Steve Marriott - All too beautiful

...czyli nasze muzyczne tematy monograficzne

Moderator: mods

Postautor: kora » maja 25, 2012, 11:26 am

Cold Lady pisze:feelingu to mu nie brakowało (mam nadzieje, że nie był to żart z Twojej strony, rozradowana buzia kolo Twojej wypowiedzi zdezorientowała mnie


Żaden żart,pełna powaga. Moim zdaniem,to był wielki artysta .

p/s
( bez emotikon , coby nie było nieporozumień :wink: )
Obrazek
Awatar użytkownika
kora
Elf
Elf
 
Posty: 30142
Rejestracja: września 1, 2005, 12:44 pm
Lokalizacja: Katowice

Postautor: agrypa » maja 25, 2012, 11:38 am

:?: znowu
Ostatnio zmieniony maja 25, 2012, 11:41 am przez agrypa, łącznie zmieniany 1 raz
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8505
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: agrypa » maja 25, 2012, 11:39 am

Oj :!: Ewa sie zdenerwuje mocno. Znowu czeka na nia ten ulubiony komunikat:

Nie istnieja.......itd. :evil:
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8505
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: karambol » maja 29, 2012, 10:40 am

agrypa pisze:Oj :!: Ewa sie zdenerwuje mocno. Znowu czeka na nia ten ulubiony komunikat:

Nie istnieja.......itd. :evil:

Spoko, spoko - już naprawiłem.
Awatar użytkownika
karambol
Administrator
Administrator
 
Posty: 2424
Rejestracja: czerwca 24, 2004, 4:57 pm
Lokalizacja: Białystok

Postautor: agrypa » maja 29, 2012, 11:46 am

karambol pisze:Spoko, spoko - już naprawiłem.


Dziekuje. Wielki usmiech dla Ciebie :D
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8505
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: agrypa » czerwca 9, 2013, 2:12 pm

http://www.youtube.com/watch?v=5qBEzmojAjI

http://www.youtube.com/watch?v=7ONNzX8e ... A2497D211B

i taka bardzo wczesna "nowalijka" :)

http://www.youtube.com/watch?v=A7fQi8rObB8

Cold Lady definitywnie znikla z naszego forumowego horyzontu. Szkoda :cry:
Byc moze pracuje nad pierwsza polskojezyczna ksiazka o Mister Marriottcie :)
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8505
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: Idee Fixe » czerwca 14, 2013, 8:50 am

Awatar użytkownika
Idee Fixe
blueslover
blueslover
 
Posty: 462
Rejestracja: marca 4, 2012, 6:39 am
Lokalizacja: kraków

Postautor: agrypa » sierpnia 31, 2013, 7:44 pm

Obrazek

Lata 1962-1991. Premiera plyty 26 sierpnia.

Disc: 1
1. Louisiana Blues
2. Nobody But You
3. You're A Heartbreaker
4. Street Rat
5. Bluegrass Interval
6. Signed Sealed
7. Saylarvee
8. Brown Man Do
9. Wossname
10. My Lovers Prayer
11. Baby Don't Do It
12. Restless Blood
13. Tin Soldier
14. You Spent It
15. Law Of The Jungle
16. I Just Wanna Make Love To You
17. I Need Your Love (Like A Fish Needs A Raincoat)
18. Gypsy Woman
19. Out Of The Blue (With Peter Frampton)
20. Bigger They Come Harder They Fall (With Peter Frampton)
Disc: 2
1. Give All She's Got
2. Imaginary Love - Alt. Version
3. Give Her My Regards
4. Blue Morning
5. You Really Got Me
6. Money Money
7. You'll Never Get Away From Me
8. Imaginary Love
9. What'd I Say

http://www.youtube.com/watch?v=A7fQi8rObB8

Szesnasto letni Steve :)

i dwadziescia piec lat pozniej

http://www.youtube.com/watch?v=kgo5pOmyCy4
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8505
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Robert007Lenert » lipca 17, 2014, 4:16 pm

Takie małe wtrącenie. Steve Marriott obok wielu innych muzycznych talentów posiadł i ten w grze na harmonijce ustnej. Jego frazowanie i brzmienie jest wręcz fantastyczne. Nie sięgał po ten instrument zbyt często, ale jeśli już to naprawdę było czego posłuchać!
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » listopada 26, 2014, 5:23 pm

Cześć wszystkim,
po długiej przerwie zajrzałam do tej zakładki i zauważyłam, że większość zdjęć i linków niestety zdążyły się zdezaktualizować.
Pozwoliłam sobie uaktualnić wpisy, poprawiłam linki do YouTube, a zdjęcia wgrałam na stronę photobucket (mam nadzieję, że teraz obrazki zostaną na dłużej).

Przy okazji jak już się zalogowałam, to pomyślałam sobie, że może warto powiadomić was, iż pojawiło się nowe wydawnictwo Humble Pie."Performance: Rockin' the Fillmore - The Complete Recordings" Box.
http://www.amazon.com/Performance-Rockin-Filmore-Complete-Recordings/dp/B0098OED5M

Po raz pierwszy Omnivore Recordings zebrało wszystkie cztery występy Humble Pie jakie odbyły się 28 i 29 maja 1971 roku. Jest to 4 płytowe wydanie. Na każdej płycie znajduje się zapis jednego całego koncertu - bez edycji, skracania utworów itp.
Jeśli chodzi o produkcję na tej kompilacji, to pieczę nad całością sprawowali Peter Frampton i Jerry Shirley :-).


