muzycy vs akustycy

Tematy związane z muzyką bliższych i dalszych okolic bluesa.

Moderator: mods

Postautor: Mariolka » listopada 11, 2011, 9:31 pm

Rocken, ja kompletnie nie rozumiem Twojego czepialstwa. Przynajmniej połowa ludzi na tym forum to albo byli albo aktywni grajkowie. I nie rozumiem, czemu na grupie, na której pisze się o koncertach trzeba koniecznie ominąć temat osób, które za te koncerty - jakby na to nie patrzeć - są współodpowiedzialne.

Prawdą jest niestety, że wiele osób używających wobec siebie terminu "akustyk" ma z tym tyle wspólnego co słoń z baletem. Niezależnie czy sami grają/grali, bo to tak naprawdę dwie różne bajki. Analogicznie do mojej pracy: robię poligrafię w związku z tym ludzie są pewni że robię też strony internetowe. Nie, nie robię. Nie znam się na tym. Wiem tylko jak obsłużyć program graficzny, ale jak to zrobić żeby było dobrze i DZIAŁAŁO poprawnie to nie mam pojęcia. I podobny ból jest z akustykami. Piszę bez cudzysłowu, bo tak naprawdę nie ma takiego zawodu. Jest inżynier dźwięku. Ale do tego to trzeba (przynajmniej teoretycznie) skończyć Polibudę albo Akademię.

Moje doświadczenie z akustykami jest takie, że 3/4 nie nadaje się do tej pracy a 1/4 się nie chce. Z takimi, którym się chce i umieją, pracowałam w swoim życiu tylko kilka razy: Warszawskie "Gniazdo Piratów", VI Rybnik Blues Festiwal, Lizard King w Toruniu, Blues Festiwal Flower Power w Opatowie w 2009 roku. Dodam, że na scenie jestem od roku 1996go, z pięcioletnią przerwą, nie pamiętam ile koncertów dałam w ostatnich trzech latach zarówno w składzie blueszczowym (czyli 6 osób na scenie), akustycznym jak i z chórem Gospel. Znamienne, że zapamiętałam tych kilku ludzi.

Dwa skrajne przypadki: w pierwszym przyszło dwóch nastolatków, którzy konsoletę widzieli może na próbie swojego metalowego zespołu. Po pierwszym bloku ustawiłam gałki i zakazałam dotykania. Szczęśliwie posłuchali bo młodzi byli (przeważnie po prostu olewają wszelkie prośby i groźby ze sceny). Drugi przypadek: kiedy cofałam się wypuszczając gitarzystę żeby go było widać na scenie podczas solówek, akustyk podgłaśniał mi mikrofon. Z nieustalonych przyczyn doszedł do wniosku, że jak zrobię krok w tył (śpiewam z ręki) to mikrofon się ściszy.

Teraz o tym dlaczego dobre ustawienie jest ważne (dla nieuświadomionych): kiedy ja się nie słyszę próbuję głośniej śpiewać, żeby się przebić i klimat szlag trafia. Kiedy perkusista słyszy tylko siebie przestaje grać z czujem, bo musi policzyć gdzie jest. Kiedy basista, gitarzysta, klawisz się nie słyszą szlag trafia wszystko, bo jak można włożyć serce w coś co podobno ktoś gdzieś słyszy, ale na pewno nie ten kto ma to serce włożyć? Nie wspomnę o momentach kiedy w aranż wpisana jest jakakolwiek improwizacja.Tak, gram chujowiej (excuzes le mot) kiedy jestem chujowo nagłośniona. I nie tylko ja.
Dodam, że koncertu Outsidera nie słyszałam.

I jeszcze: myślę, że tak naprawdę odpowiedzialni za stan rzeczy są organizatorzy imprez - taniej zatrudnić jemioła niż człowieka z doświadczeniem i referencjami. A zespół przecież sobie poradzi, przecież dostał nagłośnienie i akustyka, więc wszystko jest w porządku. I tyle.
Kaja Szwarc
http://chmielowce.pl
- I'm a real blond, please speak slowly -
Awatar użytkownika
Mariolka
bluesman
bluesman
 
Posty: 214
Rejestracja: czerwca 4, 2009, 9:49 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Mariolka » listopada 11, 2011, 11:09 pm

A, i jeszcze jedno: Kora, jeśli Ty myślisz, że jak zapłacisz 20 zł więcej za bilet to organizator zapłaci więcej zespołowi to się mylisz. Rocken pamiętaj proszę, że własny akustyk to jest dodatkowa osoba, której trzeba zapewnić: a) transport, b) nocleg, c) wyżywienie, d) wypłatę. Czyli dodatkowe kilkaset złotych z reguły. I to bliżej tego górnego "kilka". Większości nie stać na dopłacanie do interesu.
Kaja Szwarc
http://chmielowce.pl
- I'm a real blond, please speak slowly -
Awatar użytkownika
Mariolka
bluesman
bluesman
 
Posty: 214
Rejestracja: czerwca 4, 2009, 9:49 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: *woytek » listopada 13, 2011, 11:53 pm

Mariolka pisze:(...)I nie rozumiem, czemu na grupie, na której pisze się o koncertach trzeba koniecznie ominąć temat osób, które za te koncerty - jakby na to nie patrzeć - są współodpowiedzialne.


