Steve Marriott - All too beautiful

...czyli nasze muzyczne tematy monograficzne

Moderator: mods

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 16, 2014, 1:54 am

Dziadek Władek pisze:
agrypa pisze:[...] Bardzo dobrze sie czyta. Cieszy to cdn....[...]

Czy myslalas moze o przetlumaczeniu calosci i wydaniu na polskim rynku ?

Cold Lady pisze:Agrypo, no co ty :shock: oczywiście, że nie myslałam o niczym takim :oops:
[...]

Myślałaś czy nie myślałaś - książka sama Ci się pisze w tym wątku. I to pasjonująca! :)

Dziękuję, ale mojej zasługi tutaj niewiele. Po prostu Steve miał ciekawe życie -było jak kolejka górska- raz latał prywatnym odrzutowcem, a z chwilę podkradał ziemnaki z pola u sasiada, żeby mieć co zjeść.
Dziękuję za miłe słowa. :)
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 16, 2014, 2:24 am

Mała ciekawostka.
Marriotta można usłyszeć w piosence "Berkshire Poppies" zespołu Traffic ( album Mr. Fantasy z grudnia 1967 roku). W chórkach i przede wszystkim pod koniec utworu tak od 2:16 min., słychać improwizowaną rozmowę i jak się śmieje. :-).
https://www.youtube.com/watch?v=gdq2UXbh83M

ale to nie jedyne powiązanie z zespołem Traffic.
W piosence Small Faces "The Autumn Sone" (którą bardzo lubię) solo na flecie gra Chris Wood.
https://www.youtube.com/watch?v=eVOD46xun4I

Steve śpiewa tez w duecie na solowej płycie Jima Capaldi "One Man Mission" z 1984 roku, w utworze "Young Savages". Na tubie nie znalazłam niestety.

Zdjęcia nawiązujące troszkę do tematu posta.
Steve i Steve :D
Obrazek

Obrazek
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 18, 2014, 12:18 am

Minikonkursiki fotograficzne coś utknęły, to ja tutaj zrobię własny konkursik :wink:
Kilka fotek Steve'a z innymi muzykami.

Obrazek
Terry Reid

Obrazek
Ronnie Wood

Obrazek
po lewo na widowni David Gilmour

Obrazek
Chris Farlowe

Obrazek
Tom Jones
Ostatnio zmieniony stycznia 12, 2015, 3:13 am przez Cold Lady, łącznie zmieniany 1 raz
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 19, 2014, 7:45 pm

Hmm... już kilka lat temu (chyba w 2010r.) natknęłam się na artykuł w magazynie Classic Rock, gdzie Peter Frampton opowiadał jak Small Faces, a dokładnie Steve odmówił wspólnej trasy koncertowej po USA z Jimim Hendrixem. I jakoś nie za bardzo chciało mi się wierzyć w tą historię.
Może najpierw ją tutaj przytoczę:.
Frampton również zauważył, że Marriott znajdował perspektywę odniesienia wielkiego sukcesu jako problem. "Niezbyt dobrze sobie z tym radził. Pamiętam, gdy byłem jeszcze w The Herd, kumplowałem się z Ronniem i Stevem i akurat zadzwonił telefon od agenta Small Faces. "Chcą żebyśmy polecieli do Ameryki i byli supportem przed Hendrixem!" A Steve po prostu powiedział "Pieprzyć to, nie jedziemy". Myślałem, że żartuje, ale on naprawdę tego nie chciał, pomimo, że "Itchycoo Park" było hitem w Ameryce w tamtym czasie". Pamiętam, że wtedy pomyślałem "To może być problemem". Hendrix właśnie zaczynał tam odnosić sukces. Nie mogłem uwierzyć, że Steve zrezygnował z tej trasy." Płytę "Rock on" otwierał utwór "Shine On", oczywisty kandydat na singla w odczuciu Glyna Johnsa i wszystkich oprócz Marriotta. "On nie chciał o tym słyszeć, powiedział że jest zbyt popowy." Przegrał spór, ale poczułem szię jak 'Co ja tutaj robię?' Znowu była szansa, aby przesunąć się o jeden poziom wyżej, a tutaj bandleader naciskał hamulec."


Ten sam wątek pojawił się w 2011 roku w uncut magazine (front cover Small Faces :-))
http://www.uncut.co.uk/magazine/july-2011
akurat nie mam tego magazynu, są to cytaty ze strony Uncut
gdzie Peter mówił:
"Coś było z jego psychiką" "Jakiś duży problem..."


i Contactmusic (który powołuje się na artykuł z Uncut)
Muzyk Peter Frampton, który był bliskim kumplem Marriotta, powiedział magazynowi Uncut "Ronnie przybiegł i powiedział, 'Chas Chandler chce abyśmy otwierali koncerty dla Jimiego Hendrixa, na jego trasie po Ameryce!" Powiedziałem "O mój Boże,fantastycznie!" Steve na to "Nie ma k***a mowy. To on powinien nas supportować. Nie zrobimy tego" Small Faces nigdy nie polecieli do Ameryki. To była wspaniała szansa, a on ją ukrócił! Dlaczego?"


Jak napisałam powyżej, jakoś nie chciało mi się wierzyć w tą wersję wydarzeń, gdyż w żadnej książce biograficznej o Stevie czy Small Faces niczego takiego nie wyczytałam, tak samo nigdy o tym w żadnym wywiadzie nie wspominał Ian McLagan czy Kenney Jones.

Ostatnio jednak natknęłam się na wywiad z Hendrixem, którego fragment przytoczę:
sobota 27 lipiec 1968,UK
NEW MUSICAL EXPRESS
Briefly Jimi and I discussed his lack of personal appearances in Britain.
”We’re not deserting Britain or anything like that,” said Jimi. “We are hoping to do some big city concerts in October. We’d like to have someone like the Small Faces with us, but there’s probably problems over who would top or something silly."


Przelotnie ja z Jimim rozmawialiśmy o braku jego wystąpień w Anglii.
"Nie opuszczamy Anglii, ani nic z tych rzeczy," powiedział Jimi. "Mamy nadzieję wystąpić na koncertach w dużych miastach w październiku. Chcielibyśmy mieć ze sobą kogoś takiego jak Small Faces, ale zdaje się, że jest problem kto ma być główną gwiazdą, czy równie coś głupiego."



Wydaje mi się, że Peter coś przekręcił. Nie posądzam go o celowe "naciąganie prawdy", ale po 40 latach trudno spamiętać szczegóły wydarzeń (ja mam problem, aby sobie przypomnieć, co robiłam w zeszłym miesiącu ;-)). Myślę, że chodziło o trasę po Anglii a nie po USA jak sugeruje Peter. Trasy po USA wydaje mi się, że Steve by nie odrzucił, a już na pewno nie ze stwierdzeniem, że to oni (Small Faces) powinni być główną atrakcją.
Poza tym wydaje mi się, że jeśli już, to to był raczej pretekst, żeby odmówić. Zastanawiam się, czy główną przyczyną nie było to, że Steve w tamtym czasie (po trasie z The Who po Australii i Nowej Zelandii) już mocno odczuwał swoje jednak ograniczone możliwości gitarowe i ogólnie miał poczucie, że zespół stracił ogień w występach na żywo, ponieważ przez dwa ostatnie lata czas spędzali głównie w studiu nagraniowym. Trasa z The Who dała mu dużo do myślenia, a tutaj mieliby supportować samego Hendrixa - wirtuoza gitary i wielkiego showmana... Myślę, że bał się porażki...

Wydaje się (z tego, co do tej pory wyczytałam), że Jimi lubił Small Faces, natomiast Noel Redding naprawdę bardzo ich lubił. W kilku wywiadach z tamtych czasów Noel podawał ich za jeden ze swoich ulubionych zespołów. Np. mówił "
"They're really great ... far above most routine stuff,"
("oni są naprawdę świetni.... o wiele powyżej rutynowych, zwykłych rzeczy.")

Wymienił też Marriotta obok Dereka Knighta i Ray'a Charlesa jako swoich ulubionych wokalistów (w NEW MUSICAL EXPRESS, 11 marzec 1967r). Ponadto w wywiadzie (nie wiem z którego roku) http://www.retrosellers.com/features11.htm podał Small Faces jako jeden z pięciu zespołów, którego płytę zabrałby na bezludną wyspę.


Naprawdę bardzo podziwiam prace redaktorów i dziennikarzy muzycznych (szczególnie tych rzetelnych), którzy wydają biografie muzyków, bo to niełatwa sprawa przedostać się przez gąszcz tych wszystkich sprzecznych informacji i wydobyć z nich prawdę.
(Panie Zdzisławie, ukłony i serdeczne pozdrowienia :D )
Ostatnio zmieniony grudnia 31, 2014, 6:00 am przez Cold Lady, łącznie zmieniany 1 raz
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Zdzisław Pająk » grudnia 20, 2014, 1:20 pm

Cold Lady pisze:Hmm... już kilka lat temu (chyba w 2010r.) natknęłam się na artykuł w magazynie Classic Rock, gdzie Peter Frampton opowiadał jak Small Faces, a dokładnie Steve odmówił wspólnej trasy koncertowej po USA z Jimim Hendrixem. I jakoś nie za bardzo chciało mi się wierzyć w tą historię.
Może najpierw ją tutaj przytoczę:.
Frampton również zauważył, że Marriott znajdował perspektywę odniesienia wielkiego sukcesu jako problem. "Niezbyt dobrze sobie z tym radził. Pamiętam, gdy byłem jeszcze w The Herd, kumplowałem się z Ronniem i Stevem i akurat zadzwonił telefon od agenta Small Faces. "Chcą żebyśmy polecieli do Ameryki i byli supportem przed Hendrixem!" A Steve po prostu powiedział "Pieprzyć to, nie jedziemy". Myślałem, że żartuje, ale on naprawdę tego nie chciał, pomimo, że "Itchycoo Park" było hitem w Ameryce w tamtym czasie". Pamiętam, że wtedy pomyślałem "To może być problemem". Hendrix właśnie zaczynał tam odnosić sukces. Nie mogłem uwierzyć, że Steve zrezygnował z tej trasy." Płytę "Rock on" otwierał utwór "Shine On", oczywisty kandydat na singla w odczuciu Glyna Johnsa i wszystkich oprócz Marriotta. "On nie chciał o tym słyszeć, powiedział że jest zbyt popowy." Peter przegrał spór. "Poczułem się jak 'Co ja tutaj robię?' Znowu była szansa, aby przesunąć się o jeden poziom wyżej, a tutaj bandleader naciskał hamulec."