Obrazek

Obrazek
Gwiazdeczkami pozaznaczane są te wersje utworów, które zostały wykorzystane na oryginalnej wersji "Performance: Rockin' the Fillmore"

Obrazek
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: agrypa » listopada 26, 2014, 8:21 pm

Wlasnym oczom nie wierze. Witaj :D
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8505
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » listopada 27, 2014, 1:08 pm

agrypa pisze:Wlasnym oczom nie wierze. Witaj :D

cześć :oops: , bardzo sie cieszę, że ciągle jesteś tutaj na forum. :)
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » listopada 29, 2014, 3:47 am

To wywiad przeprowadzony z Jerrym Shirley rok temu. Głównym tematem było wznowione wydanie "Performance: Rockin' the Fillmore"


"Już od jakiegoś czasu chodziły mi po głowie myśli, żeby chociaż rozejrzeć się co mieliśmy i zmiksować to do nowoczesnych standardów, z nowoczesnym wyposażeniem, ponieważ teraz można zrobić o wiele więcej niż kiedyś. Wytwórnia płytowa została przekonana aby zajrzeć do naszej dyskografii w odpowiedni sposób, jeśli chodzi o ponowne zmiksowanie i opakowanie- w jakości jaka jest oferowana tym wykonawcom z samego szczytu -The Stones, czy The Who itp. Dlatego wznowione wydanie oznacza "zrobione jeszcze raz w najlepszy możliwy sposób". Sugestie były następujące. Po pierwsze aby zrobić to z albumem, który jest faktycznie najlepiej znany, czyli albumem live. W tym czasie Peter(Frampton) się zaangażował, a pomysł bardzo mu się spodobał. To pod jego wpływem tak myślę wytwórnia dała się przekonać, że trzeba to zrobić znakomicie. Nie można było tak po prostu dorzucić starych miksów jeśli miały być wydane wszystkie cztery koncerty, a to właśnie chcieliśmy zrobić. Więc razem zaczęliśmy nad tym pracować. Głównie to jego najnowszy inżynier/producent wykonał techniczna stronę z Peterem w USA, a potem oni wysyłali mi kopie do mojego komputera, a ja się na ich temat wypowiadałem "tak, świetnie", "nie, niezbyt dobrze' lub "może to a może tamto' i nasza współpraca postępowała całkiem szybko. Jesteśmy bardzo zadowoleni z końcowego efektu, jak do tej pory odbiór jest fantastyczny. Trzymając kciuki, jeszcze nie było złej recenzji, wszędzie pięciogwiazdkowe recenzje, w tym w Rolling Stone! Jestem zdumiony, bo oni zawsze nas nienawidzili!.
W tym momencie box-set, odpukać w niemalowane drewno, sprzedaje się fantastycznie. To wstrząsnęło wszystkimi...ani my, ani wytwórnia płytowa, nikt się nie spodziewał, że tak dobrze pójdzie."

Co takiego wyjątkowego było w Fillmore i czy to było jedno z ulubionych miejsc do występowania?

"Tak, to było nasze ulubione miejsce, bez cienia wątpliwości. Zostało specjalnie zbudowane, tak aby miało świetną akustykę, a do tego było tak dobrze prowadzone przez Billa Grahama i jego ekipę, bardzo profesjonalnie. Miało najlepsze nagłośnienie w całym kraju, najlepsze światła, najlepszą ekipę od świateł. Dbano o ciebie najlepiej a widownia była wspaniała. Wszystko w tym miejscu było bezbłędne. Idealna ilość ludzi - myślę że było tam około 2000 ludzi, coś w tym rodzaju. Było naprawdę doskonale- urocze, urocze miejsce..."

Siedem piosenek, które się znalazły na płycie z 1971 roku to "Four Day Creep", "I'm Ready", "Stone Cold Fever", "I Walk On Gilded Splinters", "Rollin' Stone", "Hallelujah I Love Her So" i "I Don't Need No Doctor", a nowa kompletna edycja daje fanom nie tylko szansę usłyszeć - z trzema wyjątkami- cztery różne wersje tych piosenek, ale także zaobserwować jak cudowne sceniczne pogawędki Stevea Marriotta różnią się za każdym razem.

"Jedyna piosenka, która została tylko raz wykonana to "Stone Cold Fever"" przypomina perkusista, który ostatnio opublikował swoją autobiografię "Best Seat in the House: Drumming in the '70s with Marriott, Frampton, and Humble Pie" "i to było podczas pierwszego show drugiej nocy. Musieliśmy skrócić występ, gdyż z jakiś powodów koncert się opóźniał... więc wyrzuciliśmy z setu dwie nasze długie piosenki "I Don't Need No Doctor" i "Rollin' Stone" i zastąpiliśmy je "Stone Cold Fever". Tak więc są trzy wersje "I Don't Need No Doctor", dwie wersje "Rollin' Stone" i jedna wersja "Stone Cold Fever", natomiast reszta jest w czterech wersjach.
I zabawne jest to, że rzeczą którą ludziom najbardziej imponuje jest najdłuższa piosenka na płycie "I Walk On Gilded Splinters", ponieważ ona podąża w różne miejsca, jest jak mini-opera, jak to w tamtych czasach nazywano. Utwór trwa 27 minut i przewijają się przez niego rożne piosenki, za każdym razem jest inaczej. Więc to także dodaje zainteresowania..."

"To było dla nas zupełnym zaskoczeniem" wykrzykuje Jerry, komentując odejście z zespołu Petera Framptona niedługo po gigach w Fillmore. "Dużo o tym rozmawialiśmy i teraz jest to jak zeszłoroczny śnieg, ale w tamtym czasie nie myślałem, że rzeczy zaczynały mu tak przeszkadzać, do tego stopnia, iż był gotów opuścić zespół. Ale należy mu się uznanie, gdyż dał z siebie wszystko dla zespołu, do dnia kiedy rzeczywiście odszedł. Przez tamten czas nagraliśmy płyty, byliśmy na trasie z Grand Funk i graliśmy w takich miejscach jak Hyde Park, Shea Stadium i The Hollywood Bowl... Po prostu byś nie przypuszczał, że ktoś przy zdrowych zmysłach mógłby opuścić zespół w takiej sytuacji, w momencie wypuszczenia na rynek płyty, która przez wszystkich była typowana, że przynajmniej będzie sobie dobrze radziła.. a on to zrobił, odszedł, właściwie odszedł zanim płyta została wydana.
Peter by wam całkiem szczerze odpowiedział, że od kiedy dobrze nam zaczęło iść, to z pewnością nieraz płakał przed zaśnięciem 'o nie, co ja zrobiłem?!'
Ale kilka lat później, udowodnił że decyzja była rozsądna. Często się zastanawiałem jacy byśmy byli, gdyby on pozostał w zespole...ale pozostaliśmy świetnym bandem, ponieważ Clem Clempson jest cudownym gitarzystą."

