Anegdoty i opowiastki wokolo Bluesa.

Tu porozmawiacie o najpiękniejszej muzyce jaką jest Blues; o tradycji, teraźniejszości i przyszłości "błękitnych nutek"...

Moderator: mods

Anegdoty i opowiastki wokolo Bluesa.

Postautor: agrypa » stycznia 28, 2010, 2:20 pm

Temat moze byc fajny. Popiszcie ciekawostki z bluesem i blusmenami zwiazane. Ja mam taka; Wiele lat temu ,moj znajomy ,swiezo po szkole muzycznej, powiedzial. Blues to tylko blues. Prawdziwa sztuka jest gdzie indziej.Ja sie latwo nie obrazam a z bledu tez jego, tak pieknie wyedukowanego, nie chcialo mi sie wyprowadzac. Spotkalismy sie po latach. Spytalem go co gra. Ano co musze. Taki zawod, rozumiesz. Ale w domu, jak mi juz zycie dowali i chce od wszystkiego uciec, to BLUESA, tylko bluesa.
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8503
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: agrypa » stycznia 28, 2010, 2:49 pm

I jeszcze jedna opowiastka. Wyczytalem ze Eric Clapton to niezbyt ciekawy muzyk,
a bluesmanem to juz napewno nie jest. Sprzeciwiac sie nie musialem, bardzo celnie zrobili to inni. Na drugi dzien dotarla do mnie kolejna edycja "Crossroads Guitar Festival" na scene wszedl mister BB King i powiedzial: Witam Erica Claptona
objezdzilem kawal swiata, koncertowalem w dzwudziestu dziewieciu panstwach.Bardzo niewielu spotkalem tak serdecznych i przyjaznych dla calego swiata ludzi,jak Eric. To wspanialy czlowiek i muzyk. Lubie z nim grac Bluesa.
Pomyslalem sobie: i jak tu nie lubic ludzi, ktorzy lepiej od Pana Kinga wiedza co to prawdziwy blues :wink: s.
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8503
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: @ndy.w » stycznia 29, 2010, 4:52 pm

mam kolegę (bluesmana oczywiście) który opowiada anegdoty o Lordzie Brumberry. oto 1na z nich:

Lord Brumberry postanowił dowiedzieć się jak bawi się plebs i w tym celu udał się do tawerny nad Tamizą. tam pił piwo przez całe popołudnie a kiedy wyszedł odczuł potrzebę opróżnienia pęcherza. niestety "nakrył" go na tej czynności patrol Królewskiej Konnej. dowódca patrolu powiedział: "Milordzie, oddawanie moczu w tym miejscu obraża Królową i będę zmuszony Milorda ukarać grzywną w wysokości 8 szylingów". Lord Brumberry sięgnął do kieszeni, wyjął z niej złotą gwineę i pstryknąwszy palcami rzucił ją w kierunku funkcjonariusza. ten zwinnym ruchem chwycił monetę i obróciwszy ją w palcach rzekł: "ależ Milordzie, to za dużo a ja nie mam drobnych żeby wydać resztę". a Lord Brumberry NATO: "nic nie szkodzi. zsiadajcie panowie i sikajcie do woli. ja stawiam!"

niektórzy podejrzewają że wiele wątków o Lordzie Brumberry ma charakter autobiograficzny...
Awatar użytkownika
@ndy.w
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1519
Rejestracja: marca 26, 2007, 11:37 am
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: agrypa » stycznia 29, 2010, 11:23 pm

Bardzo fajne.
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8503
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: kora » stycznia 30, 2010, 9:20 am

Agrypo,bardzo fajny temat :mrgreen:
chyba się będę tu często udzielała 8)

Póki co Jędrusiowa opowiastka :mrgreen:

Andrzej Jerzyk`e pisze:Hound Dog miał też swoje przyzwyczajenia! Otóż przyjeżdżał do klubu na koncert, następnie przed występem sowicie popijał, kiedy czuł że ma już zdrowo w czubie, szedł do swojego auta i najzwyczajniej w świecie, zasypiał snem sprawiedliwym.
Ale wiecie co jest najciekawsze, po prostu cała publiczność cierpliwie czekała (zdarzało się że i 3 godziny) kiedy Mistrz pojawi się na scenie. W dodatku witany był zawsze owacyjnie! :)
Ostatnio zmieniony stycznia 30, 2010, 2:44 pm przez kora, łącznie zmieniany 1 raz
Obrazek
Awatar użytkownika
kora
Elf
Elf
 