Ten sam wątek pojawił się w 2011 roku w uncut magazine (front cover Small Faces :-))
http://www.uncut.co.uk/magazine/july-2011
akurat nie mam tego magazynu, są to cytaty ze strony Uncut
gdzie Peter mówił:
"Coś było z jego psychiką" "Jakiś duży problem..."


i Contactmusic (który powołuje się na artykuł z Uncut)
Muzyk Peter Frampton, który był bliskim kumplem Marriotta, powiedział magazynowi Uncut "Ronnie przybiegł i powiedział, 'Chas Chandler chce abyśmy otwierali koncerty dla Jimiego Hendrixa, na jego trasie po Ameryce!" Powiedziałem "O mój Boże,fantastycznie!" Steve na to "Nie ma k***a mowy. To on powinien nas supportować. Nie zrobimy tego" Small Faces nigdy nie polecieli do Ameryki. To była wspaniała szansa, a on ją ukrócił! Dlaczego?"


Jak napisałam powyżej, jakoś nie chciało mi się wierzyć w tą wersję wydarzeń, gdyż w żadnej książce biograficznej o Stevie czy Small Faces niczego takiego nie wyczytałam, tak samo nigdy o tym w żadnym wywiadzie nie wspominał Ian McLagan czy Kenney Jones.

Ostatnio jednak natknęłam się na wywiad z Hendrixem, którego fragment przytoczę:
sobota 27 lipiec 1968,UK
NEW MUSICAL EXPRESS
Briefly Jimi and I discussed his lack of personal appearances in Britain.
”We’re not deserting Britain or anything like that,” said Jimi. “We are hoping to do some big city concerts in October. We’d like to have someone like the Small Faces with us, but there’s probably problems over who would top or something silly."


Przelotnie ja z Jimim rozmawialiśmy o braku jego wystąpień w Anglii.
"Nie opuszczamy Anglii, ani nic z tych rzeczy," powiedział Jimi. "Mamy nadzieję wystąpić na koncertach w dużych miastach w październiku. Chcielibyśmy mieć ze sobą kogoś takiego jak Small Faces, ale zdaje się, że jest problem kto ma być główną gwiazdą, czy równie coś głupiego."



Wydaje mi się, że Peter coś przekręcił. Nie posądzam go o celowe "naciąganie prawdy", ale po 40 latach trudno spamiętać szczegóły wydarzeń (ja mam problem, aby sobie przypomnieć, co robiłam w zeszłym miesiącu ;-)). Myślę, że chodziło o trasę po Anglii a nie po USA jak sugeruje Peter. Trasy po USA wydaje mi się, że Steve by nie odrzucił, a już na pewno nie ze stwierdzeniem, że to oni (Small Faces) powinni być główną atrakcją.
Poza tym wydaje mi się, że jeśli już, to to był raczej pretekst, żeby odmówić. Zastanawiam się, czy główną przyczyną nie było to, że Steve w tamtym czasie (po trasie z The Who po Australii i Nowej Zelandii) już mocno odczuwał swoje jednak ograniczone możliwości gitarowe i ogólnie miał poczucie, że zespół stracił ogień w występach na żywo, ponieważ przez dwa ostatnie lata czas spędzali głównie w studiu nagraniowym. Trasa z The Who dała mu dużo do myślenia, a tutaj mieliby supportować samego Hendrixa - wirtuoza gitary i wielkiego showmana... Myślę, że bał się porażki...

Wydaje się (z tego, co do tej pory wyczytałam), że Jimi lubił Small Faces, natomiast Noel Redding naprawdę bardzo ich lubił. W kilku wywiadach z tamtych czasów Noel podawał ich za jeden ze swoich ulubionych zespołów. Np. mówił "
"They're really great ... far above most routine stuff,"
("oni są naprawdę świetni.... o wiele powyżej rutynowych, zwykłych rzeczy.")

Wymienił też Marriotta obok Dereka Knighta i Ray'a Charlesa jako swoich ulubionych wokalistów (w NEW MUSICAL EXPRESS, 11 marzec 1967r). Ponadto w wywiadzie (nie wiem z którego roku) http://www.retrosellers.com/features11.htm podał Small Faces jako jeden z pięciu zespołów, którego płytę zabrałby na bezludną wyspę.


Naprawdę bardzo podziwiam prace redaktorów i dziennikarzy muzycznych (szczególnie tych rzetelnych), którzy wydają biografie muzyków, bo to niełatwa sprawa przedostać się przez gąszcz tych wszystkich sprzecznych informacji i wydobyć z nich prawdę.
(Panie Zdzisławie, ukłony i serdeczne pozdrowienia :D )



Dziękuję Tobie za miłe słowa i przede wszystkim za kapitalny wpis o planowanym tournee z Hendrixem. Ja takze dotąd nic na ten temat nie znalazłem, ale wiedzac, że Jimi bardzo cenił Steve'a oraz Small Faces, mogę się spodziewać, że wspomnienie Petera Framptona nie jest odległe od prawdy.

Droga Cold Lady - Ma rację Agrypa, że Twoje wpisy są świetne, doskonale napisane i bardzo dobrze się je czyta. Mysłę, że Twoją książkę o Steve Marriotcie równie wspaniale by się czytało. A przy okazji, napisz do mnie na priva, chciałbym z Tobą wymienić parę informacji.
Obrazek
Awatar użytkownika
Zdzisław Pająk
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 2528
Rejestracja: stycznia 27, 2005, 6:06 pm
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 26, 2014, 2:31 am

Fragment przetłumaczony z autobiografii Jerry Shirley: "Best Seat in the House: Drumming in the '70s with Marriott, Frampton, and Humble Pie". Ciąg dalszy...