Jako że album okazał się dużym sukcesem (nawet osiągając 21 miejsce na liście Amazon zanim wyleciał z niej za sprawą wyprzedania wszystkich egzemplarzy), czy są jakieś plany w toku aby nagrodzić legiony fanów Humble Pie- tych starych jak i nowych- innym nieopublikowanym materiałem?

"Cóż możemy mieć nadzieję" odpowiada wytrawny muzyk (Jerry zaczął się uczyć gry na perkusji w wieku dziewięciu lat), który pracował również z ludźmi jak Syd Barret, David Gilmour, Sammy Hagar, John Entwhistle, a ostatnio z z The Deborah Bonham Band.

"Jesteśmy teraz w trakcie rozmów z wytwórnią płytową Universal, o sposobności ujęcia całej naszej dyskografii w box-set- wszystko co kiedykolwiek wydaliśmy. Jeśli pomysł wypali, to będę bardzo szczęśliwy...tak długo jak będziemy mogli użyć tego samego zespoły do zrobienia miksów i wszystkiego... więc są rozmowy na ten temat. Ale w żaden sposób nie jest to zawarta umowa, ale trwają prace i miejmy nadzieję że się ziści gdzieś za rok czy dwa lata."

Na koniec zapytałem dumnego ale bardzo bezpretensjonalnego rock'n'rollowca jakie są jego najmilsze wspomnienia związane z nieżyjącymi kolegami Stevem Marriottem i Gregiem Ridleyem, którzy zmarli w 1991 i 2003 roku?

"Oni byli moimi najlepszymi kumplami i traktowali mnie jak równego sobie, co oczywiście było absurdalne ponieważ byli o tyle lepsi niż ja kiedykolwiek będę, byli najwyższej klasy muzykami. Byłem naiwną osobą w porównaniu do nich, ale nigdy nie robili sobie ze mnie żartów z powodu, że byłem żółtodziobem. Traktowali mnie jakbym był pro, a ja na to odpowiedziałem i naprawdę szybko stałem się profesjonalistą. Byli po prostu super miłymi ludźmi. Steve niestety, jego zachowanie stawało się dziwne gdy zbyt wiele wypił ale to było później. Kiedy go poznałem wcale taki nie był. Ubóstwiałem go jak starszego brata, a Greg zawsze był dla mnie jak starszy brat... granie na jednej scenie co noc z muzykami takiego kalibru było przywilejem."

Obrazek
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » listopada 30, 2014, 10:42 pm

Szukając daty występu Humble Pie w programie Beat Club, natknęłam się na stronę, gdzie filmiki z Beat Club (i nie tylko) zamieszczone są w naprawdę niezłej jakości- o niebo lepszej niż na YouTybe.

Na tej stronie znalazłam też występ Small Faces z niemieckiego programu Beat Beat Beat z 28 września 1966 roku. Na youtube też można znaleźć filmiki z Beat Beat Beat, ale są one naprawdę marnej jakości, dlatego nigdy tutaj nie zamieszczałam do nich linkow.
Jest to o tyle cenne video, gdyż Small Faces występują tutaj 100% live, co niestety dla telewizji rzadko im się zdarzało. Większość występów telewizyjnych to niestety takie z playbackiem (nie do końca rozumiem dlaczego).
Inną sprawą jest fakt, że np. stacje BBC i ITV (z programem Ready Steady Go!) wymazały z taśm niektóre występy Small Faces. To bezmyślne potraktowanie spotkało oczywiście wiele zespołów.

Beat Beat Beat 1966 "Whatcha Gonna Do About It" (można zobaczyć ile energii miał w sobie Steve)
http://www.eyeneer.com/video/oldiespop/small-faces/whatcha-gonna-do-about-it

Beat Beat Beat 1966 "All or Nothing"
http://www.eyeneer.com/video/oldiespop/small-faces/all-or-nothing
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Robert007Lenert » grudnia 1, 2014, 12:41 am

Fajnie, że znów piszesz :) Świetna zakładka, świetnie się czyta. No i masa cennych informacji. Pozdrawiam :)
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 1, 2014, 2:16 pm

Cześć Robercie, fajnie być z powrotem i fajnie że tutaj nadal zaglądasz. :-)

Zamierzam przetłumaczyć dość spory fragment z autobiografii perkusisty Humble Pie. Na raz na pewno mi się nie uda całego tekstu, jak zwykle z wolnym czasem jest u mnie krucho. Będę pisała na raty, za co z góry przepraszam.
Wspomnienia Jerrego, które chciałabym tutaj zamieścić zaczynają się od momentu, gdy poznał chłopaków ze Small Faces, no może trochę wcześniej, kiedy to 14 letni Jerry razem ze swoim starszym bratem Angusem (gitara) i między innymi Dino Dinesem (wokal, klawisze) założyli zespół Little People.
Dino Dines w późniejszych latach dołączył do zespołu Keefa Hartleya, grał też z P.P. Arnold, The Hollies i T. Rex.
Pozwolę sobie zamieścić jeden kawałek Keef Hartley Band, który bardzo lubię.
Too Much Thinking - z albumu Halfbreed
https://www.youtube.com/watch?v=ucH9sSB_H6k

ok, to taki mały wstęp. Jak znajdę trochę wolnego czasu to napiszę dalej.
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: agrypa » grudnia 1, 2014, 4:27 pm

Cold Lady pisze:
Zamierzam przetłumaczyć dość spory fragment z autobiografii perkusisty Humble Pie.


Swietnie :D Wiem co znaczy borykac sie z brakiem czasu. Obys znalazla go jak najwiecej.