Tak to prawda. Sa wspolodpowiedzialne.
Niestety- nie maja tez wplywu na mnostwo rzeczy, poczynajac od tego, ze nie sa w stanie (bo nikt nie jest) wplynac na proste prawa fizyki, a konczac na tym, ze sa tylko ludzmi...

Akustyk jest potocznym i niezbyt szczesliwym okresleniem ludzi zajmujacych sie realizacja dzwieku, ale od dawien dawna wlasnie w takiej formie w naszym kraju funkcjonje.

Nie masz racji, ze powinien ukonczyc odpowiednia szkole, aby stac sie 'inzynierem dzwieku'.
analogicznie: czy aby zostac muzykiem trzeba ukonczyc szkole?albo pisarzem? chyba nie...

Oczywiscie kazda szkola (dobra!) i pobrana nauka jest jak najbardziej pomocna.
Nie znaczy to jednak, ze jest to warunek bezwzgledny, aby nazywac siebie realiztorem dzwieku tudziesz 'akustykiem'.

Mysle, ze wszyscy dostrzegamy problem naglosnienia koncertow.
Jest to jednak wypadkowa tak wielu czynnikow, ze trudno je wszystkie wymienic.


Wspolczuje Ci, ze na swej drodze spotkalas tylko takich co sie nie znali, albo tych ktorym sie nie chce.
(Z tym nie-chceniem sie to niestety jak dla mnie ogolnonarodowa tendencja i tyczy sie wiekszosci zawodow...)

Zapewniam Cie jednak, ze jest mnostwo dzwiekowcow i realiztorow w naszym kraju, ktorzy sie znaja i w dodatku im sie chce!

A na koniec przyklad:

Prawie dwa lata temu wybralem sie na koncert Lynyrd Skynyrd do Berlina.
To mial byc 'koncert zycia'.

Przbylem wczesniej na hale- dokladnie obejrzalem sprzet- pomyslalem sobie- bedzie zawodowo. Aparatura z najwyzszej swiatowej polki.
Na scenie zawodowo brzmiac kapela- co do tego chyba nikt nie ma watpliwosci- a ja po prostu umieram, bo dzwiekowo jest tragicznie.
Ucieklem na koniec sali w polowie koncertu. Bo nie moglem wytrzymac.

To byl spier... koncert. Przez realzitora niestety.

A teraz najlepsze:
Na tym forum przeczytalem, ze naglosnienie bylo bajeczne (czy cos w tym stylu). Po prostu sie przerazilem!
i pisaly to osby, ktore jak wierze sa osluchane, slon im na uszy nie nadpenal i w nierzadko sa muzykami...

Wnioski wyciagnijcie sami...

pozdrawiam!
*woytek
'...We bow our heads before we eat,
Before we start our day,
Before we fall asleep,
'Cause In God We Trust.
And We Belive...'

B.G.
*woytek
blueslover
blueslover
 
Posty: 429
Rejestracja: października 8, 2005, 10:22 pm
Lokalizacja: warszawa

Postautor: leszekblues » listopada 14, 2011, 12:25 am

Osobiscie wiele błedów popełniało sie grajac,Czesto pospiech , nie takie graty jak powinny byc czyli zawodowe itp itd , brak mozlisowci zrobienia wczesniej próby , czy po prostu otrzaskania sie z tematem.

Troche sie nie zgodze z tym , jak ktos pisał , ze akustyk nagłasnia a grajek tylko gra.To musi byc obopólna praca bo inaczej .........

Mam na mysli mniejsze grania, gdzie backline czesto przedziera sie na pprzody
leszekblues
 

Postautor: kora » listopada 14, 2011, 12:28 pm

"Odszczekuję" :lol: wszystko to, co napisałam o grze Andy'ego
( że nie słucha zespołu,ze skupia się tylko na sobie )
Piątkowy koncert zespołu Outsider uświadomił mi jak bardzo się myliłam .
Andy mało tego,ze bardzo dobrze gra, to potrafi bawić się muzyką i świetnie uzupełnia się z całym bandem.
Obrazek
Awatar użytkownika
kora
Elf
Elf
 
Posty: 30155
Rejestracja: września 1, 2005, 12:44 pm
Lokalizacja: Katowice

Postautor: Wojtek Młynarczyk » listopada 14, 2011, 2:36 pm

*woytek pisze: To byl spier... koncert. Przez realzitora niestety.

A teraz najlepsze:
Na tym forum przeczytalem, ze naglosnienie bylo bajeczne (czy cos w tym stylu). Po prostu sie przerazilem!
i pisaly to osby, ktore jak wierze sa osluchane, slon im na uszy nie nadpenal i w nierzadko sa muzykami...