Angus i ja zebraliśmy band i podążyliśmy w stronę studia IBC, które Steve znał, gdyż tam Small Faces nagrali swój przebój „Sha-La-La-La-Lee” i parę innych utworów; Stonesi, Who i Kinks również zaszczycili jego szacowne korytarze. Gdy przyjechaliśmy, ustawiliśmy nasz sprzęt i byliśmy gotowi. Steve przyjechał wkrótce po nas i zaczął przygotowywać brzmienie perkusji z inżynierem w pokoju kontrolnym, gdy ja waliłem w perkusję w studiu. Kiedy głos Steve'a doszedł z głośnika- „Jel, chodź tutaj i posłuchaj”, jako naiwny czternastolatek pomyślałem, posłuchać czego? Więc posłusznie poszedłem na górę do pokoju kontrolnego i stałem tam w kompletnym zdumieniu, gdy ogromne głośniki grały największe perkusyjne brzmienie jakie słyszałem. „Wow, to jest świetne! Kot to?” zapytałem. „Ty, ty głupku” Steve odpowiedział. Bez mojej wiedzy, oni nagrywali próbę perkusyjną. Potem ustawiliśmy resztę brzmienia i zaczęliśmy uczyć się piosenki, kompozycji Marriott/Lane o tytule „Tell Me (Have You Ever Seen Me)”. Ronnie Lane też tam był, ale wyszedł trochę rozgniewany. Nie zgadzał się ze Stevem w sprawie nagrywania przez innych ludzi ich piosenek. Z tego co byłem w stanie zrozumieć, Ronnie nie postrzegał nas jako wartych jego pracy, co jest w porządku – nie zupełnie przedstawialiśmy sobą możliwość zarobienia pieniędzy. Steve nie dbał o takie rzeczy; chciał po prostu oddać przysługę chłopakom, którzy stali się jego kumplami i jeśli o mnie chodzi nie ma w tym nic złego.
Wszystko szło bardzo gładko, do momentu, aż spróbowaliśmy nagrywania. Bez żadnego oczywistego powodu, Bob Argent, nasz basista stracił nerwy i zastygnął w bezruchu. Już widziałem, jak nasza życiowa szansa znika przed moimi oczami. Ale zamiast powiedzieć „Przepraszam chłopaki. Mój partner nie ma na to ochoty, a wasz basista rozpada się na kawałki. Więc, do zobaczenia.” Steve kontynuował, biorąc gitarę basową, tak jakby był naszym basistą – i nagraliśmy piosenkę za pierwszym podejściem! Potem dograliśmy jeszcze grę Steve'a na harpsichordzie i moją na tympani. Dino dobrze się spisał na wokalu. Steve razem z inżynierem zmiksowali utwór... i nasz pierwszy singiel był gotowy.
https://www.youtube.com/watch?v=jSdZEl5rGm8"(Tell me ) Have you ever seen me"
Pozostało jeszcze kilka pomniejszych szczegółów, zanim mogliśmy wypuścić singla. Musieliśmy go przedstawić Andrew Loog Oldhamowi, głowie Immediate Records, by zdobyć jego aprobatę (na szczęście spodobał mu się); nazwę naszej kapeli trzeba było zmienić; musieliśmy też nagrać stronę B-singla.
Steve chciał abyśmy się nazywali the Nice, ale Andrew się nie zgodził, chciał nas nazwać the Apostolic Intervention- a ponieważ był szefem, musieliśmy współdziałać. Nienawidziliśmy tej nazwy z pasją, ale co mogliśmy zrobić?
Jednak dość nas zabolało, gdy niemalże następnego dnia zespół wspierający P. P. Arnold nazwał The Nice. Nie miało to jednak większego znaczenia, byliśmy niezmiernie wdzięczni, że będziemy mieć singla napisanego i wyprodukowanego przez naszego „hero” Steve'a Marriotta.
Następnym płotkiem do pokonania była strona B.
Trzymając się tradycji Small Faces, wybraliśmy utwór instrumentalny, który nagraliśmy w Regent Sound na Denmark Street (West End). Wymyśliliśmy kawałek- pseudo rip-off Booker T. & the MG's, który nazwaliśmy „Madamme Garcia” - był to eufemizm dla haszyszu. W tamtym czasie były ogromne narkotykowe naloty/zatrzymania w przemyśle muzycznym, szczególnie prowadzone przez gorliwego detektywa Scotland Yardu – sierżanta Pilchera. Więc dla bezpieczeństwa, wykształciliśmy kod do rozmów telefonicznych „Czy jest z Tobą Madamme Garica?” i tak dalej. Teraz brzmi to tak fałszywie, ale wtedy lepiej było chociaż spróbować się ochronić, żeby później nie żałować.
Współcześni muzyczni historycy, którzy studiowali Small Faces doszli do przekonania, ze „Madamme Garcia” był outtakem Small Faces, ale to nie jest prawdą. Był napisany przez mojego brata Angusa i Dino Dinesa, a zagrany przez Apostolic Intervention.
Ale 'Small Face' Steve pojawił się w tym utworze, oprócz wyprodukowania, zagrał lead gitarę i trochę zaśpiewał 'backing vocals'.
https://www.youtube.com/watch?v=r4_v3DVmuKA "Madame Garcia"
Przez pewien czas, Steve dość często do mnie dzwonił i jeszcze do kilku innych kumpli-muzyków, aby wzięli udział w sesjach dla Steve'a – nagrywając cokolwiek na co on, albo my mieliśmy ochotę – w studiu Olympic w Barnes. To było 'gorące' miejsce do nagrywania. Były tam dwa studia nagraniowe. Nr 1 – mające największe wzięcie w Anglii i Nr 2 – blisko drugie w kolejce. W tamtym czasie wszystko co Steve chciał robić to praca, praca i praca. Facet posiadał nieograniczone naturalne pokłady energii, a gdy dodał do tego obfitą ilość płynnego methedrine'u, nic nie było w stanie go zatrzymać. Miał luksus otwartego dostępu do studia Nr 2 w Olympic, co czyniło życie ekstremalnie interesujące, gdyż lista muzyków nagrywająca w Nr 1 zawierała the Rolling Stones, Jimi Hendrix Experience, Traffic, Chris Farlowe, a przy kilku okazjach the Beatles.
Aby namówić Glyna Johnsa do sesji, Steve mówił mu, że to dla Small Faces- a potem dolewał mu methedrine'u do herbaty. Więc nawet gdy Glyn miał swoje zwykłe napady złości, że będąc okantowanym musi pracować z gromadą nieznanych zatraceńców jak my, w końcu w niewytłumaczalny sposób zaczynał widzieć w tym absolutny sens! W końcu kto nie chciałby pracować z niedługo będącym sławnym Syd Banger's Wally-Smashing Big Roll Band? Jedna z najlepszych wymyślonych nazw, Syd i jego Wally-Smashers byli używani dla każdego składu muzyków, jaki zgromadził do wieczornej zabawy i gry.
Powiedziano mi, ze niektóre utwory z sesji Syda okazjonalnie wypłynęły jako część nagrań Andrew Oldham Orchestra, ale nigdy nie widziałem ani nie słyszałem żadnego oficjalnego wydawnictwa, które przedstawiałyby dowód takiego krętactwa. Andrew ostatnio potwierdził, że one nigdy nie zostały wydane pod nazwą orkiestry.
Podczas tych sesji, gdy grałem na perkusji, aby Glyn mógł ustawić brzmienie, Steve „błogosławić jego serce” przyprowadzał swoich sławnych znajomych ze studia obok Nr 1, aby posłuchali jego małego wyjątkowo utalentowanego czternastolatka, jak łoi w swój zestaw perkusyjny. W tamtym czasie miałem w zwyczaju grać z głową opuszczoną do dołu, więc dopiero dowiadywałem się, gdy ją podnosiłem, że na przykład Jimi Hendrix, Mick Jagger, czy Charlie Watts stali tam, patrzyli na mnie z wielkimi uśmiechami na swoich twarzach. Hendrix był świetny -po prostu powiedział „Tak stary, to jest cool, naprawdę cool” - Charlie natomiast powiedział „Ja cię kręcę, wystarczająco, żebym chciał sobie podciąć żyły”. Oni wszyscy byli takimi dżentelmenami i nigdy nie będę w stanie im wystarczająco podziękować za wsparcie jakie mi dali. Widzisz, byłem rozbity przez moją niepewność jeśli chodzi o moje granie -nie sądziłem, że byłem choć trochę dobry. Na dodatek byłem czasami boleśnie nieśmiały, dlatego prawdopodobnie tak lubiłem speed.
Żeby mi sodówka nie uderzyła do głowy, zostałem rozjechany kilka miesięcy później, gdy grałem gig w Speakeasy. Widziałem Gingera Bakera w tłumie- oczywiście przy barze. Co prawda nie grałem tej nocy zbyt dobrze, ale z pewnością show nie było okropne. Jak skończyliśmy, zdałem sobie sprawę, że będę musiał przejść koło Gingera, aby dostać się do naszej przebieralni. Podbudowany przez te miłe słowa zachęty kilka miesięcy wcześniej, odważyłem się koło niego przejść. Akurat jak wszedłem w jego zasięg słyszalności, on popatrzył prosto na mnie i powiedział „Pieprzone gówno!”. Żadnych miłych słów zachęty od Gingera, żadnego dużego uśmiechu- tylko popatrzył na mnie wilkiem i „Pieprzone gówno!”. Więc tak na wszelki wypadek, gdybym się zaczynał za bardzo nadymać jeśli chodzi o moje umiejętności, lub ogólnie robił z siebie kompletnego durnia, Wszechmogący (z małą pomocą Gingra Bakera) ochrzanił mnie- i za to jestem najbardziej wdzięczny!
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: agrypa » grudnia 26, 2014, 9:58 am

Dziekuje :) A ja wlasnie jestem w trakcie czytania niedawno wydanego trzeciego tomu autobiografii Oldhama (on to nazywa triography) zatytulowanego "Stone Free" Sporo pokory i dystansu do tamtych czasow u Mister Andrew.
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8438
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 26, 2014, 2:59 pm

Ja niestety jeszcze żadnej części "trylogii" ne miałam okazji przeczytać, ale kilka wywiadów jakie z nim przeczytałam, jak i parę wywiadów audio i video z youtube uważam za całkiem interesujące. Mr Andrew potrafi ciekawie opowiadać. :)

Jeśli już o nim rozmawiamy, to może zamieszczę cytat z książki Jerrego.
Andrew Loog Oldham:
Dwie grupy zmieniły moje życie: the Rolling Stones i Humble Pie. Stonesi i ja rozdzieliliśmy nasze drogi w 1967 roku. Kiedy Steve Marriott odszedł ze Small Faces i założył Humble Pie, pomyślałem, iż Bóg zdecydował, że zasługuję na drugie 'pasmo sukcesów'{<--- second run- nie jestem pewna jak to przetłumaczyc}. Nigdy tak nie myślałem o Small Faces - oni byli 'nagrywającą grupą', a nie zespołem. Humble Pie mnie zadziwili i zmienili. Nadal to robią. Mam dwóch ulubionych perkusistów, którzy pobłogosławili moje życie: jednym jest Charlie Watts, drugim jest Jerry Shirley.


Spodziewam się jednak, że pomimo widocznej sympatii Oldhama do Humble Pie, to pewnie w jego autobiografii niewiele pisze o tym zespole i Small Faces, a pewnie znaczna część wspomnień dotyczy Stonesów?
Ciekawe jest też, jak postrzega Oldham Small Faces. Pamiętam, że w jakimś wywiadzie który przeczytałam wcześniej, też wypowiadał się o nich w podobnym tonie... a jednak jakby na to nie patrzeć ponoć byli jedynym zespołem w Immediate Records, który zarabiał (dostarczał) pieniądze dla wytwórni... reszta generowała długi.
-----------------------------------
Np. tutaj Andrew Loog Oldham opowiada o innych managerach (zdaje się, że czyta na początku fragmenty ze swojej książki. Video jest z marca 2013 roku.) Ktoś z publiczności zadał też pytanie na temat Small Faces.
Nie podejmuję się tłumaczenia, bo niestety momentami mam problem ze zrozumieniem, co mówi Andrew :(
ale podaję linka dla znających język angielski. Video ustawione już na 28 minutę.
http://youtu.be/aJYGBEeduks?t=27m54s
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 28, 2014, 2:08 am

Właściwie jak już jesteśmy przy temacie Oldhama, Immediate Records i wspólnych sesji nagraniowych Steve'a z Jerrym (pre Humble Pie), należałoby jeszcze wspomnieć o jednym albumie nagranym w 1968 roku.
Billy Nicholls - Would You Believe (Psychedelic rock, Baroque pop)
Obrazek

Oldham zatrudnił Billy Nicholsa, gdyż chciał wydać angielski odpowiednik "Pet Sounds" the Beach Boys.
Singiel z tej płyty, w dużej mierze przez słabą promocję (Immediate nie było w tym temacie zbyt dobre) nie odniósł sukcesu komercyjnego. Immediate już wtedy miało problemy finansowe i dlatego wytwórnia postanowiła nie wypuszczać longplaya na rynek. Dopiero w roku 1999 album został wydany.

W nagrywaniu wzięli udział między innymi:
Small Faces, John Paul Jones, Nicky Hopkins, Big Jim Sullivan i Jerry Shirley.

Small Faces zagrali w tytułowym utworze (singlu) "Would You Believe"
https://www.youtube.com/watch?v=FeN5eyf7VTI
Steve'a można dość wyraźnie usłyszeć w chórkach, pomimo głośnych smyczkowych warstw dodanych przez Oldhama :-)

Natomiast Steve i Jerry razem zagrali w utworze "Girl from New York"
Steve na gitarze elektrycznej a Jerry oczywiście na perkusji.
https://www.youtube.com/watch?v=UneE7kAHx98
Ostatnio zmieniony stycznia 31, 2015, 3:33 pm przez Cold Lady, łącznie zmieniany 1 raz
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: agrypa » grudnia 28, 2014, 10:12 am

Pozniej wydala plyte japonska wytwornia Teichiku Records
Obrazek
Japonczycy uzyli tej swojej nagraniowej magii ( :D ) i podobno jakosc dzwieku jest rewelacyjna. Nie moge tego potwierdzic, ja mam ta pokazana przez Ciebie "poczciwine" z 99.
Obrazek
i dobrze, bo ta japonska jest nieprzyzwoicie droga (200 funtow)
Mam nadzieje ze mi takie "0fftopiczne" ciekawostki wybaczysz. :)
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8438
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 28, 2014, 7:29 pm

Żaden tam offtop, cieszę się, że czasami tutaj piszesz :-)

Jeśli chodzi o cenę, to nawet ta z 99 roku wcale nie należy do tanich - £25.00.
Właściwie to chciałam jeszcze dodać, że w 68 roku zostało wypuszczonych na rynek 100 promocyjnych kopii, one to dopiero osiągają niezłą cenę na ebay - £8.000.00 :shock:
http://www.ebay.co.uk/itm/BILLY-NICHOLL ... 1204325335
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » stycznia 4, 2015, 11:22 pm

obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć
Powstanie krótkometrażowy film o Steve'ie. Dzisiaj zebrano minimalne fundusze potrzebne na ten cel.
Jeszcze przez 7 dni można dołożyć swoją cegiełkę, a w zamian dostać wybraną przez siebie nagrodę.
https://www.crowdshed.com/projects/midnight-of-my-life-a-new-short-film

Na stronie crowdshed jest opis:

Steve Marriott jest jednym z najwspanialszych wokalistów brytyjskiej sceny muzycznej. „Midnight of My Life” jest przejmującą etiudą na temat talentu, starzenia się i czym jest sukces.

Jest lipiec 1985 roku i podczas gdy Rock and Rollowi wielcy i dobrzy popisują się na Wembley, Steve Marriott pije w ciemnym pubie w Putney, czeka by zagrać dla małej zgrai ochlapusów.
Gdy czeka na resztę swojego zespołu, rozgoryczony i pijany, spotkanie z młodym Modsem odbudowuje wiarę w Steve'ie.


Reżyserem jest Phil Davis (reżyser, ale również aktor, znany z roli Chalky'ego w Quadrophenii z 1979 roku).
obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć
„Dorastałem kochając Small Faces. Nie reżyserowałem niczego od 12 lat i szczerze mówiąc nie planowałem tego. Ale potem producent Hatty Hodgson przesłała mi scenariusz do „Midnight of My Life”. Zmieniłem zdanie."

„Steve Marriott grający gig w ciemnym pubie gdzieś w Londynie podczas gdy wszyscy klienci oglądają w TV transmitowany na żywo koncert Live Aid. Gdyby rzeczy ułożyły się inaczej, on też by tam był. Gdyby chodziło tylko o talent, byłby tam. POWINIEN tam być.
Steve jest złośliwy, ma niewyparzony język i jest zgorzkniały- ale gdy bierze gitarę i śpiewa w małym pubie, daje z siebie wszystko.

To krótkometrażowy film z prostą fabułą, ale to świetna historia i ważna. Steve był wspaniałym songwriterem, świetnym gitarzystą i miał jeden z najlepszych głosów w historii rock and rolla.
Ten krótkometrażowy film, to odpowiedni hołd złożony mu i wszystkim innym talentom, którzy wypadli z łask, lecz nadal grali, ponieważ to kochali."


Kilka dni temu Phil Davis ogłosił, że Marriotta ma zagrać Martin Freeman.
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » stycznia 12, 2015, 2:56 am

Obrazek
1968, fot. Barrie Wentzell

Z działu „inspiracje”
dzisiaj będzie o AC/DC
Już wcześniej wspominałam, że Bon Scott wysoko cenił Steve'a jako wokalistę. Jednak nie tylko on z AC/DC cenił Small Faces i Humble Pie.

W 2001 roku Phil Rudd w wywiadzie dla niemieckiego magazynu „Rock Hard” na pytanie „którego perkusistę lubiłeś najbardziej w młodości?”, Phil wymienił Ringo Star, Simon Kirke, Corky Laing i Kenney Jones. O Kenney'm powiedział
„Jednym z takich utworów był „Tin Soldier” Small Faces (na liście przebojów w UK na miejscu 9 w grudniu 1967 roku -Phil miał 13 lat). Człowieku, podziwiałem te szalone synkopy Kenney'ego Jonesa po mostku w środku piosenki!”


Natomiast tutaj (http://www.acdcstars.de/storys_philinterview.htm) podane jest, że gdy Phil był nastolatkiem, to jego ulubionymi zespołami byli Small Faces, Humble Pie i Free.

Angus Young w kilku wywiadach również wymienił Small Faces jako jeden ze swoich ulubionych zespołów, gdy był nastolatkiem.
Chociażby tutaj: http://www.angelfire.com/al/ACDCpage/25years.html
„Rolling Stone: Jaka była muzyka kiedy byleś dzieckiem?
Angus Young: …ale to, co mnie interesowało pochodziło z Anglii w tamtym czasie, zespoły takie jak Small Faces, the Who i Yardbirds.”


albo tutaj:
http://rockorbust.com/?page_id=33 Jak widać nadal lubi Small Faces
„Q: Jakie są wasze ulubione zespoły? Jeśli w ogóle takie macie.
Cliff: Oh! Jezu. Cholera... [zasłania twarz] The Rolling Stones.
Angus: Właśnie, to co on powiedział, kocham Stonesów. Wiele świetnych zespołów. The Who. Dużo dobrych rzeczy. Trochę Led Zeppelin, lubię the Kinks, Small Faces.”

„Rolling Stone: Jak AC/DC uzyskało swoje brzmienie?
Angus: z pewnością jest wyraźnie australijskie, to publiczność dała nam nasze brzmienie. Australijczycy mieli szacunek do zespołów opartych na rytmie. Można to było zauważyć, ponieważ jak byłem młodszy i widziałem the Rolling Stones w Sydney, klimat jaki widownia dała, nawet zanim wyszli na scenę - była niespokojna, było poczucie zachwytu. Zawsze uważałem, że zespoły takie jak Stonesi, the Who i Small Faces publiczność czuła bardziej- to było jak nazistowski wiec.”


Fragment z książki Rock and Roll Always Forgets: A Quarter Century of Music Criticism
str. 130-131.
„”30 Days In the Hole” https://www.youtube.com/watch?v=sdXjm8pZMws Humble Pie z 1972 roku brzmiało jak AC/DC zanim powstaliście, więc czy ten zespół był dla Was inspiracją?”
„Byłem wielkim fanem Steve'a Marriotta” Angus przyznaje. „Steve Marriott właściwie wystąpił na jednej płycie mojego brata, piosenka nazywała się „Good Times” https://www.youtube.com/watch?v=cNiY0siZY3Y. Do dzisiaj uważam, że Steve Marriott był świetnym, wspaniałym wokalistą.”
„Opowiem Ci zabawną historię,” Angus zaoferował. ”Humble Pie się reaktywowali {1980 rok}, a my wydaliśmy „Back In Black” i graliśmy w Filadelfii. Program był następujący- zespół z południa Nantucket, potem Humble Pie i my. Steve Marriott ponoć podszedł do gościa z Nuntucket i powiedział „Kocham was chłopaki, kocham ten utwór którym otwieraliście set, tą piosenkę „A Long Way To The Top If You Wanna Rock 'n' Roll,” świetny utwór. Ale nienawidzę tych gości z AC/DC!” Gość z Nantucket powiedział nam, „Nie miałem serca mu powiedzieć, że to wy żeście go napisali!””


Wcześniej opowiadałam o trasie Small Faces po Australii i zamieściłam artykuł, który ukazał się w australijskiej gazecie po koncercie w Sydney.
obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć
Może przetłumaczę go tutaj.
„Ordynarne słowa gwiazdy.
Zazwyczaj każdy kto wykrzykuje obsceniczne czteroliterowe słowa przed policjantami i nastoletnimi dziewczynami, jest aresztowany. Ale zdaje się, że gwiazdy pop stanowią wyjątek.
Członkowie angielskich grup pop, the Small Faces i the Who, zachowywali się na scenie „the Stadium” jak zwierzęta w zeszłą wtorkową noc.
Gdyby prawo było egzekwowane, byliby eskortowani do cel, ale prawo odwróciło swoje plecy na przejaw obrzydliwego języka i wandalizmu, zaserwowanego nastolatkom pod pozorem widowiska.
Zachowanie tych robiących miny książąt powodowało, że wiłem się w siedzeniu z zażenowania ze względu na 12-13 letnie dziewczyny, które zapłaciły po $3,50 aby być w zasięgu ich słuchu.
Widziałem i słyszałem Steve'a Marriotta, lidera Small Faces, biegnącego przez scenę i wykrzykującego czteroliterowe słowo. Trzech policjantów przed sceną również musiało go słyszeć.
Każdy z normalnym słuchem w odległości 30 jardów od sceny, kiedy wyszli the Who, musiał słyszeć to samo słowo wykrzykiwane przez jednego z gitarzystów, gdy dźgał z rozdrażnieniem w swój wzmacniacz.
Nie puszczaj swojej córki do „the Stadium” Pani Worthington, jeśli ma być poddana czemuś takiemu. Gdyby Pani tam była , Pani Worthington, poczułaby Pani takie same gniewne pragnienie jak ja -aby złoić szpicrutą chude plecy tych przestępców.
Widziałem nieszczęsne jednostki w głównym sądzie poddane surowej grzywnie, lub nawet skazanych do więzienia za mówienie tych samych słów do oburzonych funkcjonariuszy policji.
Od momentu kiedy show się zaczęło z 45 minutowym opóźnieniem, w zeszły wtorek – to była noc chaosu.”


Angus Young był na tym koncercie (były 2 daty - 22 i 23 stycznia 1968 roku) i chyba mocno mu on zapadł w pamięci, gdyż w kilku wywiadach, szczególnie gdy dziennikarze pytali się go o scenę punk rockową, to przytaczał właśnie ten koncert.
Wywiad z 17 grudnia 2014
http://www.shortlist.com/entertainment/music/rocks-last-schoolboy

„... ich wpływy były podobnie apokaliptyczne. „Nawet kiedy widziałem Sex Pistols, pierwszym gościem który przychodził mi na myśl był Steve Marriott razem ze Small Faces,” pamięta Young. „On był tym małym gościem z ogromnym głosem cockney i kiedy grali w Sydney, pierwszą rzeczą jaką powiedział, gdy wyszedł na scenę było „Niezależnie od tego czy Wam się to podoba, czy k***a nie, jesteśmy tutaj.”
„On nie potrzebował p*****ch agrafek,” chichocze Johnson. „Był naprawdę porządnie wkurzony.”
„To nie było dla efektu” mówi Young. „Otwierali dla the Who, ze wszystkich zespołów, a the Who mieli reputację w tamtym czasie za demolowanie sceny i Steve Marriott zrobił to zanim oni zdążyli wyjść. Nic nie zostało, kiedy the Who wyszli na scenę.”
„To tak jak Jerry Lee Lewis powiedział do Chucka Berry” mówi Johnson. „Spróbuj to pobić!”


http://pl.specialradio.ru/news/index.php?top=113
MH: Zabawne, bo punk miał wiele wspólnego z tym, co wy robiliście. Punk rock chciał na powrót dowieść, że rock należy do ulicy, chciał sprowadzić go znów do trzech akordów, ot, wstań i graj.
Malcolm Young: Powiedz to Chuckowi Berry'emu. Powie ci coś innego.
Angus Young: W ich wypadku chodziło o politykę. A my byliśmy jak Berry. Berry śpiewał o samochodach, kobietach i imprezach. Tym był dla nas rock and roll. Oni byli zajęci sprzedawaniem anarchii. Szczerze mówiąc, pierwszy raz, kiedy usłyszałem słowo "anarchia", musiałem wziąć słownik i sprawdzić, co oznacza. Jestem ograniczony, mam marne wykształcenie, więc myślę sobie "jak dla mnie, to nie śpiewanie". Dla mnie nie było to przekonywające.
Malcolm Young: Punk rock był modą. Zmienił modę, nie muzykę. To wszystko. Jeden z kolesi z Sex Pistols powiedział "zanim Johnny Rotten dołączył do zespołu, chcieliśmy być jak AC/DC". To chyba był ten, który odszedł pierwszy. Odszedł, bo nie mógł tego znieść. Chciał czegoś lepszego, lepszej gry, więcej rocka, tak, jak planowali na początku.
MH: Glen Matlock napisał większość piosenek i był najlepszym muzykiem w zespole. I pierwszy odszedł.
Angus Young: Jak zwykle, to już było. Kiedy byliśmy młodsi, widzieliśmy The Who w Australii, ale dla nas oryginalny był Steve Marriott i Small Faces. Miał jaja. To był pierwszy facet, który wyszedł na scenę i powiedział „jesteście pieprzonymi cipami” z akcentem cockney. Albo "to jest piosenka o dziurze, przez którą sikam". Po raz pierwszy widziałem coś takiego i myślałem sobie, że przesadza. Ale miał głos, miał za sobą muzykę.„


I np. tutaj:
http://doublej.net.au/news/features/acdc-sex-shops-masturbation-hating-ramones
wywiad z bodajże 76 roku, Angus daje wyraz dezaprobaty dla Ramones i jako przykład znowu podaje Marriotta.

Żeby nie było, mi akurat wyrażanie się nie za bardzo imponuje... ;-)
Szczerze mówiąc, szczególnie ten ostatni wywiad który podałam, to nawet mi się nie chce wierzyć, że Steve tak się zachował w Sydney (dla tych, co angielskiego nie znają było o pluciu i rozlewaniu piwa). Bardziej mi takie zachowanie pasuje do Humble Pie z lat 80tych (wtedy ponoć Steve potrafił zachować się dość odpychająco na koncercie).

No i jeszcze może dodam, że po śmierci Bona Scotta zespół ponoć rozpatrywał kandydaturę Steve'a na wokalistę, ale nie wiem na ile było to poważne. Z resztą Steve nie za bardzo lubił AC/DC więc i tak chyba nic by z tego nie wyszło.
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: agrypa » stycznia 14, 2015, 12:05 am

Trafilem przypadkowo w youtubie.Moze ktos nie ma tego albumu i chetnie poslucha :)

Small Faces - Ogdens´ Nut Gone Flake
https://www.youtube.com/watch?v=qBOFm96rTsg

:)
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8438
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » stycznia 18, 2015, 3:50 am

agrypa pisze:Trafilem przypadkowo w youtubie.Moze ktos nie ma tego albumu i chetnie poslucha :)

Small Faces - Ogdens´ Nut Gone Flake
https://www.youtube.com/watch?v=qBOFm96rTsg

:)


Trochę trzeszcząca wersja, bo to rip z vinyla. :)

to ja może przytoczę taką małą ciekawostę (troche na temat Ogdens').
Instrumentalny utwór „Ogdens' Nut Gone Flake” jest mocno zapożyczony z „I've Got Mine”. Steve nawet powiedział że Ogden's to tak naprawdę ścieżka z nagranym podkładem „I've Got Mine”.
„I've Got Mine” był drugim singlem Small Faces zaraz po „Whatcha Gonna Do About It” (No. 14 w UK). Został napisany przez Marriotta i Lane'a - ich pierwszy w całości wspólnie napisany singiel, bo słowa do „Whatcha...” napisał Ian Samwell, a riff Marriott zapożyczył z „Everybody Needs Somebody to Love” Solomona Burke'a. „I've Got Mine” wydano 5 listopada 1965 roku... i przepadł jak kamień w wodę. Można było znaleźć parę przyczyn, dlaczego tak się stało. Po pierwsze promocja singla nie była trafiona. SF w celu promocyjnym wystąpili w filmie „Dateline Diamonds” i management liczył, że występ w filmie zadziała jak reklama. Niestety premiera filmu została przesunięta i pojawił się on w kinach znacznie później niż wypuszczony na rynek singiel. Po drugie sam utwór był prawdopodobnie zbyt nastrojowy i nie miał komercyjnego wydźwięku. Po tej „wpadce” - komercyjnej klapie, Don Arden zadbał, żeby kolejny singiel był baaardzo komercyjny. Zatrudnił Kenny'ego Lyncha, który napisał „Sha-La-La-La-Lee”. Na tym etapie zespół nie miał nic do powiedzenia, właściwie musieli się zgodzić i nagrać „Sha-La-La-La-Lee”, chociaż wszyscy w zespole nie lubili tej piosenki. „Sha-La-La-La-Lee” uplasowało się na miejscu 3 list przebojów w UK, Arden był zadowolony z efektu. Następnym singlem był kompromis zawarty pomiędzy managerem a grupą. Arden zgodził się, aby Steve i Ronnie napisali singla, ale pod warunkiem, że będzie on bardziej popowy niż „I've Got Mine”. Napisali więc „Hey Girl” (wydany 6 maja 1966) https://www.youtube.com/watch?v=COnETV_VHnk (promo clip), które dotarło do 10 miejsca w UK. Potem napisali „All or Nothing” (1 miejsce w UK), które ugruntowało na dobre pozycję Marriotta i Lane'a jako songwiterów.

Singiel „I've Got Mine”
https://www.youtube.com/watch?v=xw3PZHn9XA8

tutaj video z filmu „Dateline Diamonds”. Chyba jedyne video, gdzie można zobaczyć Jimmy'ego Winstona (i to nie grającego na organach Hammonda tylko na gitarze), zanim został wyrzucony z zespołu i zastąpiony prze Iana McLagana.
https://www.youtube.com/watch?v=A3cevhViz18

Zespół od początku uważał, ze ta piosenka była dobra i żałowali, ze tak przepadła bez echa. Dlatego postanowili ją zaserwować jeszcze raz, w trochę zmienionej formie.
Występ dla francuskiej telewizji rok 1968. Za perkusją Kenney'ego Jonesa można zobaczyć jak Keith Moon i Pete Townshend "rockin' out" do „Ogdens' Nut Gone Flake”. :-)
https://www.youtube.com/watch?v=aJO7PZlM-PA

a tutaj Ogdens' w lepszej jakości audio
https://www.youtube.com/watch?v=H8YHplnn60U
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » stycznia 18, 2015, 4:05 pm

Obrazek
Gered Mankowitz (1965 rok) z tyłu Kenney Jones.

Jak zapewne większość forumowiczów wie, Gered Mankowitz to jeden z najbardziej sławnych i zasłużonych brytyjskich fotografów związanych ze środowiskiem muzycznym. Współpracował między innymi z The Rolling Stones, Marrianne Faithfull, Jimi Hendrix, Traffic, Free, the Yardbirds i Small Faces.

Gered został poproszony o wykonanie zdjęć do Ogdens' Nut Gone Flake.
Poniżej zamieszczam kilka zdjęć z tej sesji, jak i parę zdjęć ze studia Olympic, które Gered wykonał podczas pracy zespołu nad albumem.
Gered miał w głowie koncept na tą sesję. Mianowicie chodziło o to, aby sfotografować członków zespołu w środowisku, które im odpowiadało i aby sceneria mówiła coś na ich temat indywidualnie.
Steve jest w swoim salonie w małym mieszkanku nad Tamizą w Chiswick. Salon sporo przeszedł...np. widać Thora namalowanego na ścianie. W mieszkaniu Steve miał kilka psów i kotów, bo bardzo lubił zwierzęta, ale nie za bardzo miał czas, aby się nimi porządnie zająć, wiec w związku z tym miejsce nie należało do najczyściejszych... szczególnie balkon. :shock:
Obrazek

Ronnie w swoim domu.
Obrazek

Kenney sfotografowany na przejażdżce konnej, konie to hobby, które z czasem przerodziło się w prawdziwą pasję. Od wielu lat jest właścicielem Hurtwood Park Polo Club w Ewhurst.
Obrazek

Ian został sfotografowany w studiu Gereda. Gered poprosił zespól, aby przynieśli ze sobą rzeczy, które lubią , a jednocześnie są wizualnie interesujące. Steve zapomniał przynieść takiej rzeczy, więc na miejscu znalazł dla siebie strój szalonego czyściciela klozetów...
Scena została zaaranżowana przez Iana.
Obrazek

Obrazek

zdjęcie zespołu zrobione w studiu Gereda
Obrazek

zdjęcia z Olympic Studios
Steve, Ronnie i Ian 'Mac' z Glynem Johnsem
Obrazek

Ronnie i Glyn
Obrazek

Steve, Ronnie i Glyn nagrywający śmieszne odgłosy do "Lazy Sunday"
Obrazek
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » stycznia 27, 2015, 5:17 am

Humble Pie, lato, rok 1969.
Obrazek
od lewej Peter, Steve, Jerry i Greg.

Obrazek
Steve i Jerry.

Belgia, 22 sierpnia 1969 roku. Bilzen, Jazz & Pop Festival.
Prawdopodobnie trzeci koncert w historii Humble Pie (debiutowali 8 sierpnia w Londynie, w Ronnie Scott's Club).
Obrazek

Obrazek

Na zdjęciach ani na zapisie video tego nie widać, ale pogoda tego wieczoru była okropna. Jerry Shirley w swojej książce wspominał, że podczas występu zespołu (jako headlinera) padało niemiłosiernie. Set składał się tylko z trzech piosenek (jeśli się mylę, to niech ktoś mnie poprawi) -
1. Wrist Job,
2. The Sad Bag of Shakey Jake,
3. I Walk On Gilded Splinters (cover Dr. Johna z albumu Gris-Gris https://www.youtube.com/watch?v=kWvdO3l4_P8).
Na wideo zarejestrowany jest tylko "Shakey Jake" i "Gilded Splinters". Przez długi czas zastanawiałam się, dlaczego nie ma też "Wrist Job". W końcu Jerry w swojej autobiografii wyjaśnił zagadkę- w ciągu pierwszego utworu z powodu złej pogody aż cztery razy wysiadł prąd. Był to koncert-koszmar.
Na YT znalazłam cały zapis z festiwalu (chyba najlepsza kopia na YT -480p) i ustawiłam video na trzydziestą minutę - na "I Walk On Gilded Splinters" - jest to wersja 6-cio minutowa. Jak widać w zasadzie od początku występów Humble Pie mieli w swoim secie ten utwór, aczkolwiek jeszcze nie w takiej monumentalnej trzydziestominutowej wersji jaka znalazła się na "Performance: Rockin' the Fillmore".
W tej wersji przez chwilę wpletli "In My Time of Dying" i "Wham Bam Than You Mam"
Szkoda, że jakość z Bilzen jest mocno średnia, ale mimo tego mnie się to video podoba, a wcześniej nie umieściłam do niego linka.

http://youtu.be/d6030Gwpfis?t=30m5s

dla porównania wersja zarejestrowana w Fillmore East (maj 1971 rok).
https://www.youtube.com/watch?v=agV6tpknnnI

Na koniec mała ciekawostka związana z tym utworem.
Po latach Jerry i Peter przypadkowo spotkali Dr. Johna (autora "I Walk On Gilded Splinters") na przyjęciu wytwórni płytowej w Nowym Jorku. Jak wspominał Peter, Dr. John bardzo ciepło ich przywitał mówiąc "Po prostu kocham was chłopaki. A wiecie dlaczego? Byłem w więzieniu, kiedy wy wykonaliście tą moja piosenkę (z LP Performance: Rockin' the Fillmore ). Dzięki pieniądzom, które za to dostałem {prawa autorskie} wynająłem o wiele lepszego adwokata, który mnie szybko wydostał. Wyciągnęliście mnie z więzienia, chłopaki!".
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » stycznia 30, 2015, 11:01 pm

Dzisiaj 30.01.2015 r. Steve Marriott obchodziłby swoje 68 urodziny.

Obrazek

Na dzisiejszy urodzinowy wpis celowo wybrałam występ Small Faces dla telewizji BBC (chciałam dobrać coś wesołego).
Zespół przedstawił (bo ciężko to inaczej nazwać) stronę B albumu Ogdens' Nut Gone Flake, czyli historię chłopca Happiness Stana, który wyruszył na poszukiwanie zaginionej połowy księżyca. :)
Chyba nigdy nie widziałam, aby jakikolwiek zespól rockowy miał taki szczery ubaw w czasie swojego występu. Zawsze jak widzę to video, to buzia sama mi się śmieje - bo atmosfera jaka panowała w studiu BBC jest naprawdę zaraźliwa.
Niestety muzyka leci z playbacku, gdyż była nie do odtworzenia na żywo - zwłaszcza tylko przez czterech muzyków. Np. w pewnych momentach słychać Iana, jak jednocześnie gra na trzech instrumentach klawiszowych. Poza tym płyta jest przepełniona różnymi "efektami specjalnymi" jak i wielorakim instrumentarium jak harfa, harmonijka ustna, flet czy instrumenty dęte. Na początku nawet wokale nie są na żywo, ale z czasem (po "Rollin' Over") już jest lepiej pod tym względem.

Odradzam oglądania purystom bluesowym i ludziom, którzy muzykę traktują wyłącznie bardzo poważnie. :wink:
Ktoś w komentarzu pod video zauważył pewne podobieństwo (w klimacie) "Happydaystoytown" do "Always Look On The Bright Side Of Life" Monty Pythona - i chyba coś w tym jest :)

Są 3 części zakolejkowane jako lista odtwarzania
https://www.youtube.com/watch?v=Fes19fZeyEQ&list=PL09A338495BAEECC0

a na deser jeszcze "Song Of A Baker"- (chyba jedyna rockowa piosenka o piekarzu ;-))
w o wiele lepszej jakości video.
http://www.eyeneer.com/video/oldiespop/small-faces/song-of-a-baker
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » stycznia 31, 2015, 12:52 am

Cytat z książki ""Happy Boys Happy!" A Rock History of The Small Faces & Humble Pie" - Uli Twelker & Roland Schmitt.

Brian May:
Zawsze uwielbiałem "Rollin' Over", uwielbiałem album, z którego pochodził - Ogdens' Nut Gone Flake. Byłem wielkim fanem Small Faces, naprawdę, wydawali się takimi młodymi chłopakami, wiesz. Ja w tamtym czasie sam byłem młodym gościem; ale myślę, że chyba oni byli ode mnie młodsi. Na pewno byli mniejsi i na początku nie chciałeś ich traktować poważnie. Wydawali się zespołem pop, ale potem szybko zrobili się znaczący i napisali trochę wspaniałego materiału. Steve był bez wątpienia świetnym wokalistą i uwielbiałem "feel" w ich muzyce!
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » lutego 2, 2015, 1:40 am

Glyna Johnsa specjalnie przedstawiać nie trzeba, nadmienię może tylko, że wśród wykonawców z którymi współpracował jako producent i inżynier dźwięku, znaleźli się między innymi: The Beatles, The Rolling Stones, Bob Dylan, The Who, Led Zeppelin, The Clash, Eagles, Eric Clapton, Humble Pie czy właśnie Small Faces.
Glyn tak wspomina współpracę ze Small Faces przy "Ogdens’ Nut Gone Flake"

Small Faces to jeden z najbardziej niesamowitych zespołów z jakimi pracowałem - byli tak energiczni. Gdyby polecieli do Ameryki, rządziliby światem. Byłem inżynierem dźwięku praktycznie we wszystkim, co nagrywali, potem zaczęli robić swoje płyty bez producenta, a mnie używali jako inżyniera. W rzeczywistości przyczyniłem się do produkcji w takim samym stopniu jak każdy producent, ale pomysł na album był Steve'a i Ronniego. Pomysł, żeby skorzystać ze Stana Unwina też wyszedł od nich, co było kawałkiem kapitalnej zabawy. Oni byli niesamowicie szybcy w swoim podejściu do nagrywania. Były okazje, że ktoś napisał piosenkę jadąc do studia, lub Steve powiedział "napisałem tą piosenkę zeszłej nocy, siedząc na kibelku". Nie było to co prawda obwiązane różową wstążką, ale jak miałeś sesję, to stale kończyłeś ją z gotowym utworem. To co pamiętam najbardziej, to jak próbowałem kontrolować napady śmiechu w pokoju kontrolnym, kiedy Stan Unwin nagrywał narrację, ponieważ był on histerycznie zabawny. Również był fantastycznie słodki z zespołem. Oczywiście nie rozumiał co u licha tam w ogóle robił, ale bardzo chciał spróbować to zrobić. Było naprawdę mnóstwo sympatii, a jego dialog naprawdę sprawił, że ten album zadziałał


Uncut, grudzień 2011 rok.
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » lutego 12, 2015, 4:15 am

Steve pod koniec Small Faces przerzucił się na Telecastera, oczywiście nie byłby sobą, gdyby trochę tej gitary nie przerobił np. zamienił oryginalną przystawkę na “True-sound” Lawrence Electrosound.
Gitara wyglądała tak (obrazek pochodzi z programu BBC „Colour Me Pop” - z 21 czerwca 68r., z występu SF jaki zamieściłam ostatnio)
Obrazek
i zakończyła swój żywot na koncercie noworocznym w Alexandra Palace. Alexis Korner został wtedy zaproszony przez Steve'a na scenę, jednak wspólne granie skończyło się fatalnie...
W zakładce o Kornerze Kora wspominała, że miał on spory wkład w powstanie Humble Pie. Nie zupełnie mogę się z tym zgodzić. Jeśli już, to Alexis przyczynił się co nieco do rozpadu Small Faces, nieświadomie... ale jednak. Natomiast Steve osobiście skompletował muzyków do zespołu Framptona, a na koniec sam do nich dołączył.
Postanowiłam cofnąć się do września tego samego roku i zacytować fragmenty biografii "Steve Marriott- All too beautiful..." , które opowiadają o początkach przyjaźni Marriotta i Kornera.
Nieoficjalny tytuł dla Alexisa Kornera jako ojca bluesa był jak najbardziej zasłużony. Korner odegrał absolutnie kluczową rolę w popularyzacji muzyki bluesowej po wojnie w tym kraju. Urodzony w 1928 roku, Korner pochodził ze sceny skiffle, zanim zaczął współpracować z różnorodnymi muzykami od Cyrila Daviesa po Micka Jaggera. Jego muzyczne zdolności były wysoko cenione przez kolegów muzyków, również przez Marriotta.
Korner po raz pierwszy poznał Steve'a przez TV show „The Five O' Clock Club”, i był pod wrażeniem jego głosu jak i warsztatu muzycznego. Alexis zadzwonił do Immediate Records, aby zorganizować spotkanie. W rezultacie we wrześniu 1968 roku, Stevie zgodził się towarzyszyć Alexisowi w niewielkiej trasie po Szkocji.
Damian De Korner, syn Alexisa, wspomina.
„Co za wspaniały muzyk i jaki świetny wokalista” inżynier dźwięku i archiwista mówi o Marriottcie. „Jeśli jesteś prawdziwym muzykiem muzyków, zawsze chciałbyś mieć Steve'a ze sobą. Jamowanie z nim było niesamowite. Steve pochodził z tej ery muzyków, którzy słuchali tego co ktoś grał i grał razem z nim, a nie z nim walczył. Stevie i mój tata pochodzili z ery, kiedy muzyka była towarzysko bardziej istotna, wszystko inne było mniejszej wagi. W dzisiejszych czasach to straciliśmy, jaka szkoda.”
„Alexis podziwiał Steve'a mocno” powiedziała mi jego żona Bobbie, „Uważał, że był on świetnym gitarzystą i fantastycznym wokalistą.”
Na trasie po Szkocji razem z Kornerem, Marriott napawał się luksusem grania dla doceniającej widowni. Gigi były bardzo daleko od koncertów, na które Marriott musiał się natykać przez lata. Wtedy były krzyki i chaos, a teraz szczery, doceniający aplauz spłynął na Marriotta i z chęcią go przyjął.
„Po prostu stojąc w tle, grając bluesa w małych klubach,” mówi Keith Altham, „to było takie odległe od Small Faces. Fani na gigach Alexisa słuchali w skupieniu i uśmiechali się z wdzięcznością, to było coś, czego Steve zawsze pragnął. Jego przyjaźń i podziw dla Alexisa przyczyniły się walnie do odejścia ze Small Faces.”


cdn...



Chciałam jeszcze dodać, że trafiłam też na inną wersję jeśli chodzi o pierwsze spotkanie Marriotta z Kornerem. Autor biografii „All too beautiful...” pisze, że spotkali się w telewizyjnym show „The Five O' Clock Club” w którym Alexis razem z „The Alexis Korner Quartet” był stałym gościem w roku 1966.
W książce „Happy Boys Happy!” autorzy podają, że znali się już pod koniec 1964 roku {chyba, bo coś nie mogę znaleźć przybliżonej daty- na pewno pre Small Faces}. Steve mocno poróżnił się z rodzicami, ponieważ zrezygnował z ważnego tournée teatralnego i ogłosił, ze muzyka jest dla niego najważniejsza. Dlatego też szukał pracy i nie miał gdzie nocować. Z pomocą przyszedł Korner, oferując mu sofę na noc :).
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: agrypa » lutego 12, 2015, 11:05 am

Cold Lady pisze
http://i1370.photobucket.com/albums/ag2 ... d5bfcf.jpg[/img][/url]
Jimi ze Stevem w Olympic Sound Studios,prawdopodobnie 4 lub 5 maja 1967.
zdjęcie: Eddie Kramer
http://www.kramerarchives.com/index.html

Eddie Kramer napisał notkę w książeczce dołączonej do DVD, z którego pochodzi zdjęcie powyżej.
"Bycie studiu ze Small Faces było absolutną przyjemnością i niezłym odjazdem: Wspaniała muzyka i świetny ubaw. Z radością przyglądałem się koleżeństwu w zespole, a ich etos pracy był nadzwyczajny. Bawiliśmy się świetnie w studiu, ale oni byli jednocześnie bardzo poważni jeśli chodzi o ich muzykę, a płyty Small Faces to ukazują. Piosenki były niesamowite, a Steve Marriott miał, bez cienia wątpliwości, jeden z najwspanialszych głosów w historii muzyki rockowej. On razem z Ronnie Lanem idealnie się dopełniali w studiu, a ich wiedza i pasja dla bluesa i R&B była nieograniczona. Bardzo się cieszę, że to DVD zostało wydane, aby rzucić światło na jeden z tragicznie niedocenianych zespołów lat 60tych. Ci, co znają wspaniała muzykę, kochają Small Faces. Oni zasługują na każdy honor, którym możemy ich obdarować."
[/quote]

Jimi bardzo cenil Small Faces, a ze Stevem mial bardzo fajny kontakt. Dziwne ze w publikacjach o Hendrixie, Steve jest prawie nieobecny. Mitch Mitchell nie napisal o nim ani slowa. Rowniez zadnego sladu kontaktow Hendrixa z Marriottem nie znalazlem w poteznej biografii Harry'ego Shapiro.
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8438
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » lutego 12, 2015, 5:23 pm

agrypa pisze:Cold Lady pisze
Obrazek
Jimi ze Stevem w Olympic Sound Studios,prawdopodobnie 4 lub 5 maja 1967.
zdjęcie: Eddie Kramer
http://www.kramerarchives.com/index.html

Eddie Kramer napisał notkę w książeczce dołączonej do DVD, z którego pochodzi zdjęcie powyżej.
"Bycie studiu ze Small Faces było absolutną przyjemnością i niezłym odjazdem: Wspaniała muzyka i świetny ubaw. Z radością przyglądałem się koleżeństwu w zespole, a ich etos pracy był nadzwyczajny. Bawiliśmy się świetnie w studiu, ale oni byli jednocześnie bardzo poważni jeśli chodzi o ich muzykę, a płyty Small Faces to ukazują. Piosenki były niesamowite, a Steve Marriott miał, bez cienia wątpliwości, jeden z najwspanialszych głosów w historii muzyki rockowej. On razem z Ronnie Lanem idealnie się dopełniali w studiu, a ich wiedza i pasja dla bluesa i R&B była nieograniczona. Bardzo się cieszę, że to DVD zostało wydane, aby rzucić światło na jeden z tragicznie niedocenianych zespołów lat 60tych. Ci, co znają wspaniała muzykę, kochają Small Faces. Oni zasługują na każdy honor, którym możemy ich obdarować."


Jimi bardzo cenil Small Faces, a ze Stevem mial bardzo fajny kontakt. Dziwne ze w publikacjach o Hendrixie, Steve jest prawie nieobecny. Mitch Mitchell nie napisal o nim ani slowa. Rowniez zadnego sladu kontaktow Hendrixa z Marriottem nie znalazlem w poteznej biografii Harry'ego Shapiro.


Jeśli Tobie wydaje się to dziwne, to ja tym bardziej tego nie rozumiem :?: Jimi i Steve już nic nam nie opowiedzą :cry: .
Może dziennikarze i autorzy biografii nie widzieli w osobie Marriotta "chwytliwego materiału". Na pewno historie związane z bardziej popularnymi muzykami (np. Rolling Stones, Cream...), lub brytyjskimi wirtuozami gitary pokroju Erica Claptona dla wielu fanów Hendrixa i ogólnie muzyki tamtych czasów, są bardziej interesujące? Kto by chciał pisać w biografii Hendrixa o "brytyjskich The Monkees" {to w sumie Twoje słowa Agrypo, sam powiedziałeś, że amerykańscy dziennikarze tak zaszufladkowali Small Faces}. Poza tym co by nie mówić, to muzyka Small Faces raczej nie wywarła wpływu na twórczość Jimiego Hendrixa, tak jak chociażby utwory Boba Dylana... to też może być powodem braku informacji. Jedyna piosenka jaka przychodzi mi do głowy to "Itchycoo Park" - no ale tutaj nie chodziło o kompozycję, ale o efekt phasing, a za to odpowiedzialny był George Chkiantz.
Jak już poruszyłam ten temat, to może zacytuję Jimiego Hendrixa.
Nie sadzę, aby efekt ten był użyty właściwie przez the Faces, może z wyjątkiem konkretnych momentów {prawdopodobnie Jimiemu chodziło o utwór "Green Circles"}. Ale "Itchycoo Park" - to było świetne, świetnie to wykorzystali. Musiałem ustawiać płytę na zwolnioną prędkość ponieważ efekt trwał za krótko"


Andy Johns
"Jednej nocy, kiedy pracowaliśmy nad "Axis: Bold as Love", George wziął taśmę Small Faces {Green Circles} i zamknął się w studiu B. Wpadł następnie do studia A z szalonym wyrazem twarzy i powiedział "Chodźcie i posłuchajcie tego!", więc wszyscy poszliśmy, Jimi też. George stworzył brzmienie z mixu stereo, zależny od dynamiki piosenki, dochodzący z tyłu głowy. To jeszcze nie był phasing, ale pierwszy duży krok naprzód."


Przypuszczam, że Jimi i Steve często widywali się w studiu Olympic w 67 roku. Wcześniej pisałam, że Marriott miał nieograniczony dostęp do studia B i bywał tam bardzo często, a znowu Jimi Hendrix Experience w tym roku nagrali w Olympic dwa studyjne albumy "Are You Experienced" i "Axis: Bold as Love" {obydwa świetne 8) }.

W biografii Marriotta "All too beautiful..." też nie ma niczego konkretnego na ten temat, ale tutaj akurat jakoś bardzo mnie to nie dziwi. Wszak biografia ta została napisana przez Paulo Hewitta - silnie związanego z subkulturą mods i britpopem, który jest też autorem książek o modzie lat 60tych, The Jam, Paul Weller, Oasis ... no wydaje mi się, że nie jest on wielkim fanem Hendrixa :wink: ... i na pewno nie jest fanem Humble Pie. :evil:
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: agrypa » lutego 12, 2015, 6:50 pm

Nie moje slowa, jeno cytat :) Ja The Monkees nie znosze a Small Faces lubie bardzo. Pomysly niektorych panow dziennikarzy bywaly rownie celne po obu stronach oceanu. W angielskiej prasie Hendrix bywal np. dzikusem z Borneo, nie potrafiacym grac na gitarze :shock: .
Dziekuje za kolejny ciekawy wpis. Naprawde warto tu zagladac.
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8438
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » lutego 15, 2015, 3:52 am

Ano czasami można się trochę zdenerwować (albo uśmiać), czytając takie kwiatki.
Wracając jeszcze do The Monkees, opis Jimiego "plastikowi Beatlesi" chyba bardziej do nich pasuje.
W każdym bądź razie poza jednym aspektem, nie widzę żadnego związku pomiędzy Small Faces a the Monkees. Chodzi mi o to, że Davy Jones również występował w musicalu Oliver! i grał Artfula Dodgera - najpierw w Londynie, a potem na Broadwayu.
https://www.youtube.com/watch?v=P-fLLuQgIss
I to by było na tyle :)
The Monkees to był sztuczny twór - członkowie grupy zostali wyłonieni na castingu do telewizyjnego show.
Na dwóch pierwszych albumach w ogóle nie grali na żadnych instrumentach, mieli od tego muzyków sesyjnych, również wszystkie piosenki nie były ich autorstwa. Dopiero od trzeciego albumu wkład zespołu w studiu był znaczący.
Small Faces powstali w organiczny sposób (może kiedyś o tym tutaj napiszę). Dziwne zrządzenie losu sprawiło, ze wszyscy byli niscy i praktycznie tego samego wzrostu, ale żaden manager ich nie "wyprodukował". Tylko dwie piosenki zostały napisane dla zespołu przez kogoś z zewnątrz, no i od samego początku SF słychać na ich płytach - może nie byli wirtuozami, ale nikt za nich nie grał :evil:
Nawet pomijając wszystko co napisałam powyżej, to brzmieniowo te dwa zespoły są zupełnie różne.
Tak wyglądał koncert Small Faces w marcu 1966 roku (klub Marquee)
https://www.youtube.com/watch?v=0VVqLj8uBpQ
Maximum R&B, soul i brudne, surowe niemalże garażowe brzmienie.
Proszę pokazać mi podobne video the Monkees, szukałam i nie udało mi się znaleźć. Dlatego zamieszczam chyba najbardziej znane video - bo to co widziałam jest zbliżone do tego.
https://www.youtube.com/watch?v=XfuBREMXxts
Jak dla mnie obydwa zespoły dzieli stylistyczna i brzmieniowa przepaść.

:lol: Przeglądając tuby Monkees lepiej nie czytać komentarzy, szczególnie Tobie Agrypo odradzam. Można się z nich dowiedzieć np. że oni przedstawili Hendrixa całemu światu i że Hendrix bardzo sobie cenił the Monkees. :)
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » lutego 15, 2015, 8:04 am

Co się wydarzyło dalej po trasie Alexisa Kornera z Marriottem...
Cytat z biografii "All Too Beautiful..."
13 października w Belle Vue club w Manchesterze, Frampton dołączył do zespołu, gdzie zaśpiewał "Tin Soldier" i "All Or Nothing". Następnej nocy było tak samo w Bubbles club w Brentwood, Essex. Club dopiero co został otworzony, był duży, słabo oświetlony i nie posiadał sceny jako takiej, tylko małą platformę w rogu sali.
John Hellier był na widowni. Przypomina sobie, że Marriott wyszedł na scenę z papierosem w ustach i powitał widownię słowami "cholernie jest zimno, nieprawdaż?" Marriott pozostał w swoim płaszczu do kostek przez cały gig. "W przeciwieństwie do poprzednich tras koncertowych, jakie widziałem, nie zagrali żadnych hitów singlowych" Hellier stwierdza, "i jedyny utwór jaki rozpoznałem w tamtym czasie to "Rollin' Over" i "Wham Bam Thank You Ma'am". Po dwudziestu minutach Marriott ogłosił, że chce zaprosić przyjaciela. Peter Frampton stał z tyłu i dodawał od siebie gitarowe solówki. Pod koniec 90-cio minutowego seta widownia żywiołowo biła brawo, krzyczała po jeszcze i zupełnie potwierdziła wiarę Marriotta w młodego gitarzystę. Ale nadal zespół się nie ugiął. Frampton nie mógł do nich dołączyć.
Prasa wychwyciła ten rosnący sojusz, Marriott i Frampton zostali zmuszeni, aby złożyć uprzejme sprostowania o tym, że to tylko przyjaźń i nic więcej. Nie wspomniano też o fakcie, że Frampton już pracował w studiu ze Small Faces, ale nie w Anglii - w Paryżu. {Dodam od siebie, iż to było w grudniu 68 roku}
Johnny Hallyday był francuskim piosenkarzem, który każdego roku rekrutował zespół z Londynu, aby z nim nagrywać. Glyn Johns zarekomendował Small Faces, a Hallyday chętnie się zgodził pracować z nimi nad częścią swojego nowego albumu. Potrzebny był też dodatkowy gitarzysta, więc Jeff Beck i Eric Clapton zostali poproszeni. Z powodu innych zobowiązań, obydwoje gitarzyści zrezygnowali z oferty. Wtedy Marriott zasugerował Pete'a Framptona. Obydwoje Johns i Hallyday nie mieli problemu z tą sugestią i zaprosili gitarzystę do Paryża. "Byłem w samolocie w mgnieniu oka" powiedział Frampton. "Dołączyłem do Small Faces na tydzień i to było niesamowite."
Z trzech piosenek jakie Marriott dał Hallydayowi, jedna była stara, a dwie jeszcze nienagrane. Ich stary utwór "That Man", nagle stał się "nową piosenką" zatytułowaną "Amen", podczas gdy "Regardez Pour Moi" pojawił się na następnym albumie Steve'a jako "What You Will". Ale to w trzeciej piosence, "Reclamation" została usłyszana przyszłość. Mocno zwarty gitarowy workout zapowiedział brzmienie następnego projektu Steve'a, Humble Pie.
Według producenta Glyna Johnsa tygodniowa sesja nie była wesołym przeżyciem. Przypomina sobie, że zespół ciągle się sprzeczał, do momentu aż "coś się stało. Nie wiem, czego dotyczył spór, ale oczywistym było że doprowadził on do przepełnienia czary."
Zespół przyleciał do domu z mocno naruszoną, a kiedyś solidną więzią. Marriott był osobno od reszty. Gorzej, najwyraźniej tracił kontrolę i zainteresowanie."


cdn...
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: agrypa » lutego 15, 2015, 10:12 am

Kapitalnie prowadzisz ten temat. Gratuluje i jeszcze raz dziekuje. A wracajac do braku informacji o kontaktach Marriotta i Hendrixa. Zgadzam sie z Twoimi wnioskami, ale nie do konca. Nie wszystko jednak mozna zrozumiec. Shapiro to niezwykle solidny dziennikarz i nigdy nie kierowal sie komercyjnymi wzgledami. A z kolei Mitchell dziennikarzem przeciez nie byl. Choc w jego wypadku mozna wyciagnac (przypuszczalne) wnioski. Mitch, przy calej sympatii do niego, ma taka drobna przyware, ze nie wspomina ludzi, ktorych nie lubi. Np. nie ma mowy o bracie Hendrixa, a Leon wspomina iz kontakt z Mitchem byl dla niego mocno przykry. Byc moze Mitch kiepsko dogadywal sie ze Stevem i stad to milczenie.
Bez watpienia poczytamy o relacji Marriott-Hendrix w ksiazce Zdzicha Pajaka.
:)
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8438
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: agrypa » lutego 15, 2015, 10:13 am

Sorry, zdublowalo mi sie.......
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8438
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » lutego 15, 2015, 11:26 pm

Fajnie, że się trochę nie zgadzasz.
Chcialabym, aby częściej i więcej osób się ze mna tutaj nie zgadzało. Może ożywiłoby to co cieco dyskusję. :)
Możliwe, że Mitch nie lubił Steve'a. Jest dobrze udokumentowane, że Steve miał dość trudną osobowość.
W latach 90-tych Ian 'Mac' McLagan powiedział o Steve'ie „Bardziej elektryczny {charyzmatyczny?} niż ktokolwiek kogo spotkacie. Najzabawniejszy gość jakiego poznałem. Najbystrzejszy gość jakiego poznałem. Najzdolniejszy gość jakiego poznałem.” A jednak w późniejszych latach trzymał się od Steve'a z daleka, omijał go, jak się dało. Niewątpliwie miało to duży związek z uzależnieniem Marriotta od alkoholu i kokainy, ale nie tylko o to chodziło.
Mac powiedział „he was too much”. Na dłuższą metę Steve był bardzo męczący, aż przytłaczający swoją osobą. Był nadpobudliwy i nie potrafił się „wyłączyć” - takim zachowaniem denerwował ludzi.
Steve wychował się w East End – wschodniej uboższej części Londynu. Dzieci dorastające w tej dzielnicy nie miały lekko. W szkole średniej dochodziło do ostrych przejawów agresji - zastraszania i terroryzowania, a nauczyciele w młodzieży widzieli raczej przyszłych pracowników linii produkcyjnych w fabrykach, niezdolnych do zdobycia wyższych kwalifikacji. Marriott dorastał w takim brutalnym środowisku. Inne dzieciaki w szkole często mu dokuczały, głównie z powodu niskiego wzrostu. Ze względu własnie na niewielki wzrost i w zasadzie chudą posturę, Steve nauczył się używać języka jako głównej broni i raczej za pomącą słów niż czynów starał się wytworzyć wokół siebie aurę twardego dzieciaka.
W późniejszych latach ten cięty język Steve'a potrafił być bezlitosny, przez to czasami zrażał do siebie ludzi – muzyków, dziennikarzy, a już w szczególności „garnitury”.
Może Mitch trafił na „gorszy” dzień Marriotta i usłyszał od niego coś niemiłego. ;-)

Albo powód dlaczego tak mało można przeczytaj o relacji Hendrix-Marriott jest bardzo banalny – bo zwyczajnie nie ma o czym pisać. Może znali się bardzo przelotnie.
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re:

Postautor: Cold Lady » lutego 17, 2015, 2:59 am

Cold Lady pisze:Jeszcze a propos „Black Coffee”. Clem i Steve ostatni raz widzieli się w latach 80-tych, zupełnie niespodziewanie spotkali się na sesji do reklamówki Nescafe. Clem w tym czasie pracował jako muzyk sesyjny (sposób, aby popłacić rachunki). Na początku nie miał pojęcia, że będzie to akurat „Black Coffee” , co samo w sobie było bardzo miłym zaskoczeniem, no a potem się okazało, że Steve ma zaśpiewać piosenkę i właśnie jedzie do studia :).


Znalazłam tą reklamę na tubie. :D Nagrana w roku 1989.
https://www.youtube.com/watch?v=RcppZbspzGY
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

PoprzedniaNastępna

nowoczesne kuchnie tarnowskie góry piekary śląskie będzin świętochłowice zawiercie knurów mikołów czeladź myszków czerwionka leszczyny lubliniec łaziska górne bieruń

Wróć do Na jeden temat...

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 11 gości