Obrazek
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8505
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 1, 2014, 10:15 pm

/\/\/\
Dzięki Agrypo za wstawienie fotki :D

Przed Little People był jeszcze zespół The Valkyrie.
Zdjęcie pochodzi z 16 lutego 1966r., Wolsey Hall, Cheshunt.
Obrazek
Jerry drugi od prawej, jego brat Angus pierwszy od prawej. Jerry dopiero co skończył 14 lat.

Fragment przetłumaczony z autobiografii Jerry Shirley: "Best Seat in the House: Drumming in the '70s with Marriott, Frampton, and Humble Pie"

Podczas wiosny i lata 1965 roku dwa zespoły pojawiły się w Ready Steady Go!- najlepszego show nadawanego w brytyjskiej telewizji- które na zawsze zmieniły moje życie. Pierwsi byli The Who wykonując "I Can't Explain", najlepszy debiut singlowy ze wszystkich brytyjskich zespołów. Potem tego lata Small Faces zagrali "Whatcha Gonna Do About It". (Należy jednak nadmienić, że to Kinks z "You Really Got Me" z 1964 roku naprawdę wstrząsnęli sceną i ponoć zainspirowali Pete'a Townshenda do napisania "I Can't Explain.") Pojawiło się wiele książek, gdzie jest opowiadana historia jak ja z moim bratem naśladowaliśmy tylko i wyłącznie Small Faces. Do pewnego stopnia było to prawdą, ale tak samo ważnym dla nas zespołem byli The Who- a pomiędzy wczesną wiosną 1965 roku i końcem 1966, prawie każdy band w Anglii robił dokładnie to samo. Taki właśnie wpływ wywierały te dwa zespoły na każdym. Dużą sprawę robiono także z nazwy naszego zespołu Little People {mali ludzie}, co wydaje się czystym zdzierstwem ze Small Faces - ale my zmieniliśmy nazwę zespołu na Little People na dwa miesiące zanim zobaczyliśmy Small Faces w Ready Steady Go!. Rzecz, która nas uderzyła, a w szczególności mnie, to jakie niesamowite podobieństwo było pomiędzy Kenneym Jonesem, Keithem Moonem i mną. Z Kenneym i mną to było tak jakbym patrzył w lustro; to było szalone. Mając na myśli, że wszyscy byliśmy jeszcze dzieciakami możecie sobie wyobrazić jak nas rzuciło na kolana widząc Small Faces, zespół krasnali wyglądających naprawdę "cool", którzy świetnie grali, mieli ogromne brzmienie i byli w TV. Pokazali nam, że niemal wszystko jest możliwe i że my też mamy szansę jeśli dobrze wszystko rozegramy. Były też inne podobieństwa, ale jeśli postarasz się zgadnąć kto kogo zainspirował, możesz się zdziwić. Na przykład właśnie kupiłem sobie nowy zestaw perkusyjny Ludwig Silver Sparkle Super Classic, więc gdy po raz pierwszy zobaczyłem Kenney'ego w RSG! niedługo potem i zauważyłem że ma taką samą perkusję pomyślałem sobie "ale odjazd!" Tak naprawdę to Keith Moon mnie zainspirował, aby kupić ten zestaw, bo taki miał w Ready Steady Go! Kenney miał taki sam zestaw prawdopodobnie z tego samego powodu. Kenney kochał grę Keitha w tamtym czasie, co jest jak najbardziej zrozumiałe: Keith miał w sobie ogień. Mogłeś pójść na gig The Who i nie odrywać od Keitha oczu przez cała noc- był tak dobry. Townshend tak samo; od niego także nie można było oczu oderwać. Dzięki Bogu w tamtych czasach zespoły grały dwa, trzy a czasami cztery sety jednej nocy, więc można było skupić raz uwagę na jednym, a raz na drugim. W tym czasie mieszkaliśmy w Broxburne, w domu nieopodal rzeki. Dom był perfekcyjnie usytuowany dla młodych rockowych muzyków, głównie dlatego, że w pobliżu znajdowało się kilka świetnych lokali: Wolsey Hall, the Rhodes Centre, the Corn Exchange i the Locarno.
Lista wykonawców, których widzieliśmy lub supportowaliśmy głównie w 1965 i 1966 - często przy wielu okazjach- wygląda następująco: Who, Small Faces, Spencer Davis Group, Zoot Money's Big Roll Band, Animals, Them (z Vanem Morrisonem), Moody Blues, Merseybeats, Fruit eating Bears, Nashville Teens, Pretty Things, Creation, Mirage, Birds, Kinks, Actions, John Mayall & the Bluesbreakers, Cream, Geno Washington & the Ram Jam band, Screaming Lord Sutch, Stempacket (z Long John Baldry, Rod Steward, Julie Driscoll, Brian Auger), Shotgun Express (Beryl Marsden, Rod Stewart, Peter Green i Mick Fleetwood między innymi), Undertakers, Georgie Fame and the Blue Flames, Gary Farr and the T-Bones i kilku innych.
Oprócz tego Angus i Ja w czasie tego okresu lub wcześniej widzieliśmy też innych wykonawców gdzieś w Anglii, miedzy innymi: The Beatles, Rolling Stones, Yardbirds (z Eric'iem Claptonem), Muddy Waters, Jimmy Reed i Brian Poole & the Tremeloes. ( Później w 1967 roku supportowaliśmy Pink Floyd jeszcze z Sydem Barretem).
Wszystko to przed moimi 15-toma urodzinami! Patrząc wstecz, to wystarczająco aby ci się zakręciło w głowie, ale trzeba pamiętać, że oglądanie zespołów live było jedyną przystępną cenowo rozrywką dla nastolatków oprócz kina i footbolu.


cdn...
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: agrypa » grudnia 1, 2014, 10:49 pm

Wspomnienia perkusistow :D W Hendrixie sa fragmenty wspomnien Mitcha, tutaj Jerry,ego. Bardzo dobre tlumaczenie. Fajnie poczytac po polsku. Dzieki.
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8505
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 3, 2014, 3:27 pm

agrypa pisze:Wspomnienia perkusistow :D W Hendrixie sa fragmenty wspomnien Mitcha, tutaj Jerry,ego. Bardzo dobre tlumaczenie. Fajnie poczytac po polsku. Dzieki.