Wnioski wyciagnijcie sami...

pozdrawiam!
*woytek

Hmm... Ileś tam osób, podobno osłuchanych, nawet muzycy piszą, że nagłośnienie było bajeczne, a jedna, że sp...lone. Wyciągam wnioski :D
"Jeśli blues jest łatwą muzyką, to dlaczego tak niewielu go dzisiaj gra?" - B.B. King
Awatar użytkownika
Wojtek Młynarczyk
blueslover
blueslover
 
Posty: 746
Rejestracja: listopada 30, 2007, 1:09 pm
Lokalizacja: Budapeszt

Postautor: Sobass » listopada 14, 2011, 5:52 pm

Mariolka pisze:I jeszcze: myślę, że tak naprawdę odpowiedzialni za stan rzeczy są organizatorzy imprez - taniej zatrudnić jemioła niż człowieka z doświadczeniem i referencjami. A zespół przecież sobie poradzi, przecież dostał nagłośnienie i akustyka, więc wszystko jest w porządku. I tyle.


Tu jest pies pogrzebany.

Firma, która ma aparaturę z wysokiej półki i kompetentnych, estetycznie ukształtowanych realizatorów dźwięku i sprawnych techników sceny, musi trochę kosztować.

A w ostatnich czasach narobiło się sporo firemek, które grają za psi pieniądz, mając słabych ludzi (nagłaśniając za małe stawki płaci ludziom małe pieniądze, dobry realizator za grosze nie pójdzie robić), a pracują na średnim bądź słabym sprzęcie, kupionym z trzeciej ręki za pieniążki z jakiejś dotacji unijnej najczęściej.

Efekt jest taki, że hałas jest, koncert się odbywa, kapela wychodzi, bo chce zagrać i dostać kasę, i kółko się kręci.

Niewielu wykonawców w Polsce w obecnych czasach egzekwuje od organizatora/promotora jakość sprzętu na dżobie i profesjonalizm obsługi. Poza nielicznymi wyjątkami z najwyższej póły krajowego "szołbizu", gdzie zespoły mogą sobie pozwolić na wymuszenie na organizatorze koncertu współpracę z kilkoma wyselekcjonowanymi najlepszymi ekipami w kraju, wszyscy grają byle gdzie z byle kim, byle tylko zagrać sztukę i zainkasować honorarium.

Tak więc za bezkarność i nieodpowiedzialność organizatorów koncertów pośrednio winić można także światek muzyczny.

Inna sprawa, że największe firmy w kraju potrafią położyć trudną sztukę, to temat na inną opowieść, ale to tylko potwierdzenie reguły, że jak ktoś świruje z zaniżaniem stawek i słabo płaci ludziom, to ludzie od niego uciekają i się okazuje - niestety po fakcie najczęściej - że sztuka jest położona, wykonawca ma moralniaka, a publika jest lekko wqrwiona. I jak zwykle mądry Polak po szkodzie.
Awatar użytkownika
Sobass
bluesmaniak
bluesmaniak
 
Posty: 46
Rejestracja: lutego 14, 2011, 3:09 pm

Postautor: *woytek » listopada 14, 2011, 7:37 pm

Wojtek Młynarczyk pisze:
Hmm... Ileś tam osób, podobno osłuchanych, nawet muzycy piszą, że nagłośnienie było bajeczne, a jedna, że sp...lone. Wyciągam wnioski :D


Oczywiscie mozesz Wojtku taki wniosek wyciagnac.

Jednakze na tamtym koncercie, jak juz grali Free Bird'a, pierwszy raz w zyciu widzialem, zeby jakis wkurzony widz, a byl nim jakis Niemiec, byl tak zdegustowany, ze wrzeszczac na realizatora napieprzal mu w monitor od konsolety. Ochrona musiala go odciagac.

A po koncercie tenze realizator tlumaczyl promotorowi, ze wccale nie bylo za glosno i byla to dosyc nerwowa dyskusja...

Takze nie byly to tylko moje odczucia. Do swoich uszu mam zaufanie ;)

A Sobass ma bardzo duzo racji i widze, ze sie kolega orientuje jak to wlasnie w Polsce wyglada.
Z mala poprawka. Nawet zespoly z gornej polki cenowej (bo przeciez rzadko wykonawczej) nie zagraja, bo cos sie w lancuchu audio nie zgadza.
Najczesciej realiztor dostaje informacje od menago, ze trzeba zagrac i koniec.
No i trzeba zagrac...

pozdrawiam
*woytek
'...We bow our heads before we eat,
Before we start our day,
Before we fall asleep,
'Cause In God We Trust.
And We Belive...'

B.G.
*woytek
blueslover
blueslover
 
Posty: 429
Rejestracja: października 8, 2005, 10:22 pm
Lokalizacja: warszawa

Postautor: Sobass » listopada 14, 2011, 9:39 pm

*woytek pisze:A Sobass ma bardzo duzo racji i widze, ze sie kolega orientuje jak to wlasnie w Polsce wyglada.
Z mala poprawka. Nawet zespoly z gornej polki cenowej (bo przeciez rzadko wykonawczej) nie zagraja, bo cos sie w lancuchu audio nie zgadza.
Najczesciej realiztor dostaje informacje od menago, ze trzeba zagrac i koniec.
No i trzeba zagrac...


Dzięki za słowa uznania, wiesz, prawdziwy komfort ma się, jak się praktycznie pozna problem z drugiej strony. Nie tylko jako muzykant czy wkurzony - czasem słusznie, czasem nie słusznie - widz. Dopiero jak poznasz realia od drugiej strony, poprzepychasz się z organizatorami i producentami eventów, a przede wszystkim posłuchasz, co mają do powiedzenia ciężko doświadczeni fachowcy od hebli (a z takimi mam okazję współpracować od pewnego czasu), to człowiek nabiera dystansu, pokory i wie, że jest wiele składowych, które powodują, że opisane przez Ciebie zachowanie wkurzonego Niemca chcącego pobić akustyka nie dziwi tylko w zestawieniu z dokonaniami jego ziomków 11 listopada w Warszawie. I jak się tę wiedzę pomału przyswaja, to pewne ludzkie zachowania - choć czasem usprawiedliwione - zaczynają być traktowane z przymrużeniem oka.
Awatar użytkownika
Sobass
bluesmaniak
bluesmaniak
 
Posty: 46
Rejestracja: lutego 14, 2011, 3:09 pm

Postautor: rocken » listopada 14, 2011, 9:47 pm

Sobass pisze:
*woytek pisze:A Sobass ma bardzo duzo racji i widze, ze sie kolega orientuje jak to wlasnie w Polsce wyglada.
Z mala poprawka. Nawet zespoly z gornej polki cenowej (bo przeciez rzadko wykonawczej) nie zagraja, bo cos sie w lancuchu audio nie zgadza.
Najczesciej realiztor dostaje informacje od menago, ze trzeba zagrac i koniec.
No i trzeba zagrac...


Dzięki za słowa uznania, wiesz, prawdziwy komfort ma się, jak się praktycznie pozna problem z drugiej strony. Nie tylko jako muzykant czy wkurzony - czasem słusznie, czasem nie słusznie - widz. Dopiero jak poznasz realia od drugiej strony, poprzepychasz się z organizatorami i producentami eventów, a przede wszystkim posłuchasz, co mają do powiedzenia ciężko doświadczeni fachowcy od hebli (a z takimi mam okazję współpracować od pewnego czasu), to człowiek nabiera dystansu, pokory i wie, że jest wiele składowych, które powodują, że opisane przez Ciebie zachowanie wkurzonego Niemca chcącego pobić akustyka nie dziwi tylko w zestawieniu z dokonaniami jego ziomków 11 listopada w Warszawie. I jak się tę wiedzę pomału przyswaja, to pewne ludzkie zachowania - choć czasem usprawiedliwione - zaczynają być traktowane z przymrużeniem oka.


Dobrze że się pojawiliście w tym wątku bo na początku ustawiano dyskusję że wszystkie nasze kapele grają i brzmią jak większość dobrych zachodnich zespołów tylko im ktoś "heble" na złość przestawia podczas koncertu.
Awatar użytkownika
rocken
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7658
Rejestracja: września 27, 2008, 11:58 am

Postautor: przemak2 » listopada 14, 2011, 10:09 pm

Oczywiscie, ze to nie jest tylko nasz problem. Jezdze na targi MusicMesse do Frankfurtu i pare lat temu byl tam koncert Lukathera - oczywiscie pod haslami reklamowymi, w tym przede wszystkim reklamowany i prezentowany byl wlasnie system naglosnieniowy, nie pomne, jakiej firmy. Tak spier... koncertu dawno nie slyszalem, a byl to albo raczej mial byc przeciez wzorcowy brzmieniowo koncert jednego z najlepszych gitarzystow. Halas, huk i jazgot to naiprzyjemniejsze epitety ;)
Awatar użytkownika
przemak2
blueslover
blueslover
 
Posty: 656
Rejestracja: lutego 16, 2007, 8:15 pm
Lokalizacja: Poznan

Postautor: Wojtek Młynarczyk » listopada 14, 2011, 10:45 pm

*woytek pisze:Oczywiscie mozesz Wojtku taki wniosek wyciagnac.

A skąd wiesz, jaki wniosek wyciągnąłem ? :D :D :D
a tak na serio: nienawidzę komunałów, że "prawda leży pośrodku" (bo idąc tym tropem trzeba by np. stwierdzić, iż Hitler trochę racji miał), ale w tym przypadku dokładnie tak jest.... Oczywiście, wiele kapel zrzuca na akustyka swoją nieudolność. Ale jest też druga prawda (już nie wspominając tej trzeciej, tischnerowskiej), że niejednokrotnie nikt tak nie spier...li sztuki, jak właśnie akustyk. O, pardon: "realizator dźwięku".... Ja tego doświadczam szczególnie boleśnie, bo dla wielu akustyków harmonijka ustna to takie "cóś", jak tamburyn... Nie ma znaczenia, "cóś" tam w tyle pobrzmiewa i tyle.... A tymczasem brzmienie, jakie ten instrument dostanie na przodach, decyduje o jego być lub nie być, czyli o tym, jak zostanie odebrany przez publiczność :( Gitara przynajmniej czasami (choć i to można łatwo spierdolić) obroni się sama, harmonijka jest bezradna jak dziecko... Podobnie wokal.
"Jeśli blues jest łatwą muzyką, to dlaczego tak niewielu go dzisiaj gra?" - B.B. King
Awatar użytkownika
Wojtek Młynarczyk
blueslover
blueslover
 
Posty: 746
Rejestracja: listopada 30, 2007, 1:09 pm
Lokalizacja: Budapeszt

Postautor: przemak2 » listopada 14, 2011, 11:10 pm

Jezeli chodzi o harmonijke, to niestety musze stwerdzic, ze troche winni sa sami harmonijkarze... Wlasnie mam nagrany wielosladowo nasz koncert, i "bardzo dobre" brzmienie Leszka (bassman i w ogole) nagrane jedynem slusznym majkiem czyli sm57 okazuje sie siara i jazgotem, bez korekcji i to dosc glebokiej ani rusz. Czyli - niekoniecznie jest tak, jak sie nam wydaje na scenie, bo prawda to jest to, co zbiera mikrofon. Niestety, duza glosnosc zmienia "optyke"...
Awatar użytkownika
przemak2
blueslover
blueslover
 
Posty: 656
Rejestracja: lutego 16, 2007, 8:15 pm
Lokalizacja: Poznan

Postautor: azazzello » listopada 15, 2011, 3:05 am

przemak2 pisze:Jezeli chodzi o harmonijke, to niestety musze stwerdzic, ze troche winni sa sami harmonijkarze... Wlasnie mam nagrany wielosladowo nasz koncert, i "bardzo dobre" brzmienie Leszka (bassman i w ogole) nagrane jedynem slusznym majkiem czyli sm57 okazuje sie siara i jazgotem


Na czym polega wina Leszka? Przeciez sm57 do jednego z glosnikow bassmana to standard. Siara, jazgot wynikaja wg mnie z tego ze harmonijka byla za bardzo przykryta przez gitary i klawisz juz na samej scenie i Lechu po prostu napie... trudno wtedy mowic o sensownym graniu..Zreszta Lechu musialby sie wypowiedziec, moze bylo jak chcial, ale z tego co slyszalem przy scenie (na przodach bylo gorzej z selektywnoscia) to harmonijka byla w miksie na limesie. Moznaby tu mowic o winie harmonijkarza, ze nie zadbal o dynamike, pod warunkiem ze mial jeszcze jakikolwiek zapas przed sprzeganiem na gale vol i tego zapasu nie wykorzystal.

PS
przemak2 pisze:Jezeli chodzi o harmonijke, to niestety musze stwerdzic, ze troche winni sa sami harmonijkarze...


Natomiast jesli traktowac to ogolnie w odniesieniu do naszej sceny, na podstawie tego co mialem okazje slyszec, srednio (sa wyjatki!!) rzecz biorac ta uwaga jest trafna. Chodzi mi wylacznie o brzmienie zarowno samej harmonijki jak i jej brzmienie w kontekscie brzmienia calego bandu...
Ostatnio zmieniony listopada 15, 2011, 11:38 am przez azazzello, łącznie zmieniany 2 razy
Awatar użytkownika
azazzello
blueslover
blueslover
 
Posty: 747
Rejestracja: sierpnia 17, 2006, 2:51 pm

Postautor: Sobass » listopada 15, 2011, 9:18 am

rocken pisze:Dobrze że się pojawiliście w tym wątku bo na początku ustawiano dyskusję że wszystkie nasze kapele grają i brzmią jak większość dobrych zachodnich zespołów tylko im ktoś "heble" na złość przestawia podczas koncertu.


Nasz najlepszy realizator często wspomina, jak kręcił gałami na koncertach Allisona z polskimi muzykami.

Luther podobno często strofował polskich grajków za głośność grania.

Niestety, w tym kraju większość bluesowych muzykantów jest przekonana, że głośno i dużo znaczy dobrze. I najgorsze, że mało kto myśli o brzmieniu kapeli jako całości, które (brzmienie) ma się dobrze miksować. A to wymaga powściągnięcia własnych ambicji, i odpowiednich proporcji na scenie. Co jak mówi moje skromne doświadczenie, jest często bardzo trudne, bo większość muzykantów uważa, że jak się nie rozkręci i nie nap...ala, to nie brzmi i nie ma jazdy. A to gie prawda.
Awatar użytkownika
Sobass
bluesmaniak
bluesmaniak
 
Posty: 46
Rejestracja: lutego 14, 2011, 3:09 pm

Postautor: Mean Machine » listopada 15, 2011, 11:35 am

Paweł Stomma pisze:
RafałS pisze:Oświadczam, że absolutnie każdy, kto mówi lub pisze, że "musi być głośno" plecie głupoty i lepiej żeby przestał, bo inaczej udowodni, że ma g... zamiast mózgu. Dobra muzyka naprawdę broni się bez rozsadzania bębenków. I najwyższy czas zacząć równać w górę, tzn. do odbiorcy słyszącego.

Klasyczne Marshalle nie miały pokrętła volume wogóle! Jakoś dawało radę, jak Jimi grał na takich czterech! I to rozkręconych! Angus do dzis taki ma! A teraz najlepsza wydaje się być, całkowicie sztuczna, cyfrowa symulacja takiego wzmacniacza (i coraz częściej jest) co ja np. serdecznie p...dolę!!


Tak, tak.
Właśnie o to chodzi. Wciąż pokutuje na scenach taki pogląd że przecież Jimi miał 4x12 więc tak trzeba. I do dzisiaj na scenach klubowych często gęsto widać 100-watowe potworki, i to nie tylko u metalowców. Ja się zastanawiam jaki to ma sens. 50 W to już olbrzymia moc, W tej chwili mam dwa wzmaki których moc oscyluje pomiędzy 35-40W i ledwo na pół gwizdka jestem w stanie to rozkręcić. Gdyby nie master volume to w ogóle byłoby słabo. Ostatnio grałem koncert na 10W i to było w zasadzie dokłądnie to czego potrzebowałem. Piękny, nasycony sound.
Wydaje mi się że te obnoszenie się ze 100W to jeden z mitów wynikających wprost z naszych narodowych kompleksów. Bo tak grają idole i tyle, jakoś nikt nie zauważył że idole grają w pomieszczeniach o kilkakrotnie większej kubaturze (a co, też znam trudne słowa).
Do klubu wystarczy 10W, jeżeli kolumna jest wysoko-sprawna to w ogóle nie ma o czym gadać. Houk.
Mój post nie jest obliczony na obrażanie kogokolwiek ani wywołanie kłótni, to taki tylko wolny wniosek w dyskusji
Awatar użytkownika
Mean Machine
blueslover
blueslover
 
Posty: 472
Rejestracja: stycznia 18, 2011, 3:07 pm
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Mean Machine » listopada 15, 2011, 11:46 am

kora_ pisze:Oczywiście, masz rację, ale ja często odnoszę wrażenie ,że muzycy ZA CZĘSTO swoje niepowodzenia zrzucają na akustyków . Innymi słowy szukają kozła ofiarnego .:


No, jest w tym sporo racji.
Tym bardziej że blues to nie tylko granie na wielkich festiwalach, to również - a właściwie przede wszystkim - granie w klubach, wcale nie dużych, gdzie akustyka nie ma, a gra się z pieców i z tego co ma wokalista.
I to jest miarą klasy zespołu - niektóre brzmią fajnie, równo, nie męczą, widać i słychać że wiedzą o co im chodzi.
A niektóre to tak że ma się ochotę wyjść po paru minutach. Właśnie dlatego że jest za głośno, nieczytelnie, dźwięk jest zdudniony, wydrzyjmordy nie słychać bo zagłuszony jest waleniem w blachy tudzież przykryty ścianą gitar. A wszystko utopione w nieczytelnym pogłosie.
Owszem dali czadu. Ale co z tego, skoro efekt muzyczny jest żaden.
Czuję tutaj że niektórzy próbują przemycić pogląd iż
granie rockowe = napierdalanie. Otóż nie do końca tak jest, mniemam.
Awatar użytkownika
Mean Machine
blueslover
blueslover
 
Posty: 472
Rejestracja: stycznia 18, 2011, 3:07 pm
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Mean Machine » listopada 15, 2011, 12:12 pm

leszekblues pisze:Straszne straszne brzmienie , a juz tele do slide to moim zdaniem pomyłka
Szło praktycznie samym srodkiem z przewagą górki z kartonowym brzmieniem..Kuło w uszy


Błagam - jesteśmy za duzi na powielanie stereotypów, szczególnie tego typu.
Rodzaj gitary ma raczej niewielki wpływ na jakość slide'a, już prędzej rodzaj pickupu - znacznie bardziej.
Ja gram slide'm na tele, o ile mam ochotę, bo jak nie mam to gram na innych gitarach. A brzmienie koryguję gałkami tonu w gitarze lub we wzmaku, one po to są.
Awatar użytkownika
Mean Machine
blueslover
blueslover
 
Posty: 472
Rejestracja: stycznia 18, 2011, 3:07 pm
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Wojtek Młynarczyk » listopada 15, 2011, 12:39 pm

Mean Machine pisze: Tak, tak.
Właśnie o to chodzi. Wciąż pokutuje na scenach taki pogląd że przecież Jimi miał 4x12 więc tak trzeba. I do dzisiaj na scenach klubowych często gęsto widać 100-watowe potworki, i to nie tylko u metalowców. Ja się zastanawiam jaki to ma sens. 50 W to już olbrzymia moc. [...] Wydaje mi się że te obnoszenie się ze 100W to jeden z mitów wynikających wprost z naszych narodowych kompleksów. Bo tak grają idole i tyle, jakoś nikt nie zauważył że idole grają w pomieszczeniach o kilkakrotnie większej kubaturze (a co, też znam trudne słowa).

Święte słowa. Ja też nie rozumiem muzyków, którzy do piwnicy mieszczącej w porywach 30 osób wtaszczają 100 watowe bydlaki, a potem mówią, że nie mogą ciszej, bo nie brzmi jak należy. To prawda, że nie brzmi jak należy - ale kto kazał takie potwory w takie miejsce targać? Ja rzadko mam okazję grać na naprawdę dużych scenach, z reguły wycieram się właśnie po mniejszych-większych klubach (częściej mniejszych). A gram w typowo "chicagowskim", przesterowanym brzmieniu, więc piec musi być odpowiedni rozkręcony. Rozwiązanie jest bardzo proste: 3 wzmacniacze różnej mocy:D Jedna trzywatowa samodiełka (studio, semiakustyczne granie w maleńkich pubach), najczęściej przeze mnie używany 17 watowy Dynacord (próby, małe-średnie kluby w kapeli z umiarkowaną sekcją i zdyscyplinowanym gitarzystą), oraz urywający jaja ok. 40 Watowy Bassman (podmieniona lampa prostownicza troszkę zmniejszyła oryginalną moc, ale dała piękny sagging) na większe kluby z nap...cą kapelą, no i oczywiście duże sceny. Jak nie znam klubu, to po prostu idę tam wcześniej na jakiś koncert, żeby zrobić rekonesans - jaka sala, jaka akustyka, jest nagłośnienie czy nie ma, czy właściciel daje kapeli wolną rękę czy też bawi się w cenzora decybeli. Z reguły wtedy po prostu zagaduję muzyków, właściciela, akustyka i po kłopocie. Jeżeli klubu nie ma na miejscu, to chociaż staram się oglądnąć pomieszczenie na stronie www, pytam na forach kto grał, jakie doświadczenia... Wiele można jak się chce. Tylko trzeba trochę pokory i uświadomienia sobie, że sztuka to również pewna usługa i to usługodawca ma się w miarę swoich możliwości dostosować do płacącego, a nie odwrotnie.

No, ale trochę odbiegłem od tematu, bo to trochę inna bajka.
Ostatnio zmieniony listopada 15, 2011, 1:45 pm przez Wojtek Młynarczyk, łącznie zmieniany 1 raz
"Jeśli blues jest łatwą muzyką, to dlaczego tak niewielu go dzisiaj gra?" - B.B. King
Awatar użytkownika
Wojtek Młynarczyk
blueslover
blueslover
 
Posty: 746
Rejestracja: listopada 30, 2007, 1:09 pm
Lokalizacja: Budapeszt

Postautor: Mean Machine » listopada 15, 2011, 1:00 pm

przemak2 pisze:Jezeli chodzi o harmonijke, to niestety musze stwerdzic, ze troche winni sa sami harmonijkarze... Wlasnie mam nagrany wielosladowo nasz koncert, i "bardzo dobre" brzmienie Leszka (bassman i w ogole) nagrane jedynem slusznym majkiem czyli sm57 okazuje sie siara i jazgotem.


Ano, i 57 kiedyś się musi skończyć.
Teraz 906 rządzi - brak tej denerwującej górki którą ma 57. Serio serio.
Awatar użytkownika
Mean Machine
blueslover
blueslover
 
Posty: 472
Rejestracja: stycznia 18, 2011, 3:07 pm
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Mean Machine » listopada 15, 2011, 1:14 pm

*woytek pisze:Niestety- nie maja tez wplywu na mnostwo rzeczy, poczynajac od tego, ze nie sa w stanie (bo nikt nie jest) wplynac na proste prawa fizyki, a konczac na tym, ze sa tylko ludzmi...


Na wiele rzeczy innych jednak wpływ mają. Na przykład na to czy powinni się zabierać za robotę akustyka skoro "są tylko ludźmi"?
W USA człowiek z takim podejściem wyleciałby z roboty w jakieś 5 minut po jej otrzymaniu. Nie umiesz - nie rób, chcesz robić - najsamprzód się naucz.
No ale w kaczogrodzie ciągle promuje się nieudacznictwo. Jak ktoś słusznie zauważył, chyba nawet na tym forum - nikogo nie dziwi człowiek pier...ący swoją robotę koncertowo, natomiast wprawia w osłupienie ktoś kto zna się na rzeczy.

*woytek pisze:Nie masz racji, ze powinien ukonczyc odpowiednia szkole, aby stac sie 'inzynierem dzwieku'.
analogicznie: czy aby zostac muzykiem trzeba ukonczyc szkole?albo pisarzem? chyba nie...


Owszem, ma rację. Żeby zostać jakimkolwiek inżynierem, trzeba ukończyć szkołę i to nie byle jaką typu "Wyższa szkoła od spraw nieważnych w Pcimiu Dolnym" tylko konkretną, Politechnikę. I trzeba się wykazać posiadaniem dyplomu tejże. Inaczej to możesz zostać inżynierem na zasadzie takiej samej jak szwagier Balcerka z "Alternatywy 4"
Pisarz - to zupełnie innego pokroju zawód, możesz nim być bez szkół, o ile umiesz pisać bez błędów.
Awatar użytkownika
Mean Machine
blueslover
blueslover
 
Posty: 472
Rejestracja: stycznia 18, 2011, 3:07 pm
Lokalizacja: Poznań

Postautor: rocken » listopada 15, 2011, 1:24 pm

Mean Machine pisze:Inaczej to możesz zostać inżynierem na zasadzie takiej samej jak szwagier Balcerka z "Alternatywy 4"


Szwagier Balcerka nie był inżynierem tylko "magister" bo kupił maturę na bazarze i kazał na siebie mówić "magister" :) przynajmniej z tego co pamiętam.
Awatar użytkownika
rocken
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7658
Rejestracja: września 27, 2008, 11:58 am

Postautor: rocken » listopada 15, 2011, 1:38 pm

Mariolka pisze:Piszę bez cudzysłowu, bo tak naprawdę nie ma takiego zawodu. Jest inżynier dźwięku. Ale do tego to trzeba (przynajmniej teoretycznie) skończyć Polibudę albo Akademię.


Jest taki zawód jak akustyk jak najbardziej i to bardzo odpowiedzialna funkcja. Potocznie oczywiście kojarzona jest z osobą kręcącą gałkami na koncercie.

Ale pamiętajmy też że osoby po politechnice będący inżynierami akustykami to również ludzie pełniący funkcję przy projektowaniu budynku i przestrzeni miejskich, każda duża budowla projektowana wymaga na etapie projektu konsultacji lub tworzenia mapy hałasu od wyposażenia technicznego budynku szczególnie znajdującego się na zewnętrz.
Inna kwestia że przy projektowaniu w Polsce sal koncertowych architekci często nie zatrudniają akustyka podczas samego projektowania budynku (dzieje się tylko to w przypadku świadomych Inwestorów lub prestiżowych obiektów).
Ostatnio zmieniony listopada 15, 2011, 1:48 pm przez rocken, łącznie zmieniany 3 razy
Awatar użytkownika
rocken
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7658
Rejestracja: września 27, 2008, 11:58 am

Postautor: Mean Machine » listopada 15, 2011, 1:39 pm

rocken pisze:
Mean Machine pisze:Inaczej to możesz zostać inżynierem na zasadzie takiej samej jak szwagier Balcerka z "Alternatywy 4"


Szwagier Balcerka nie był inżynierem tylko "magister" bo kupił maturę na bazarze i kazał na siebie mówić "magister" :) przynajmniej z tego co pamiętam.


No sam pan widzisz, Panie Woytek... nawet takim inżynierem nie możesz zostać :-)
Magister to już nie to samo. Magistrem to może być każdy dzisiaj.
Awatar użytkownika
Mean Machine
blueslover
blueslover
 
Posty: 472
Rejestracja: stycznia 18, 2011, 3:07 pm
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Wojtek Młynarczyk » listopada 15, 2011, 1:40 pm

Mean Machine pisze:No ale w kaczogrodzie ciągle promuje się nieudacznictwo.

Zdaje się że od przeszło czterech lat jest to tuskogród. No chyba że nawiązujesz do imienia :) To tak na marginesie, bo merytorycznie podpisuję się pod tym, co napisałeś. I to obiema ręcamy.
"Jeśli blues jest łatwą muzyką, to dlaczego tak niewielu go dzisiaj gra?" - B.B. King
Awatar użytkownika
Wojtek Młynarczyk
blueslover
blueslover
 
Posty: 746
Rejestracja: listopada 30, 2007, 1:09 pm
Lokalizacja: Budapeszt

Postautor: rocken » listopada 15, 2011, 1:48 pm

Mariolka pisze:Prawdą jest niestety, że wiele osób używających wobec siebie terminu "akustyk" ma z tym tyle wspólnego co słoń z baletem. Niezależnie czy sami grają/grali, bo to tak naprawdę dwie różne bajki. Analogicznie do mojej pracy: robię poligrafię w związku z tym ludzie są pewni że robię też strony internetowe. