wyraźne aluzje do Czarnoksiężnika z Krainy Oz.
Abba Zaba wykazuje w muzyce wpływy indyjskie (ale nie nachalnie) oraz w tekście wpływy voodoo a nawet i hoodoo. Jest właściwie recytacją magicznych zaklęć. Jak wspomina Alex, partia gitary w środku kawałka, to fragment z sitarowego utworu Shankara, który wywarł na Beefhearcie olbrzymie wrażenie. Być może jest to utwór nawet bardziej nowatorski od "Electricity". Olbrzymią rolę pełni tu gra na perkusji nieco w afrykańskim stylu. Towarzyszą jej instrumenty perkusyjne, ostre akordy gitarowe i gitarowe ornamenty. Ozdobą jest duet (w połowie utworu) między perkusją Frencha a gitarą basową, na której gra Cooder. Utwór ma związek z dzieciństwem Dona. Abba Zaba był to batonik z toffi i masłem orzechowym. Był owinięty papierkiem z małą małpką nazywaną przez małego Dona Babette Baboon (pawianek Babette).
Plastic Factory to utwór, którego podstawą jest rzeczywistość w jakiej dorastał Don. Ludzie, którym się nie udało, którzy znajdują się na uboczu, pozbawieni pewnych oczywistych dla innych rzeczy. Dziś określa się ich w USA mianem White Trash - ciężko pracują i nie osiągają w niczym sukcesu. Fabryka nie jest miejscem dla mnie, szefie pozwól mi odejść (Factory's no place for me/Boss man, leave me be).
Where There's Woman to raczej dość stereotypowy soulowo-rockowy utwór urozmaicony grą na kongach, zwłaszcza do refrenu, który zmienia cały kawałek. French występuje jako drugi wokalista.
Grown So Ugly jest utworem, który wyraźnie zawiązuje do kawałka (pod tym samym tytułem) znakomitego bluesmana Roberta Pete'a Williamsa nagranego na albumie Free Again z 1960 r. Były to pierwsze nagrania Williamsa po zwolnieniu z więzienia (siedział za morderstwo). Miał wtedy 46 lat, popatrzył w lustro i, przerażony swoją starzejącą się twarzą, wykrzyknął Stałem się tak brzydki, że nawet nie poznaję siebie! Utwór ten więc był requiem dla zmarnowanego życia. Wersja Magic Bandu jest całkowicie inna i zawdzięcza wiele znakomitej aranżacji dokonanej przez Coodera. Widoczne są powiązania utworu z bluesem Delty. Utwór ma skomplikowaną strukturę rytmiczną, co powoduje słyszalne kłopoty Dona w początkowej części kawałka, ale kończy go brawurowo.
Autumn's Child jest wspaniałym zakończeniem albumu. To chyba najbardziej nawiedzony kawałek płyty... Don spogląda wstecz w jakąś fantasmagoryczną przeszłość, co podkreśla John French śpiewając Go back ten years ago. Dziwny dźwięk thereminu jest skontrastowany z gitarami i klawikordem. Struktura utworu także jest kontrastowa; poszczególne części kawałka są połączone delikatnym motywem gitarowym, za każdym razem nieco innym. Kontrastują z tym krótkie, ostre pasaże.

Utwory
1. Sure 'Nuff 'N Yes I Do
2. Zig Zag Wanderer
3. Call On Me
4. Dropout Boogie
5. I'm Glad
6. Electricity
7. Yellow Brick Road
8. Abba Zaba
9. Plastic Factory
10. Where There's Woman
11. Grown So Ugly
12. Autumn's Child
Czas trwania albumu: 33:40
Skład zepołu
Captain Beefheart: wokal, harmonijka, basowa marimba (Don Van Vliet)
Alex St. Clair: gitara, gitara basowa (10) (Alex Snouffer)
Ry Cooder: gitara, gitara basowa (8, 11)
Jerry Handley: gitara basowa (1–7, 9, 12)
Drumbo: perkusja (John French)
Dodatkowi muzycy
Russ Titelman: gitara (12)
Milt Holland: bęben (2, 4), dodatkowa perkusja (8)
Taj Mahal: dodatkowa perkusja (7)
Sam Hoffman: theremin (6, 12)
Producenci: Richard Perry, Bob Krasnow
Aranżacja: Don Van Vliet; Ry Cooder (1, 11)
Inżynierowie dźwięku: Hank Cicalo, Gary Marker
Fotografie: Guy Webster
Grafika: Tom Wilkes
Studio: Sunset Sound Recorders w Hollywood i RCA Studio-B w Los Angeles.
Album oryginalnie wydany przez Buddah: Buddah 1001
Czas nagrania: kwiecień 1967 r. "

Oceny
Allmusic *****
Rolling Stone **** i 1/2*
Ostatnio zmieniony kwietnia 15, 2010, 7:17 am przez Robert007Lenert, łącznie zmieniany 1 raz
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: Robert007Lenert » kwietnia 15, 2010, 7:14 am

Strictly Personal – drugi oficjalnie wydany w 1968 r. album awangardowej grupy amerykańskiej Captain Beefheart and His Magic Band.

21 stycznia 1968 r. podczas tury koncertowej po Anglii odbył się w londyńskim hotelu wywiad z Beefheartem przeprowadzony przez Tony'ego Wilsona z Melody Maker. I właśnie w tym wywiadzie Don wspomniał o planowanym podwójnym albumie It Comes to You in a Plain Wrapper i jego okładce z papieru pakunkowego oklejonej znaczkami pocztowymi z podobiznami członków grupy. Jednak w 1968 r. ukazał się tylko jeden pojedynczy longplay Strictly Personal. Oto wyjaśnienie tajemnicy.

Otóż prawdopodobnie zapobiegliwy poducent i menedżer Bob Krasnow podpisał kontrakt na następny album zespołu zarówno z MGM jak i Buddah. To dawało oczywiście grupie dwukrotnie więcej czasu studyjnego. Zaplanowano więc podwójny album, który miał nosić nazwę It Comes to You in a Plain Brown Wrapper. Pierwszą częścią miała być płyta studyjna, a drugą – płyta nagrana na koncercie. Okładką miał być papier pakunkowy z naklejonymi znaczkami-podobiznami muzyków. I tak właśnie ostatecznie wygląda okładka Strictly Personal! Czyli pierwszą częścią planowanego wydawnictwa jest właśnie Strictly Personal. Drugą częścią jest Mirror Man nagrany nieco wcześniej, ale wydany później.

Pomiędzy październikiem 1967 a prawdopodobnie styczniem 1968 r. odbyło się kilka sesji nagraniowych przygotowujących materiał do Strictly Personal. Dla beefheartologów są to nagrania bezcenne. Pomimo tego, że nie są to legendarne, całkowicie niezmiksowane przez Krasnowa kawałki, to są one znakomitym źródłem informacji, jak brzmiałby naprawdę Strictly Personal, gdyby Krasnow nie dostał w swoje ręce taśm-matek. Nagrania te stały się znane w 1992 r., gdy firma Sequel Records wydała album I May Be Hungry But I Sure Ain't Weird.

Krasnow zrobił w tym czasie dość ciemny interes. Postarał się o to, aby kontrakt CB & HMB z Buddah został źle umieszczony w kartotekach firmy, co spowodowało jego wygaśnięcie. Jeszcze tego samego dnia grupa znalazła się w biurze Jaya Coopera podpisując kontrakt z MGM. Natychmiast doszło do sesji nagraniowej w Sunset Studio Recorders w Hollywood, która zaczęła się 25 kwietnia i trwała do 2 maja. Był to ten sam repertuar, który grupa nagrała już uprzednio dla albumu It Comes to You in a Plain Wrapper. Jeśli sobie uświadomimy, że sesja trwała tylko tydzień, to grupa musiała być wówczas w rewelacyjnej formie. Po tych nagraniach zespół wyjechał na kolejne europejskie tournèe.

Pod koniec maja w biurze grupy The Rolling Stones odbyło się spotkanie Magic Bandu z Krasnowem, który przywiózł ze Stanów acetat przygotowanego do wydania Strictly Personal. To, czego wysłuchali na bardzo dobrym sprzęcie, zszokowało ich. Nikt nie spodziewał się, że Krasnow aż tak zmieni brzmienie utworów. Zostały one zniekształcone przez ponagraniowe efekty nałożone przez producenta. Dokonał on powtórnego montażu i miksowania, i dodał tak wiele efektów, ile mógł znaleźć; puszczanie taśmy do tyłu, dodawanie echa, zniekształcanie dźwięku i, co najbardziej zauważalne, nadużywanie fazowania. Grupa podzieliła się na dwa obozy: tych, co zaakceptowali nagrania (jak np. John French) i na tych, co zaoponowali (jak np. Beefheart). Znawca twórczości CB & HMB, gitarzysta Henry Kaiser uważa, iż Beefheart początkowo zaaprobował te ingerencje Krasnowa i zmienił swoją opinię dopiero w kilka miesięcy później, po wydaniu płyty i jej obojętnym i chłodnym przyjęciu. Jednak stoi to w wyraźnej sprzeczności z wypowiedziami członków grupy.

Strictly Personal nie przekształcił grupy w główny zespół undergroundowy, a opublikowanie nagrań zrobionych podczas przygotowywania albumu przekonuje, że brzmią one bardziej zgodnie z muzyką, jaką grupa wykonywała przedtem i będzie wykonywała później. To, co częściowo zniszczył Krasnow, to atakująca, fizyczna siła sekcji rytmicznej oraz gryzące, nawzajem się przenikające i kontrastujące partie gitarowe, które były później tak wyróżniającym się składnikiem muzyki CB & HMB.