Dziękuję Agrypo :)

Dwa lata nieobecności to kupa postów na forum, w zakładce o Hendrixie mam do przeczytania z 15 stron :shock: , ale bardzo się cieszę bo świetnie się to czyta.
Właśnie dotarłam do "Mr Pitiful" w wykonaniu Jimiego, niestety link YT już nie działa, a tak chciałam posłuchać jego wersji. :cry: Bardzo lubię tą piosenkę.

żeby nie robić zupełnego offtopa to napiszę może, że Steve też wykonywał ten utwór. Na youtube jest zapis video z 91 roku, jeśli chodzi o jakość wizualną (audio z reszta też) to pozostawia dużo do życzenia (nie to co wersja Stonesów :wink: ). Grał w małym pubie w Szwajcarii.
Jak to Marriott określił "a nice little toe tapper".
https://www.youtube.com/watch?v=MU6GYX-hnI8
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: agrypa » grudnia 3, 2014, 3:39 pm

Zagladnij do Hendrixa :D
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8505
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton


Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 10, 2014, 10:32 pm

Fragment przetłumaczony z autobiografii Jerry Shirley: "Best Seat in the House: Drumming in the '70s with Marriott, Frampton, and Humble Pie". Ciąg dalszy...

Little People grali setki koncertów w całym kraju, supportując dziesiątki wspaniałych zespołów, między innymi wiele razy the Who. Do tego czasu widzieliśmy parokrotnie na żywo Small Faces, ale nigdy z nimi nie graliśmy. Niedługo po tym jak widzieliśmy ich na żywo po raz pierwszy, miałem sen, że ich supportowalismy, a w czasie naszego setu oni przyglądali mi się z boku sceny. Potem zaoferowali mi pracę zapasowego pałkera, gdyby Kenney Jones kiedyś zachorował. Mówi się, uważaj o co się modlisz, bo może się to ziścić – i pomimo, że to był tylko sen, a nie modlitwa, to naprawdę się wydarzyło.
Ojciec zaprzyjaźnił się z lokalnym promotorem podczas poprzedniego koncertu, który dla gościa graliśmy, dzięki temu stali się partnerami jeśli chodzi o występy w Wolsey Hall w Cheshunt. Promotor miał problem z lokalnymi władzami, tato powiedział mu że z pewnością da się te problemy rozwiązać i tak właśnie uczynił. Będąc bandem gdzie było jego dwóch synów, pewniakiem dostawaliśmy się na listę wykonawców u tego promotora. Dlatego było tylko kwestią czasu zabukowanie Small Faces, a nas jako support. Ponieważ graliśmy te same soulowe covery co Small Faces, musieliśmy zmienić nasz set. Piosenki jak „Shake”, „Ooh Poo Pa Doo” i inne klasyki musiały zniknąć, gdyż Small Faces byli znani ze swoich unikatowych wykonań. Dużo zespołów grało te piosenki, ale Small Faces uczynili z nich swoje własne.
Wiele zespołów w tamtych czasach było zarządzanych choćby na trasie przez rodzica lub członka zespołu. Podejście taty było praktyczne: pomagał nam kupić sprzęt będąc poręczycielem podczas podpisywania umowy, a potem my płaciliśmy pieniędzmi zarobionymi podczas grania koncertów.
W trakcie naszego setu, gdy występowaliśmy razem ze Small Faces, spojrzałem w lewą stronę, a tam Kenney Jones obserwował mnie, jak gram. Robiłem co w mojej mocy, aby zachowywać się cool i co najważniejsze nic nie spieprzyć. Kenney natychmiast rozwiał moje obawy uśmiechając się i unosząc kciuk do góry (thumbs-up). Jaki miły gość. Do chwili obecnej Kenney pozostał jednym z prawdziwych gentlemanów rockowej sceny i jestem dumny z tego, że jest moim drogim przyjacielem. Sam ten gest sprawił, że wieczór był wyjątkowy, ale gdy znowu spojrzałem w tamtą stronę, razem z Kenney'm stał Steve Marriott, a on tak samo się uśmiechał i pokazał thumbs-up! Po naszym występie, znaleźli mnie i podeszli. Bardzo mnie wspierali i zapytali, „Czy chciałbyś być zastępcą na wypadek gdyby Kenney kiedyś zachorował?” Nie mogłem uwierzyć w to co słyszę: pamiętałem mój sen, to było uczucie déjà vu. To co zaczęło się jako dziecięce marzenie, nagle się spełniło i skończyło na przyjaźni i współpracy ze Stevem Marriottem, która trwała przez 25 lat do momentu jego tragicznej śmierci w pożarze domu w 1991 roku i na przyjaźni z Kenney'm, która jak już wspominałem trwa do dzisiaj.

{W tym miejscu chciałabym dodać taki mały komentarz. Jerry w jednym z niedawnych wywiadów dodał również, że po latach dowiedział się, że to jego ojciec miał spory udział w tym spotkaniu. „Podszedł do chłopaków z zespołu, a oni byli dla niego bardzo łaskawi, ponieważ był promotorem. Powiedział „Mój syn jest waszym wielkim fanem i bym bardzo docenił gdybyście spojrzeli jak gra i powiedzieli mi co o nim myślicie”. Teraz już nie wiem, czy mówiłem tacie o moim śnie.... ale nie wydaje mi się.„}

Ta niesamowita noc ostatecznie zmieniła moje życie na zawsze, ale w najbliższej przyszłości, absolutnie nic się nie wydarzyło. Nigdy nie zastąpiłem Kenney'ego, nie jako członek Small Faces, a tak w ogóle (rzeczywiście go zastępowałem na niektórych sesjach Immediate). Tak naprawdę zupełnie straciliśmy ze sobą kontakt na jakiś czas, więc pamiętam to zdarzenie jako świetną noc i jaką kapitalną paczką chłopaków wtedy byli.
Oni świetnie zdawali sobie sprawę ze swojego szczęścia i zawsze starali się znaleźć młodych utalentowanych muzyków, dać im wsparcie i pomocną dłoń.
Lista zespołów, z którymi Small Faces się zaprzyjaźnili, jest długa i imponująca. Widzisz, oni nie mogli uwierzyć we własny uśmiech losu: odnieśli taki sukces, kiedy inni według nich byli o wiele bardziej utalentowani, a tego sukcesu nie odnieśli. To sprawiało, że pomogli wielu kolegom muzykom i to ich odróżniało od wielu innych, będących na podobnym stanowisku, którzy nie robili dużo aby pomóc innym. Jednak mimo tego muszę przyznać, że autentyczne poczucie braterstwa, które istniało pomiędzy zespołami w połowie lat sześćdziesiątych było definiującą i ujmującą cechą tamtej wybitnej sceny muzycznej. Ja jestem wyjątkowo dumny z tego, że byłem jej częścią – nawet jeśli bardzo małą – niewątpliwie najbardziej kreatywnej dekady dwudziestego wieku. Jak to mówią, nie jestem godzien!
Little People kontynuowali, dużo koncertując, jarając i słuchając najwspanialszej muzyki jaka została wydana. Słuchaliśmy płyt ze Stax i Tamla Motown. Chicago blues był rozogniony: Muddy Waters był szczególnie gorący, Small Faces byli na pierwszym miejscu list przebojów z „All or Nothing”, a Anglia zdobyła mistrzostwo świata w piłce nożnej!
Niestety granie koncertów niespecjalnie koegzystowało ze szkołą dla mnie i Angusa. Zostaliśmy równocześnie wyrzuceni, gdy dyrektor miał nas dość, pojawiających się w szkole, wyczerpanych, niezdolnych do nauki po nocnych koncertach, które kończyły się o czwartej rano. Często zasypialiśmy w ławkach, nawet jeśli się w końcu pokazaliśmy na zajęciach, co z kolei rzadko się zdarzało pod koniec.
Mniej więcej w tym samym czasie byliśmy backing bandem dla Dixie Cups, czarnej amerykańskiej grupy dziewcząt najlepiej znanej z hitu „Chapel of Love”. Na jednym z występów w Tweested Weel w Manchesterze lokalni modsi woleli nas od dziewczyn i dali to bardzo dobrze odczuć. Kiedy nas wywalili, za zdmuchnięcie Dixie Cups ze sceny, nie za bardzo wiedzieliśmy co dalej robić.


cdn...
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 11, 2014, 5:55 pm

Fragment przetłumaczony z autobiografii Jerry Shirley: "Best Seat in the House: Drumming in the '70s with Marriott, Frampton, and Humble Pie". Ciąg dalszy...

Był początek listopada 1966 roku. Skład Little People dalej ewoluował. Straciliśmy basistę Micka Simmsa (zaczął studiować na Uniwersytecie), więc Bob Argent przerzucił się na bas i dodaliśmy basistę ex-Snook's Blues Dino Dinesa, który grał na organach Hammonda.
Byliśmy na Shaftesbury Avenue i zaglądałem w witrynę „Drum City”, gdy ktoś w sklepie przyciągnął moją uwagę. To był Steve Marriott, wyglądał jak gwiazda, charyzma po prostu wypływała z niego. Ubrany był nienagannie, w garnitur który sam zaprojektował, a wykonał dla niego Dougie Millings, znany szyjący na miarę krawiec. Miał na swoim koncie wszystkie garnitury dla The Beatles. Strój Steve'a był bardzo subtelny- marynarka w miniaturową czarno-białą pepitkę, do tego pasująca dwurzędowa kamizelka, czarne jedwabno-moherowe spodnie i para białych butów sportowych – a pachniał jak milion dolców.
Dino od razu do niego podszedł i zapytał się, czy napisałby i wyprodukował dla nas singla!
Nie mogłem uwierzyć jak bezceremonialnie to zrobił. Steve był zaskoczony, lecz szybko się opanował i powiedział „Dobra, tu jest mój adres i numer telefonu. Zadzwońcie do mnie i wtedy coś wymyślimy.” Nie mogliśmy uwierzyć w nasze szczęście. Jedna z największych gwiazd rocka w tamtym czasie w brytyjskim przemyśle muzycznym, zaoferowała nam piosenkę, możliwość jej wyprodukowania i wytwórnię płytową aby ją wydać. Zadzwoniliśmy do Steve'a następnego dnia i zaaranżowaliśmy spotkanie u niego w domu.
Wszyscy wbiliśmy się do vana, którym zespół zwykle podróżował i ruszyliśmy do William Mews w Kinghtsbridge, najmodniejszej dzielnicy w Londynie. Steve ostatnio wyprowadził się z domu (gdzie mieszkał razem z zespołem) do wytwornego aczkolwiek pretensjonalnego domu mews. Miał mały salon, malutką kuchnię, z której rzadko korzystano oraz łazienkę i sypialnię na piętrze, do którego prowadziły spiralne schody. (W tamtym czasie nie wiedzieliśmy, że rok wcześniej George Harrison i Ringo Star też mieszkali w William Mews).
Pierwszy się przyznam, że byłem całkiem urzeczony i zafascynowany, ale w mojej obronie muszę dodać, że miałem dopiero 14 lat. Steve jak zwykle nienagannie ubrany. Miał na sobie sweter w stylu polo i spodnie moherowe, które były częścią innego garnituru od Dougie Millingsa. Chyba nie mógłby być bardziej łaskawym gospodarzem. Szybko utworzyliśmy podwaliny przyjaźni (jak w przypadku większości muzyków w połowie lat 60-tych) - co oznaczało, że wszyscy lubiliśmy się upalić, a okazjonalnie zażyć płynny methedrine. LSD jeszcze się nie pokazało, heroina i kokaina były dostępne, ale wtedy nie byliśmy tym zainteresowani. Pierwszej nocy po prostu lepiej się zapoznaliśmy – co w tamtych czasach oznaczało naprawdę się mocno upalić. Przyjechaliśmy uzbrojeni w bryłkę czarnego haszyszu jako prezent typu „dzięki za zaproszenie”. Okazał się bardzo docenionym podarunkiem, jak również pomógł przełamać pierwsze lody.
Kiedy już się usadowiliśmy i zapaliliśmy parę skrętów, wszyscy włącznie ze Stevem się wyluzowali, z jednym tylko bolesnym wyjątkiem: Waggerem. Wybrał zachowanie kompletnego dupka, kpił ze wszystkiego co zrobił lub powiedział Steve, z sobie tylko znanego powodu – może był zazdrosny. Pomijając to, mieliśmy wspaniałą noc ze Stevem odgrywającym swoją ulubioną rolę nauczyciela. Niczego tak nie kochał jak puszczanie ostatnio odkrytej muzyki, chętnemu studentowi, który z przyjemnością chciał ją poznać. Chociażby ja tamtej nocy prawdopodobnie poznałem więcej muzyki niż od czasu, gdy pięć lat temu zacząłem grać na perkusji.
I kiedy Steve odgrywał imprezową sztuczkę, ja zostałem namówiony aby zaprezentować moją, czyli zwinąć skręta z dziewięciu bibułek papierosowych. Steve był pod wrażeniem- nawet do tego stopnia, że od tej pory jak mnie przedstawiał, to mówił „świetny mały perkusista, który ma dopiero 14 lat i skręca świetnego skręta z dziewięciu bletek”.
Wieczór przemijał, a dla nas coraz bardziej stawało się jasne, że albo Wagger zmieni swój sposób bycia albo my zmienimy wokalistę, a ponieważ Dino mógł śpiewać tak samo dobrze, sprawa wydawała się prosta. Należało wyrzucić Waggera i kontynuować we czwórkę. Zwolnienie stało się jeszcze prostsze gdy niedługo po tej nocy rozmawiałem ze Stevem przez telefon, a on powiedział mniej więcej „Z przyjemnością wam pomogę chłopaki. Wszyscy jesteście naprawdę mili, ale wokalista musi odejść”.
Kilka dni później mieliśmy zaplanowany gig. Zatrzymaliśmy się u Waga, ale zamiast go zabrać, zwolniliśmy go tam na chodniku przed jego domem. Dość mocno to przyjął, co nas zaskoczyło i aż się nam zachciało płakać. Jednak z naszej perspektywy jego stosunek do Steve'a, a także długa lista innych niedyskrecji utwierdziły nas w przekonaniu, że właśnie tak musimy postąpić.
Z tego co wiem, nie musiał długo płakać, gdyż odziedziczył po swoim ojcu biznes i stał się obrzydliwie bogaty.
Gdy już wykonaliśmy brudną robotę, trzeba było się poważnie zabrać za stworzenie kwartetu z organami Hammonda, co nam umożliwiło wkroczenie na rożne muzyczne szlaki, które wcześniej były przed nami zamknięte. Tata znalazł salę do prób w pobliskiej szkole, z której mogliśmy korzystać niemalże kiedy tylko chcieliśmy, a przy tym nic nas to nie kosztowało. Band zaczął pokazywać niezły potencjał: mieliśmy dobry sprzęt, a przyjaźń ze Stevem ładnie się rozwijała. Nawet nie upłynęło dużo czasu, gdy Steve wywiązał się z danego nam słowa o wydaniu singla. Zadzwonił jednego popołudnia, zapytał się, czy możemy się z nim spotkać w IBC Studios w Portland Place, pod koniec rozmowy napomknął jeszcze „Czy możecie wziąć ze sobą sprzęt?”


cdn....
Ostatnio zmieniony grudnia 11, 2014, 7:32 pm przez Cold Lady, łącznie zmieniany 2 razy
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: agrypa » grudnia 11, 2014, 6:21 pm

Jak jeszcze raz zamarudzisz cos na temat Twoich tlumaczen, to sie chyba nieco obraze. :D Mam orginal i moge porownac. Szczere i bardzo zasluzone gratulacje.(sam bym tak chcial pisac) Bardzo dobrze sie czyta. Cieszy to cdn....Czytanie w naszym jezyku sprawia mi spora frajde. Dziekuje :) Podziwiam tez pracowitosc. Ja to leniwy jestem.....

Czy myslalas moze o przetlumaczeniu calosci i wydaniu na polskim rynku ?
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8505
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 11, 2014, 6:52 pm

Agrypo, no co ty :shock: oczywiście, że nie myslałam o niczym takim :oops:

Jesli chodzi o książkę Jerrego, to muszę przyznać, że napisana jest naprawdę {jak dla mnie} bardzo przystępnym angielskim. Rzeczywiście jego książkę nawet dobrze mi się tłumaczy.

Najgorzej to zrozumieć np. taki zapis audio z 1987 roku jak Steve gościł w radiu BBC jako DJ. Kurcze miejscami gada takim Cockney English, że mam duże problemy... :(
Ostatnio zmieniony stycznia 10, 2015, 12:42 am przez Cold Lady, łącznie zmieniany 1 raz
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 13, 2014, 8:21 pm

Dzisiaj w swoim laptopie znalazłam zarchiwizowane dwie pierwsze strony tej zakładki. Niektorzy pewnie pamiętają, jak w 2010 roku przechodziłam "trudny" okres tutaj na forum. Nawet chciałam zupełnie odejść. Wtedy w przypływie frustracji wykasowałam część moich wpisów (tych bardziej rozbudowanych, z moimi przemysleniami). No i własnie dziasiaj znalazłam w formacie jpg zapisane te dwie pierwsze strony i postanowiłam uzupelnić wykasowane przeze mnie wpisy - Zwlaszcza te o Humble Pie. Wczesnie zamieściłam też kilka cytatów - Stevea, jego zony Jenny, Kenney'ego i Jima - ale po angielsku.
Teraz na pierwszej stronie powklejałam(jako obrazki) wykasowane w pisy i dołączyłam przetłumaczone na polski cytaty. Jeśli ktoś ma ochotę poczytać, to zapraszam i przepraszam, za moja głupotę, że w ogole w pierwzej kolejności wykasowalam tyle moich postów.
A i na stronie 6, pod zdjęciem Stevea z Hendrixem, zamiesciłam też notkę (po polsku) Eddie'ego Kramera z książeczki od DVD Small Faces - All Or Nothing 1965 -1968, z którego pochodzi to zdjęcie.
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 13, 2014, 11:00 pm

Robert007Lenert pisze:Takie małe wtrącenie. Steve Marriott obok wielu innych muzycznych talentów posiadł i ten w grze na harmonijce ustnej. Jego frazowanie i brzmienie jest wręcz fantastyczne. Nie sięgał po ten instrument zbyt często, ale jeśli już to naprawdę było czego posłuchać!


Jeśli mogę się zapytać. Masz na myśli Small Faces, czy Humble Pie?
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Cold Lady » grudnia 15, 2014, 1:03 am

Na razie nie mam czasu dalej tłumaczyć książki. Dlatego dzisiaj zamieszczam coś z zupełnie innej beczki.
W 2011 roku Steve pośmiertnie otrzymał od magazynu "Classic Rock" "Tommy Vance Inspiration award"- ta nagroda "uznaje prawdziwych wizjonerów rocka - muzyków którzy złamali reguły i zmienili rzeczy na lepsze".
Za Steve'a nagrodę odebrała jego mama (w towarzystwie Petera Framptona i Jerry'ego Shirley), nic nie mówiąc dostała ponoć od całej zgromadzonej publiczności owację na stojąco.

Obrazek

Może co jakiś czas będę zamieszczała cytaty różnych muzyków, których Steve (lub zespoły w których był - Small Faces i Humble Pie) zainspirował.

Dzisiaj zacytuję Joe Satrianiego
http://www.musiciansfriend.com/resources/article/Musicians-Friend-Exclusive-Interview-with-Joe-Satriani-Part-III/m710825
Pamiętam, kiedy miałem 16 lat poszedłem zobaczyć Humble Pie. Myślę, że to było Geallic Park w Bronxie. Zazwyczaj chodziłem na koncerty z przyjacielem, który był naprawdę wielkim, silnym dzieciakiem. Wyglądał jak Arnold Schwarzenegger, oprócz tego, że był w liceum. Świetnie się z nim chodziło na koncerty, ponieważ zawsze udawało mu się nas przemycić za scenę jako dodatkowych roadies.
Więc pod koniec koncertu poszliśmy do tylnej bramy. Byłem po prostu chudym dzieciakiem, ale stałem koło mojego przyjaciela Jeffa. A on mówił "Hej, chłopaki potrzebujecie może pomocy?" Oni nas wpuszczali, a my szliśmy na scenę zwijać kable lub robić coś innego. Było to dla nas bardzo ekscytujące. Pamiętam jak podszedłem do rampy, w kierunku sceny, a tam Steve Marriott z Humble Pie przyglądał mi się jakby "Co to za dzieciak? Co on tutaj robi?"
Powiedziałem "Steve Marriott" i to wszystko, co mogłem z siebie wydusić. Musiał zauważyć, że osłupiałem, ale byłem wielkim fanem. Pamiętam jak poklepał mnie po ramieniu i powiedział "Cześć. Dzięki, że jesteś tutaj i słuchasz muzyki", a potem odszedł. Ten gest pozostał ze mną do dzisiaj. Ponieważ mógł się do kogoś odwrócić i powiedzieć "Zabierzcie stąd tego dzieciaka!", albo "Odczep się dzieciaku, jestem zajęty". Mógł powiedzieć cokolwiek, tak jak robią to niektóre gwiazdy- są takie bezosobowe, że to aż zniechęcające. Ale on był pierwszą gwiazdą, którą poznałem i to przelotne doświadczenie dało mi do myślenia 'gwiazda może poświęcić czas i być łaskawa dla swojego fana. A oni to doceniają i nigdy nie zapominają.'"


I jeszcze cytat z autobiografii Jerry'ego Shirley:
Widziałem Humble Pie , gdy miałem mniej więcej 15 lat; oni wzbudzili we mnie podziw i respekt. Mój zespół ich ubóstwiał, a ja uważałem, że Steve Marriott, ze swoją gitarą zawieszoną tak nisko, był najlepszym frontmanem jakiego widziałem. Poznałem Steve'a na zapleczu sceny, jak wsiadał do swojej limuzyny po koncercie. Nadal jestem odurzony tym przelotnym spotkaniem.
Awatar użytkownika
Cold Lady
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1642
Rejestracja: września 8, 2009, 12:30 am

Re: Steve Marriott - All too beautiful

Postautor: Dziadek Władek » grudnia 15, 2014, 10:14 pm

agrypa pisze:[...] Bardzo dobrze sie czyta. Cieszy to cdn....[...]

Czy myslalas moze o przetlumaczeniu calosci i wydaniu na polskim rynku ?

Cold Lady pisze:Agrypo, no co ty :shock: oczywiście, że nie myslałam o niczym takim :oops:
[...]

Myślałaś czy nie myślałaś - książka sama Ci się pisze w tym wątku. I to pasjonująca! :)
Władek Pękała
K.K. Blues Band Hot Tamales Trio
" - Blues?... Jest tam, gdzie go słyszysz..."
Awatar użytkownika
Dziadek Władek
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 18407
Rejestracja: listopada 24, 2009, 10:48 am
Lokalizacja: Częstochowa

PoprzedniaNastępna

nowoczesne kuchnie tarnowskie góry piekary śląskie będzin świętochłowice zawiercie knurów mikołów czeladź myszków czerwionka leszczyny lubliniec łaziska górne bieruń

Wróć do Na jeden temat...

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 13 gości