Posty: 30142
Rejestracja: września 1, 2005, 12:44 pm
Lokalizacja: Katowice

Postautor: kora » stycznia 30, 2010, 10:00 am

Kiedy Beatlesi przyjechali na turnee do USA,pierwszą płytę jaką chcieli zakupić było -"To Ge To See" Mudy Watersa& Bo Didledley'a.
Zakup zlecili swojemu menago.Ten nierozeznany w terenie , pyta się amerykańskiego dziennikarza - Muddy Waters,Bo Diddley ?
Skonsternowany pismak zapytał się go
- a gdzie to jest?
Obrazek
Awatar użytkownika
kora
Elf
Elf
 
Posty: 30142
Rejestracja: września 1, 2005, 12:44 pm
Lokalizacja: Katowice

Postautor: kora » stycznia 30, 2010, 10:23 am

Kiedy Big Bill Broonzy ,w latach pięćdziesiątych przyjechał do Europy,mówił ludziom ,ze jest ostatnim z amerykańskich bluesmenów.:twisted:

Gdy się dowiedział o tym Willie Dixon ,wpadł w taką furię,ze butelką whiskey rozwalił swój kontrabas. :lol:

Miało to swoje pozytywne następstwa, Dixon namówił swojego informatora ,niemieckiego promotora Horsta Lippmanna, do zorganizowania
American Folk Blues Festiwal .
Obrazek
Awatar użytkownika
kora
Elf
Elf
 
Posty: 30142
Rejestracja: września 1, 2005, 12:44 pm
Lokalizacja: Katowice

Postautor: kora » stycznia 30, 2010, 10:58 am

Ktoś kiedyś, zapytał się Francisa "Scrappera" Blackwella, w jakich to okolicznościach spotkał się z Leroy Carr'em i dlaczego postanowili razem ze sobą grać ?
Blackwell,bez ogródek z wielką szczerością wyznał
" Ja byłem przemytnikiem whiskey,Carr alkoholikiem,który wypił cały mój zapas,musiałem więc porzucić swój interes. Leroy z poczucia winy zaproponował mi,bankrutowi wspólne granie "

i tak kilka miesięcy później, w 1928 roku,wspólnie nagrali swój pierwszy, wielki przebój - "How Long,How Long Blues"
Ponoć, treść tej piosenki wywarła takie wrażenie na słuchaczach,ze sprzedano milion kopii płyty i trzeba było nagrywać ją powtórnie,gdyż oryginał zużył się :lol:



FAKT:

Muzycy nagrali sześć wersji tego utworu podczas 114 wspólnych sesji !
Muddy Waters wspominał,ze była to pierwsza piosenka jakiej nauczył się grać :wink:

How Long How Long Blues - Leroy Carr & Scrapper Blackwell
Obrazek
Awatar użytkownika
kora
Elf
Elf
 
Posty: 30142
Rejestracja: września 1, 2005, 12:44 pm
Lokalizacja: Katowice

Postautor: agrypa » stycznia 30, 2010, 8:43 pm

Wspaniale Kora ze tu trafilas. Przepyszne historie. Nie mialem pojecia ze moj ukochany cykl DVD "The American Blues Festival" zawdzieczam temu ze pan Dixon sie mocno wkurzyl.
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8503
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: Andrzej Jerzyk`e » stycznia 30, 2010, 11:12 pm

Wiemy wszyscy że obok bluesa, wielką namietnością Roberta Johnsona były mocne trunki i kobiety...
Kiedy w roku 1936 przybył do San Antonio w Texasie na swoją pierwszą sesję nagraniową, natychmiast wpakował sie w kłopoty. Pod zarzutem włóczęgostwa osadzono go w areszcie, skąd wyciągnął Johnsona organizator nagrań Don Law.
Załatwił Robertowi miejsce w hotelu i poradził aby dobrze się wyspał przed nagraniami i zostawił mu 45 centów na posiłek a sam pojechał na obiad do pobliskiej restauracji (w owym czasie w rasistowskim Texasie niemożliwe było, aby czarnoskóry mógł jeść w restauracji dla białych)
Zaledwie Law zasiadł do jedzenia, wezwano go do telefonu. Dzwonił Robert Johnson.

-o co chodzi? -spytał poirytowany Dan Law.
-czuję się samotny odpowiedział Johnson
-samotny?? co to znaczy? o co ci chodzi?
-no, jestem samotny a tu jest jedna pani, ale chce pięćdziesiąt centów i brakuje mi jeszcze pięć... :D

żródło: Magazyn Muzyczny Bluesman z roku 94, pierwsze wydanie i krótka rozprawa którą przytoczyłem autorstwa Sławka Wierzcholskiego, zatytułowana:
Robert Johnson - Król Bluesa z Delty
Awatar użytkownika
Andrzej Jerzyk`e
Ojciec Dyrektor
Ojciec Dyrektor
 
Posty: 25064
Rejestracja: kwietnia 16, 2004, 8:54 pm
Lokalizacja: Ostrów Wielkopolski

Postautor: agrypa » stycznia 30, 2010, 11:50 pm

PRZEPIEKNE!!!!! Nie znalem tej historji. :D :D :D
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8503
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: @ndy.w » stycznia 31, 2010, 12:10 am

będąc młodzieńcem w wieku jeszcze nie dojrzałym ale już nie dziecięcym (czyli tzw. licealnym) dokształcałem się muzycznie chodząc na koncerty ówczesnych gwiazd. pewnego dnia do mojego rodzinnego miasta zajechał zepsół SBB. oczywiście wybrałem się na koncert.

w pewnym momencie nastąpiło solo basu. Józef zaczął delikatnie co nie spodobało się jakiemuś słuchaczowi (chyba liczył że przez cały czas będą nap...) i z mniej-więcej 6tego rzędu zakrzyknął: "Skrzek, nie wygłupiaj się!".
Józef przestał grać. wyszedł na brzeg sceny z basówką wiszącą mu na brzuchu i odezwał się w te słowa: "co taki jesteś cwany? to chodź tu na scenę. ja ci dam bas i zagraj lepiej ode mnie". nastąpiły rzęsiste brawa a Józef zaczął nap...
czyli w pewnym sensie miłośnik nap... osiągnął swój cel 8)
Awatar użytkownika
@ndy.w
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1519
Rejestracja: marca 26, 2007, 11:37 am
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: kora » stycznia 31, 2010, 11:29 am

Kiedy rock'n'roll święcił swoje wielkie tryumfy a Muddy Waters ,czy Howlin'Wolfe zostali zepchnięci na margines przez wytwórnię Chass, zaniepokojony Doctor Isaiah Ross rozmawia z właścicielem z wytwórni Sun, w której to nagrywał i był gwiazdą. Oboje mieli niewątpliwe powody do zmartwień ,zastanawiali się, czy ma sens promować najnowsza płytę Isaiaha, jak zostanie przyjęta itp..

Sam Philips w luźnej rozmowie z Rossem,powiedział Mu:
- Jeżeli spotkałbym białego muzyka, śpiewającego i grającego tak dobrze jak Ty lub inni czarni , zarobiłbym milion dolarów....

Gdy po raz kolejny Ross przyszedł do studia, w drzwiach minął się z Elvisem Presleyem ....
Wytwórnia już nie chciała promować jego płyty....

*******************


A wiecie dlaczego Isaiah Ross nosił pseudo Doctor ? :lol: :lol:
- bo swoje harmonijki nosił w torbie lekarskiej
Obrazek
Awatar użytkownika
kora
Elf
Elf
 
Posty: 30142
Rejestracja: września 1, 2005, 12:44 pm
Lokalizacja: Katowice

Postautor: agrypa » stycznia 31, 2010, 12:33 pm

Wszystkim ktorzy nie czytali polecam :
Maciej Zapalowski. "Sonny Boy Williamson. Zycie i tworczosc"
Sonny Boy miewal klopoty w zwiazku z kryminalna przeszloscia. Kiedys ukradl sasiadowi mula i starannie przemalowal go farba do malowania plotow."Wygrzebywano" to pozniej wielokrotnie.
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8503
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: agrypa » stycznia 31, 2010, 12:50 pm

Czy wiecie co to Canned Heat. To slangowa nazwa przemyslowego alkoholu [jak nasz denaturat] Sprzedawany byl w puszkach. Byl bardzo tani i stosowany doustnie przez tych ktorych nie bylo stac na lepsze trunki.
Polski odpowiednik zespolu Canned Heat moglby sie wiec nazywac np."Jagodzianka na Kosciach" To byla kiedys slangowa nazwa denaturatu.
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8503
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: @ndy.w » stycznia 31, 2010, 1:13 pm

kora_ pisze:A wiecie dlaczego Isaiah Ross nosił pseudo Doctor ? :lol: :lol:
- bo swoje harmonijki nosił w torbie lekarskiej


mój kolega z Wrocławia leader zepsołu Outsider też nosi swoje harmonijki w takiej torbie. btw - ma tam jeszcze parę innych ciekawych rzeczy ale nie wszyscy o tym wiedzą. wielu harmonijkarzy ma te słynne pasy jakby nabojowe...

zob. http://www.outsider.art.pl/
Awatar użytkownika
@ndy.w
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1519
Rejestracja: marca 26, 2007, 11:37 am
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: JaRas » stycznia 31, 2010, 1:51 pm

Bardzo fajny i ciekawy temat, będę tu często zaglądał no i może coś dopiszę.
Życie moich kochanych RS pełne takich anegdot. No taki jestem pożyczam książki nie bardzo pamiętam komu mając nadzieję, że kiedyś wrócą.
Powinienem z pamięci, no nie - poeta ale łeb nie ta :lol:
Jarek Ratajczak
zaAsiowany i zaCoolishowany
Bo jeśli....to właśnie spokój zwykłych dni- Zadra
Obrazek
Awatar użytkownika
JaRas
Prezes I FC Asi
Prezes I FC Asi
 
Posty: 20787
Rejestracja: września 14, 2007, 3:27 pm
Lokalizacja: Leszno

Postautor: agrypa » stycznia 31, 2010, 2:20 pm

I jeszcze cos od pana Zapalowskiego. Sonny Boy koncertowal w londynskim Marquee z grupa Cheyenes. Organista grupy falszowal i nie trzymal rytmu. Sonny poprosil go by przestal grac, ale chlopak gral nadal. Sonny Boy nie przerywajac gry na harmonijce zlapal jedna reka obie rece muzyka i oderwal je od klawiatury tak gwaltownie ze chlopak spadl ze stolka. Sonny Boy gral nadal. Co jakis czas spogladal na nieszczesnego organiste wzrokiem bazyliszka, co ogromnie radowalo publicznosc.
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8503
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: agrypa » stycznia 31, 2010, 2:38 pm

kora_ pisze:Gdy po raz kolejny Ross przyszedł do studia, w drzwiach minął się z Elvisem Presleyem ....
Wytwórnia już nie chciała promować jego płyty....


Dla mnie to bardzo smutna historia. Nie przepadam za Presleyem. Nie akceptuje jego rozdetej legendy i tej calej "krolewskosci" Ale to tylko moje prywatne odczucia.
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8503
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: kora » stycznia 31, 2010, 6:21 pm

agrypa pisze:Wszystkim ktorzy nie czytali polecam :
Maciej Zapalowski. "Sonny Boy Williamson. Zycie i tworczosc"


Mam tę książkę - fajnie się ją czytało.
Byłam lekko zszokowana,tym ,iż Sonny Boy reklamował swoją osobą - mąkę :twisted:

Obrazek

Na forum jest temat odnośnie tej publikacji :

"Sonny Boy Williamson. Zycie i tworczosc"
Obrazek
Awatar użytkownika
kora
Elf
Elf
 
Posty: 30142
Rejestracja: września 1, 2005, 12:44 pm
Lokalizacja: Katowice

Postautor: kora » stycznia 31, 2010, 6:53 pm

Czy wiecie,że Champion J.Dupree miał wystawę swoich obrazów
w Szwajcarii ?
Jeden z nich został sprzedany za sumę 7.000$ !! (To były lata '70 )

Jack,to w ogóle bardzo barwna postać,mam do niego wielki szacunek.
Wychowywał się w tym samym sierocińcu, co Louis Armstrong, co dziwne to właśnie w tym bidulu zaczął uczyć się gry na fortepianie, ciekawe,czy tak samo było z Armstrongiem ?

Potem wojna ,japoński obóz jeniecki..

Jego życie odmieniło się , gdy zdecydował zamieszkać, wzorem innych pianistów, w Europie.
Gdy na granicy, angielski celnik powiedział do niego "Sir" , Dupree był w totalnym szoku !
Anglia chyba przypadła Mu do gustu :wink: , rozkochał się w Szekspirze, Dickensie,poślubił Angielkę ...

Nie każdy miał tyle szczęścia co On, inny amerykański pianista bluesowy - Curtis Jones ,który również szukał szczęścia w Europie, został pochowany w bezimiennym grobie dla biedaków ,w Niemczech
:oops:



ups..jakoś tak mnie naszło, w sumie, to nie anegdota... bardziej opowiastka.
Obrazek
Awatar użytkownika
kora
Elf
Elf
 
Posty: 30142
Rejestracja: września 1, 2005, 12:44 pm
Lokalizacja: Katowice

Postautor: agrypa » stycznia 31, 2010, 7:06 pm

Koro, a jak Ci sie podoba jego perkusja. Alez to byl wszechstronny gosc.
Czytalem gdzies {niestety nie pamietam gdzie} ze ten sierociniec zawsze mial jakies grupy muzyczne tworzone przez wychowankow.
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8503
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: JaRas » stycznia 31, 2010, 7:12 pm

Kasiu ja myślę, że Zbyszek twórca tej zakładki miał na myśli również takie ciekawostki :idea:
Jarek Ratajczak
zaAsiowany i zaCoolishowany
Bo jeśli....to właśnie spokój zwykłych dni- Zadra
Obrazek
Awatar użytkownika
JaRas
Prezes I FC Asi
Prezes I FC Asi
 
Posty: 20787
Rejestracja: września 14, 2007, 3:27 pm
Lokalizacja: Leszno

Postautor: kora » stycznia 31, 2010, 7:37 pm

agrypa pisze:Koro, a jak Ci sie podoba jego perkusja. Alez to byl wszechstronny gosc.
.


Ja wolę Go jednak na pianinie :D
Obrazek
Awatar użytkownika
kora
Elf
Elf
 
Posty: 30142
Rejestracja: września 1, 2005, 12:44 pm
Lokalizacja: Katowice

Postautor: @ndy.w » stycznia 31, 2010, 11:37 pm

kora_ pisze:Jack,to w ogóle bardzo barwna postać,mam do niego wielki szacunek.
Wychowywał się w tym samym sierocińcu, co Louis Armstrong, co dziwne to właśnie w tym bidulu zaczął uczyć się gry na fortepianie, ciekawe,czy tak samo było z Armstrongiem ?


dokładnie tak samo. Louis napisał świetną xiążkę pt. "Moje życie w Nowym Orleanie". przeczytaj koniecznie :wink:
Awatar użytkownika
@ndy.w
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1519
Rejestracja: marca 26, 2007, 11:37 am
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: agrypa » lutego 1, 2010, 12:19 am

Skoro to miejsce na anegdoty no to: Pan Armstrong wysoko cenil zalety kuchni.Napisal nawet swoja ksiazke kucharska. Gdy byl juz powaznie chory i lekarz poinformowal go o koniecznosci przejscia na diete, pan Armstrong odrzekl;wole zyc krocej, ale ze smakiem. :)
Awatar użytkownika
agrypa
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 8503
Rejestracja: grudnia 23, 2009, 6:06 pm
Lokalizacja: Southampton

Postautor: @ndy.w » lutego 1, 2010, 1:13 am

około połowy lat '70tych ubiegłego wieku w Jeleniej Górze wystąpił Czesław Niemen (miał biały mellotron a na nim mini-moog'a) z zepsołem w squadzie prawie całe "Laboratorium": Janusz Grzywacz - rhodes, Mieczysław Górka - bębny, Marek Stryszowski - sax. do tego Maciej Radziejewski ze swoją słynną 2-gryfową gitarą a-la John McLaughlin. pamiętam że nie doszukałem się na scenie basisty co musiało oznaczać realizację linii basowych na pianie fendera...

ale do rzeczy. w tamtych czasach obowiązkowe było granie koncertów z 10-minutową przerwą pośrodku. niektórym artystom najwyraźniej to nie pasowało i do nich zdecydowanie należał Mistrz. jednak musiał wypełnić plan bo pewnie gdyby tego nie zrobił, pani Krysia z xięgowości miałaby podstawy do obniżenia stawki przez naliczenie kary umownej za naruszenie przepisów BHP albo coś równie bzdurnego.

stało się więc tak: Pan Czesław powiedział: "miłośników sztuki rozrywkowo-gastronomicznej zapraszamy na 10-minutową przerwę. a my tu na was poczekamy". pamiętam że było to wielce nowatorskie podejście. nikt nie ruszył się z miejsca najwyraźniej również z zamiarem poczekania. ale 2ch gostków z okolic 6-tego rzędu (ten 6-ty rząd to jakiś pechowy był najwyraźniej - ściągał nieszczęścia) zaczęło się przeciskać do wyjścia. ponieważ światła na widowni były zapalone, zajście nie uszło uwagi Mistrza, który zażartował sobie okrutnie: "a nie mówiłem?" cała sala wybuchła gromkim śmiechem a dwaj nieszczęśnicy (zapewne nałogowi amatorzy fajek marki "Carmen") już nie wrócili na salę. kiedy już wyszli, Czesław zadeklamował jakiś wiersz z delikatnym muzycznym podkładem, po czym, kiedy już owe słynne 10 minut minęło i widownię ponownie spowił mrok, koncert był kontynuowany...

btw - do dziś zastanawiam się o co właściwie chodziło i z czego wszytscy tak się śmiali...
Awatar użytkownika
@ndy.w
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1519
Rejestracja: marca 26, 2007, 11:37 am
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: kora » lutego 1, 2010, 7:56 am

agrypa pisze:Skoro to miejsce na anegdoty no to: Pan Armstrong wysoko cenil zalety kuchni


Dupree też :D Gdy wstąpił do marynarki wojennej powierzono Mu obowiązki kucharza. W latach powojennych, kiedy grywał w klubach Nowego Yorku,również utrzymywał się z pracy kucharza.
To,ze kuchnia była Mu bardzo bliska jak najbardziej obrazuje fakt,iż pod koniec lat '70 otworzył restaurację w Hanowerze :D
Kiedy myślę o tym okresie, na myśl zaraz przychodzi mi Jego współpraca z Axelem Zwingerbergiem,oj zaraz sobie puszczę Ich płytkę :P
Ostatnio zmieniony lutego 1, 2010, 8:40 am przez kora, łącznie zmieniany 1 raz
Obrazek
Awatar użytkownika
kora
Elf
Elf
 
Posty: 30142
Rejestracja: września 1, 2005, 12:44 pm
Lokalizacja: Katowice

Postautor: kora » lutego 1, 2010, 8:33 am

@ndy.w pisze: Louis napisał świetną xiążkę pt. "Moje życie w Nowym Orleanie". przeczytaj koniecznie :wink:


Ja wiele, wiele lat temu czytałam książkę o Louisie,kompletnie nie pamiętam tytułu,może to właśnie była ta :roll: /muszę poszperać /
Pamiętam doskonale jak opisywał swoje przeżycia ,kiedy pracował na parostatku pływającym po jakiejś rzece ( Mississippi ? ) Wspominał,ze to był najgorszy okres w jego życiu - musiał grać modne,europejskie melodie.
Tez pamiętam motyw z poprawczaka,gdy wychowawcy na początku,chcieli zrobić z niego perkusistę, a On marzył o nauce gry na kornecie.
Obrazek
Awatar użytkownika
kora
Elf
Elf
 
Posty: 30142
Rejestracja: września 1, 2005, 12:44 pm
Lokalizacja: Katowice

Postautor: @ndy.w » lutego 1, 2010, 10:17 am

to była ta xiążka. bardzo dawno ją czytałem ale nie przypominam sobie żeby chcieli z niego zrobić perkusistę. tylko jak przez mgłę przypominam sobie że początkowo chyba grał na "alcie". prawdopodobnie chodziło o tzw. saxhorn altowy...
Awatar użytkownika
@ndy.w
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1519
Rejestracja: marca 26, 2007, 11:37 am
Lokalizacja: Wrocław

Następna

nowoczesne kuchnie tarnowskie góry piekary śląskie będzin świętochłowice zawiercie knurów mikołów czeladź myszków czerwionka leszczyny lubliniec łaziska górne bieruń

Wróć do Blues i tylko blues

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 11 gości