W świetle tego wszystkiego, co stało się ze Strictly Personal, nazwa płyty nie mogła być bardziej niewłaściwa, gdyż całkowity efekt manipulacji Krasnowa[1] można najlepiej opisać jako strictly impersonal.

Pomimo tego jest to ważna płyta w dorobku grupy i do dziś pozostaje w sercach wielu fanów. Potwierdziła to ankieta zrobiona przez fanzin beefheartowski "Apocalypso"; Strictly Personal zajął trzecie miejsce w kategorii najpopularniejszych albumów.

Opis utworów
W 1972 r. Beefheart stwierdził, że napisał słowa i wymyślił muzykę do Strictly Personal w ciągu 24 godzin (co raczej należy do mitów), po spędzeniu całego roku bez snu, zaczynając od utworu, który przywoływał prymitywny, przedchicagowski blues, zatytułowany kontrowersyjnie "Ah Feel Like Ahcid".

Ah Feel Like Ahcid. Wiadomo, że nieco później Don opisał LSD jako przecenioną aspirynę, bardzo podobną do Disneylandu starych ludzi. Utwór zdradza pewne aluzje do acid-rocka, jednak jeśli przysłuchamy się treści kawałka, to usłyszymy, że tak naprawdę jest to ah feel like ah said! Ogólne odczucie jest bliskie terenowym nagraniom np. Johna Lomaxa czy Alana Lomaxa lub Johna Hammonda, co Beefheart podkreśla odmierzając tempo tupaniem nogą, surowymi zadęciami na harmonijce i zapożyczonym od Sona House'a riffem (z "Death Letter Blues"). Pojawiają się motywy pocztowe (związane z okładką), jak odniesienia do listów, telegramów i atrakcyjności listonosza upikantniające utwór, którego treścią jest, ogólnie mówiąc, komplementowanie kobiet. Małe fragmenty tego kawałka pojawiają się później w różnych miejscach albumu. Gdy w pewnym miejscu jest mowa o lizaniu znaczka a potem widzeniu filmu, to trzeba to rozumieć jako zażycie narkotyku, zwłaszcza iż potem odbiorca poczty ain't got t'blues no more (nie ma więcej bluesa czyli po prostu nie jest już smutny). Jest to wszystko zrozumiałe w amerykańskim kontekście kulturowym; Owsley Stanley (słynny aptekarz Grateful Dead) zaczął sprzedawać porcje kwasu na znaczkach pocztowych. W wiele lat później Don wyparł się jakichkolwiek odniesień do narkotyków w tym utworze, ale brzmi to całkowicie nieprzekonywająco.

Cała płyta zawiera liczne elementy transowe, które są szczególnie mocne w dwu następnych utworach "Safe As Milk" i "Trust Us."

Safe as Milk.W tym utworze dziwaczny sposób nagrania sprawia wrażenie, iż płyta jest położona na gramofonie nieco poza swoim środkiem. Także na skutek mocnego fazowania tylko perkusja i gitara slide są właściwie dobrze słyszalne. Utwór ten oczywiście od razu uwidacznia słuchaczowi różnice pomiędzy starym a nowym materiałem muzycznym. Rozproszone radykalne pomysły muzyczne albumu Safe as Milk zostały tu skomasowane, rozwinięte i pomnożone. Dla wielu słuchaczy również i ten utwór ma odniesienie do narkotyków. Jednak Don wyjaśnił, bardziej przekonywająco, że chodziło mu o radioaktywny izotop stront 90, który przenika do ciała, a tym samym do mleka karmiących matek.

Trust Us jest jednym z najlepszych utworów na płycie i to pomimo (a może dzięki temu) kontrastu między bardzo melodyjną partią gitary na tle niskiego, ciemnego riffu oraz między szczęśliwą i beztroską ideologią hippiesowską (ang. trust, look within itd) podciętą przez całkowicie łajdacki głos Beefhearta. Utwór ten w jakiejś mierze wyraża także wiarę w mesjanistyczną, uzdrowicielską rolę muzyki. Zaczyna się niemal klasztornym chorałem, wkrótce rozbitym przez wdzierające się instrumenty grające w rytmie 4/4 i pełnym zupełnie nieoczekiwanych zmian. Ta wersja ukrywa brzmienie gitar bardzo nisko, gdzieś w tle, być może z powodu przekonania Krasnowa, że rynek nie toleruje dziwnego strojenia gitar. Utwór kończy się wspaniałym monumentalnym refrenem Let the dying die oraz szeptanym apelem Trust us (zaufaj nam), co jednak kojarzy mi się raczej z horrorami, gdy mami się ofiarę uspokajającymi słówkami.

Strona pierwsza oryginalnej winylowej płyty kończy się ciężkim, fenomenalnym rockowym bluesem Son of Mirror Man - Mere Man. Fazowanie wydaje się tutaj wszechobecne, ale nawet i ono nie potrafi całkowicie zniszczyć potęgi utworu. Wspaniała harmonijka, prawie zupełnie zniszczony wokal i zapowiedź pochodów basowych, które w większym stopniu pojawią się na drugiej stronie albumu i w następnych nagraniach grupy. Mimo iż jest to zasadniczo blues, grupa pokusiła się o niespodzianki rytmiczne; na początku mamy ewidentnie rytm polki, a w końcowej części utworu gitara basowa najwyraźniej gra rytm walca. W nagraniu tym zadebiutowało także sito do mąki oczywiście nagłośnione przez wzmacniacz.

On Tomorrow zapowiada kierunek rozwoju, który zostanie w pełni zrealizowany na Trout Mask Replica. Mimo tego, że ta wersja jest słabsza od tej z sesji do Wrappera (między innymi opuszczony jest wstęp gitarowo-perkusyjny) jest to najbardziej nowatorski, polirytmiczny utwór z całego albumu. Już nawet powierzchowne wysłuchanie utworu wykazuje, że związki pomiędzy partiami poszczególnych instrumentów nie zostały ukształtowane zgodnie z rockandrollową tradycją. Każdy instrument bowiem ma równy udział w całości, ale równocześnie nie traci swojej charakterystycznej, indywidualnej jakości. Jest to także jedna z przyczyn, dlaczego muzyka CB & HMB nigdy nie nudzi, mimo wielokrotnych przesłuchań i dlaczego się z niej nie wyrasta, tylko do niej się dorasta. Mamy tutaj wspaniały, towarzyszący Beefheartowi głos Jeffa Cottona – jakby zapowiedź jego wspaniałego falsetu z utworu "Pena" powstałego rok później.

Beatle Bones 'n Smokin' Stones jest jedną z najbardziej zapamiętywanych kompozycji Beefhearta. Mamy tu ślady quasi zappowskiej parodii[2]; truskawkowe gąsienice, małe koguciki itd. Wymierzone to jest być może w podejrzanie nagły zwrot The Beatles w kierunku flower power. I chyba to właśnie spowodowało skargę Lennona umieszczoną w prasie... Trzeba tu nadmienić, że Lennon był fanem albumu Safe As Milk i bronił go przed atakami (istnieje zdjęcie Lennona na tle plakatu Safe as Milk wiszącego u niego na ścianie). A jednak wydaje się, że po prostu nie zrozumiał on tego utworu. Jest to przede wszystkim utwór o śmierci i przemijaniu, stąd owe kości żuków itd. W centrum utworu znajduje się refren ...with a dark, with a light..., wspaniały moment, który oddziałowuje chyba na wszystkich i najbardziej wyróżniał się podczas występów grupy.

Riff do "Spoonful" (Williego Dixona) został w niezwykle dynamiczny sposób wykorzystany w Gimme Dat Harp Boy. Mógłby się on stać podstawą do niekończących się improwizacji, jak to zrobili The Cream. Jednak Magic Band dodał na końcu każdego taktu dość skomplikowany element, który stanowi pewne zamknięcie. Jest to chyba najbardziej dynamiczny utwór albumu z najbardziej określonym rytmem, wręcz porywającym swoją motorycznością i oczywiście bez żadnych niespodzianek. Za to mamy rewelacyjne solo Dona na harmonijce, prezentujące różne techniki gry, łącznie z jednoczesnym śpiewaniem skatem podczas dmuchania (techniki tej używał np. Roland Kirk grając na flecie, a w 1969 r. zostanie ona także wykorzystana przez Iana Andersona z grupy Jethro Tull). Chropowaty dźwięk harmonijki jest daleki od wystudiowanej techniki Paula Butterfielda. Inspiracją do tego utworu stał się koncert... Canned Heat w Whisky-A-Go-Go. Don poszedł tam razem z Markerem, gdyż chciał zobaczyć ich gitarzystę (slide) Ala Wilsona (który był zarazem jednym z najlepszych harmonijkarzy na świecie), ale był całkowicie zdegustowany Bobem "The Bear" Hite'em, wokalistą grupy, który grał wtedy również na harmonijce. Był tak jego śpiewem i grą rozsierdzony, że co chwilę przychylał się do Markera komentując jego występ: Gimme dat harp boy - ain't no fat man's toy. Tekst do tego utworu napisał zaraz po tym koncercie w swoim ulubionym miejscu w Los Angeles, w Cantor's Deli[3].

Kandy Korn – najwcześniej skomponowany utwór tego albumu – zaczyna się jak hymn nastolatków z prostymi słowami, które mogłyby być wykorzystane nawet w jakimś przeboju dla niewyrobionych muzycznie i estetycznie dziewcząt. Jednak już po kilku taktach zaczyna się przekształcać w bardzo wyrafinowany utwór, w hipnotyczną, lawopodobną strukturę, niepowstrzymanie posuwającą się naprzód masę, przez którą z trudnością przedziera się niezwykle niski głos Beefhearta, przytłoczony nawałą dźwięków. Potem mamy gitarowe staccato w rytmie 6/8 przechodzące znów w klasztorne chorały i wreszcie potężną kodę obu gitar. Jest to tak wspaniałe, że jeden z muzyków podczas nagrywania aż krzyknął z zadowolenia...

To niesamowite, dreszczowcowe zakończenie płyty rozświetlone jest nieco frywolnym ...I ain't blue no more, black heaven, ah said, ah... - powtórką fragmentu "Ah Feel Like Ahcid", co zamyka płytę jakby klamrą.

Spis utworów
1. Ah Feel Like Ahcid
2. Safe as Milk
3. Trust Us
4. Son of Mirror Man - Mere Man
5. On Tomorrow
6. Beatle Bones 'n' Smokin' Stones
7. Gimme Dat Harp Boy
8. Kandy Korn
Czas trwania: 38:57
Wszystkie utwory są autorstwa Dona Vana Vlieta i opublikowane przez Lupus Music Co. Ltd.

Muzycy
Captain Beefheart: wokal, harmonijka (Don Van Vliet)
Alex St. Claire: gitara (Alex Snouffer)
Antennae Jimmy Simmons: gitara (Jeff Cotton)
Jerry Handley: gitara basowa
Drumbo: perkusja (John French)
Inne dane [edytuj]
Producent - Bob Krasnow
Aranżer - Don Van Vliet
Inżynierowie dźwięku - Gene Shiveley, Bill Lazerus
Studio - Sounset Sound w Hollywood, Kalifornia.
Data nagrania - pomiędzy 25 kwietnia 1968 r. a 2 maja 1968 r.
Oryginalnie wydany na przez Blue Thumb BTS-1 w USA, 11.1968, Liberty LBR 1006, Wielka Brytania 11.1968,

Oceny

Allmusic ****
Rolling Stone ****
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: Paweł Stomma » kwietnia 18, 2010, 6:43 pm

Kiedyś (koniec lat 70) słuchałem Kapitana Byczeserce, ale nie zwróciłem na niego jakiejś szczególnej uwagi. Jakieś awangardowe pitolenie - pomyślałem chyba. Pod wpływem tej zakładki wróciłem do niego i jestem naprawdę zafascynowany. Nawt nie wiem, czy go lubię, ale naprawdę to jest coś! Bardzo bluesowe i bardzo wysoki poziom muzyczny! Te rytmy, metra - coś niesamowitego. I nie było chyba kontynuatorów?
Dzięki Robert
Dont you step on my blue suede shoes.
You can do anything but lay off of my blue suede shoes

https://www.facebook.com/Breakmaszyna
Awatar użytkownika
Paweł Stomma
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 3105
Rejestracja: czerwca 9, 2008, 8:52 pm
Lokalizacja: Częstochowa

Postautor: Pawel Freebird Michaliszy » kwietnia 18, 2010, 7:34 pm

Paweł Stomma pisze:Kiedyś (koniec lat 70) słuchałem Kapitana Byczeserce, ale nie zwróciłem na niego jakiejś szczególnej uwagi. Jakieś awangardowe pitolenie - pomyślałem chyba. Pod wpływem tej zakładki wróciłem do niego i jestem naprawdę zafascynowany. Nawt nie wiem, czy go lubię, ale naprawdę to jest coś! Bardzo bluesowe i bardzo wysoki poziom muzyczny! Te rytmy, metra - coś niesamowitego. I nie było chyba kontynuatorów?
Dzięki Robert


....................
Byli :D :D :D :D
Pawel Freebird Michaliszy
bluesmaniak
bluesmaniak
 
Posty: 80
Rejestracja: kwietnia 10, 2004, 9:49 am

Postautor: RockOnCellBlock » kwietnia 18, 2010, 7:48 pm

Mam takie określenie na Beefhearte'a czy Zappę. Nie jest to ani "geniusz", ani "pozer". Jest to:

ŚWIR

Ale jaki pozytywny!!! ;)
Nina Sawicka.
Last fm
Awatar użytkownika
RockOnCellBlock
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 5001
Rejestracja: lipca 27, 2008, 1:01 pm
Lokalizacja: Opole/Kraków

Postautor: Paweł Stomma » kwietnia 18, 2010, 7:59 pm

Nie przepadałem nigdy za Zappą, chyba głównie dlatego, że wydawał mi sie za bardzo arystokratyczny i wyższościowy, co mnie zawsze trochę raziło. Przy Kapitanie tego nie mam, ten facet WYPRUWA Z SIEBIE FLAKI. I to dla mnie! :) :)
Dont you step on my blue suede shoes.
You can do anything but lay off of my blue suede shoes

https://www.facebook.com/Breakmaszyna
Awatar użytkownika
Paweł Stomma
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 3105
Rejestracja: czerwca 9, 2008, 8:52 pm
Lokalizacja: Częstochowa

Postautor: Pawel Freebird Michaliszy » kwietnia 18, 2010, 8:10 pm

Paweł Stomma pisze:Nie przepadałem nigdy za Zappą, chyba głównie dlatego, że wydawał mi sie za bardzo arystokratyczny i wyższościowy,


Pawel .o czym ty kurna piszesz????

Jednego z najbardziej wplywowych i autentycznych Artystow nazywasz "arystokratycznym" i jest to obelga...

Chlopie , Ty może sluchałeś Paula McCartneya albo ..albo...sam nie wiem..Eltona Johna???
Pawel Freebird Michaliszy
bluesmaniak
bluesmaniak
 
Posty: 80
Rejestracja: kwietnia 10, 2004, 9:49 am

Postautor: Paweł Stomma » kwietnia 18, 2010, 8:13 pm

No widzisz? I to sa te niezgodne z obowiązującymi poglądy!
A gdybym słuchał to co? Niby źle to o mnie świadczy?
Uwielbiałem np. T rex.
I co mi zrobisz?
Dont you step on my blue suede shoes.
You can do anything but lay off of my blue suede shoes

https://www.facebook.com/Breakmaszyna
Awatar użytkownika
Paweł Stomma
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 3105
Rejestracja: czerwca 9, 2008, 8:52 pm
Lokalizacja: Częstochowa

Postautor: Pawel Freebird Michaliszy » kwietnia 18, 2010, 8:26 pm

Paweł Stomma pisze:No widzisz? I to sa te niezgodne z obowiązującymi poglądy!
A gdybym słuchał to co? Niby źle to o mnie świadczy?
Uwielbiałem np. T rex.
I co mi zrobisz?


...............
Nie zrozumiałes Pawle

Sam tego sluchałem.
Eltona Johna lubie do tej pory.
A Bolana i T.Rex?? Rewelka...na tamte czasy. Pozdrawiam :D :D
Pawel Freebird Michaliszy
bluesmaniak
bluesmaniak
 
Posty: 80
Rejestracja: kwietnia 10, 2004, 9:49 am

Postautor: RockOnCellBlock » kwietnia 18, 2010, 8:38 pm

Też za Zappą nie szaleję, aczkolwiek był pozytywnie poj... pokręcony.
Beefhearte'a za to b. lubię. Tak samo jak Beatlesów i Eltona Johna.

A nigdy nie lubiłam M.Bolana i T.Rex.

To jest na czysto! :mrgreen:

Kapitan jak najbardziej ryje beret, ale sam miał poryty, więc jeśli to ma oznaczać, że odbije nam jak jemu, to ... niech ryje, ile wlezie !!!
Nina Sawicka.
Last fm
Awatar użytkownika
RockOnCellBlock
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 5001
Rejestracja: lipca 27, 2008, 1:01 pm
Lokalizacja: Opole/Kraków

Postautor: Robert007Lenert » kwietnia 19, 2010, 12:00 pm

Dobrym wprowadzeniem w tworczosc Beefhearta jest kompilacyjny album: "A Carrot Is as Close as a Rabbit Gets to a Diamond"
Prosze zagladnac tutaj: http://www.allmusic.com/cg/amg.dll?p=am ... fixqyjldde
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: Robert007Lenert » kwietnia 19, 2010, 12:09 pm

Mimo, ze Captain wycofal sie ze sceny muzycznej jego zespol gra nadal, gra i wydaje plyty. Na jego czele stoi obecnie legendarny perkusista grupy John French (Drumbo), ktory pelni tez obecnie role wokalisty i harmonijkarza zespolu. Podczas koncertow za zestawem perkusyjnym zasiada Robert Williams dajac Johnowi mozliwosc spiewania i grania na harmonijce.
Garsc informacji tutaj: http://www.allmusic.com/cg/amg.dll
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: Robert007Lenert » grudnia 19, 2010, 9:51 pm

17 grudnia roku 2010. Tego dnia odeszla w wiecznosc czesc Muzyki tego swiata. Captain Beefheart juz nie zagra :( Wlaczylem sobie "Doc at the radar station" i bede sluchal do snu... potem "Ice cream for crow". To dwa ostanie studyjne albumy mojego ulubienca.
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: Robert007Lenert » grudnia 20, 2010, 12:04 pm

Brakuje mi jednego studyjnego waznego albumu Captaina : http://www.allmusic.com/album/lick-my-d ... baby-r3285
Moze ktos ma na zbyciu w sensownych pieniadzach?
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: gregori » grudnia 23, 2010, 11:55 am

Juz nie zagra ? Jak niby mial zagrac skoro nic nie gral od kilkudziesieciu lat ? Mialo to swoje dobre strony bo nie nagrywal chaly, fajnie by bylo jakby Clapton czy Plant tez dali sobie spokoj jakis czas temu.

Jego smierc jest na pewno przykra dla znajomych i rodziny ale muzycznie nic nie zmienia, Captain Beefheart umarl wieki temu, teraz umarl Don Vliet, muzyk od 1980 roku na emeryturze.
gregori
bluesmaniak
bluesmaniak
 
Posty: 109
Rejestracja: kwietnia 2, 2010, 8:01 am
Lokalizacja: Sopot

Postautor: Robert007Lenert » grudnia 23, 2010, 12:18 pm

No i tutaj mamy niezgodnosc pogladow. Ostanie dokonania Roberta Planta to dla mnie powiew czegos nowego a nie odcinanie kuponow od slawy. Ostani album jest fenomenalny, poprzedni nagrany w duecie zreszta tez. Najnowsze dzielo Claptona tez mnie intryguje. A co do tego, ze Captain nie nagrywal od lat 80 - tych, to co? Uwazasz, ze nie mogl juz wrocic? Ze gdyby medycyna zrobila odpowiedni postep i zatrzymala jego chorobe nie mial by prawa ponownie wejsc do studia? Nie lubie stawiania opinii na podstawie utartych schematow, ze jak juz ma swoje lata to nie jest zdolny do niczego tworczego. Historia pokazuje, ze mozna byc mlodym i kiepskim i mozna byc starym z genialnymi pomyslami. Pamietasz ostanie plyty Hookera ? A zwlaszcza The The Healer. Gdyby ten gigant bluesa kierowal sie takim tokiem myslenia, to pewien kamien milowy fonografii nigdy by nie zaistnial.
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: RockOnCellBlock » grudnia 23, 2010, 12:27 pm

Robercie, obawiam się, że medycyna aż tak szybko nie postępuje i Captain Beefheart rzeczywiście "nie żył" od lat. Teraz to tylko formalność.
Ale szkoda, szkoda każdego człowieka, śmierć zabija jakiekolwiek nadzieje.
Nina Sawicka.
Last fm
Awatar użytkownika
RockOnCellBlock
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 5001
Rejestracja: lipca 27, 2008, 1:01 pm
Lokalizacja: Opole/Kraków

Postautor: Paweł Stomma » grudnia 23, 2010, 12:30 pm

gregori pisze:Jego smierc jest na pewno przykra dla znajomych i rodziny ale muzycznie nic nie zmienia, Captain Beefheart umarl wieki temu, teraz umarl Don Vliet, muzyk od 1980 roku na emeryturze.

To jest niby prawda. ..
Ale jakać taka niefajna. :(
Dont you step on my blue suede shoes.
You can do anything but lay off of my blue suede shoes

https://www.facebook.com/Breakmaszyna
Awatar użytkownika
Paweł Stomma
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 3105
Rejestracja: czerwca 9, 2008, 8:52 pm
Lokalizacja: Częstochowa

Postautor: Robert007Lenert » lipca 6, 2011, 12:08 pm

Robert007Lenert pisze:Brakuje mi jednego studyjnego waznego albumu Captaina : http://www.allmusic.com/album/lick-my-d ... baby-r3285
Moze ktos ma na zbyciu w sensownych pieniadzach?
Juz mam w dodatku na pieknie zachowanym winylu. Niebawem podam opis i tej sesji, bo ona bardzo wazna jest.
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: agrypa » stycznia 11, 2012, 2:40 pm

http://www.youtube.com/watch?v=bt70hrY9 ... re=related

Wlasnie sluchalem poswieconej mu audycji. Pomyslalem ze warto Go wspomniec.

http://www.youtube.com/watch?v=O6T6vCbK ... re=related
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8438
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: RockOnCellBlock » stycznia 11, 2012, 5:29 pm

A do mnie własnie dziś przyszło "Spotlight Kid/Clear Spot". Zasłuchuję się.

http://www.youtube.com/watch?v=9Ak1EJhMUBk
Nina Sawicka.
Last fm
Awatar użytkownika
RockOnCellBlock
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 5001
Rejestracja: lipca 27, 2008, 1:01 pm
Lokalizacja: Opole/Kraków

Postautor: Robert007Lenert » marca 5, 2012, 7:07 pm

Posmiertnie ukazuje sie na plytach wiele koncertow Captaina i jego Magicznego Zespolu. Niestety sporo tego materialu ma dramatyczna jakosc techniczna dwieku, choc sa wyjatki. Te zwykle doczekaly sie wznowienia winylowego. Natomiast tutaj chce Panstwu zaprezentowac fenomenalny koncert zrealizowany przez francuska TV.

Czesc pierwsza- Magiczna Orkiestra pod wodza Kapitana:

http://www.youtube.com/watch?v=OzXBnAbA ... re=related

i czesc nr 2:

http://www.youtube.com/watch?v=-uXaGdDG ... re=related

Jeszcze jedna rzecz. Ogladajac ten koncert Beefhearta i Magic Band warto porownac utwory ktore tutaj zabrzmia z ich odpowiednikami studyjnymi. Mysle, ze dla wielu bedzie to szokujace doswiadczenie!
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: agrypa » marca 6, 2012, 9:49 pm

Obrazek

Bardzo interesujacy dokument. Polecam, ale rozpisywal sie nie bede. Mnostwo informacji w internecie znajdziecie.
Swoja droga, zeby moc nagrywac u Zappy, trzeba bylo miec odpowiednia doze szalenstwa w sercu i duszy. Wyjatkiem byl Dwezil, on jest jakis taki chorobliwie normalny, ale jak synowi odmowic :D
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8438
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: Robert007Lenert » marca 27, 2012, 4:55 pm

Wreszcie mam!!! :) Co prawda stracilem majatek, ale mam:)! Mam pierwsze wydanie "Trout Mask Replica"/ z czerwca 1969 roku!!!/ album sklasyfikowany na 58. miejscu listy 500 albumow wszech czasow wg magazynu Rolling Stone. Uwazany przez cenionego krytyka muzycznego Piero Scaruffi za jedno z najwazniejszych/jesli nie najwazniejsze /dziel w historii fonografii. Pieknie zachowany /tak okladka jak i oba winyle/, stan EX z duuuzym plusem. Do tego kompletny, lacznie z oryginalnymi czarnymi kopertami wytworni Straight.
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: Robert007Lenert » kwietnia 15, 2012, 10:28 pm

To juz chyba wariactwo....Czyli kupilem plyte ktorej w zasadzie nie ma. To znaczy zostala nagrana. Jej producentem byl Frank Zappa. Natomiast pewne kwestie prawne spowodowaly, ze ten znakomity material nie zostal wydany. Tasmy zostaly schowane i..... komus udalo sie je skopiowac. Po latach wlasnie te kopie zostaly nieoficjalnie wydane. Trafilem wlasnie na taki ...w zasadzie trzeba powiedziec bootleg wydany na 2-ch zielonych winylach. Poza wspominiana sesja zawiera on zapis koncertu zarejestrowanego najprawdopodobniej w Paryzu /znow nieoficjalnie wyjety , ale tym razem nie z domu Zappy a z magazynow francuskiej TV. Czy ktos z Was wie o jakiej niewydanej plycie Captana tutaj pisze? I jaki tytul nosi ten bootleg?
Ps. Czesc numerow /ktore zawiera ten album/ ukazala sie pozniej w innych na nowo nagranych wersjach na pozniejszych plytach artysty.
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: Robert007Lenert » września 24, 2012, 9:04 pm

Cos sie nie kwapicie do rozwiazania zagadki...a ja juz kupilem kolejny /tym razem koncertowy/ album 2 lp Captaina. Tym razem to dokument z koncertu w Toronto z roku 1981 wzbogacony o smaczki/ zapis sesji radiowej z udzialem Zappy i fragmenty koncertow z 71 roku i jeszcze cos. By Was zmotywowac do rozwiazania pierwszej zagadki wpadlem na pomysl, ze ufunduje nagrode. Nagroda bedzie wymierna finansowo, by motywacja byla wieksza :twisted:
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Re: Captain Beefheart - geniusz czy pozer?

Postautor: Robert007Lenert » grudnia 17, 2014, 1:51 pm

Najbardziej szalona płyta w historii rocka / (rocka?)jesli można tak powiedzieć/ Uwielbiam muzykę Kapitana... Zwariowane pomysły, zwariowana realizacja i to coś co nie pozwala się od niej uwolnić. Dzisiaj rocznica śmierci tego nietuzinkowego Artysty.
https://www.youtube.com/watch?v=xiorncOFpcg
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Re: Captain Beefheart - geniusz czy pozer?

Postautor: bluesman1 » stycznia 19, 2015, 2:08 pm

Robert, musze Cie zmartwic, ale chyba poza nami i zaledwie kilkoma innymi osobami w Polsce zjawisko pt. Captain Beefheart jest roznie nieznane jak i glebsza tworczosc Zappy, dla ktorych istnieja jedynie te najbardziej znane plyty artysty.

Poziom sluchania muzyki przez ludzi w Polsce jest wrecz tragiczny, jesli nie liczyc rzeszy pseudo-fanow ktorzy zbieraja plyty po to, aby pochwalic sie przed znajomymi (tudziez wieksza czesc klienteli pewnego znanego sklepu muzycznego w Warszawie).

Szkoda, dla mnie Don Van Vliet to byl jeden z najbardziej oryginalnych kompozytorow XX w. w muzyce popularnej, mysle ze nie bedzie grzechem umieszczenie go bok Jimiego Hendrixa czy Jaco Pastoriusa. Dzieki ze wsponiasz :).
Awatar użytkownika
bluesman1
blueslover
blueslover
 
Posty: 632
Rejestracja: września 17, 2007, 6:30 pm

Poprzednia

nowoczesne kuchnie tarnowskie góry piekary śląskie będzin świętochłowice zawiercie knurów mikołów czeladź myszków czerwionka leszczyny lubliniec łaziska górne bieruń

Wróć do Na jeden temat...

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości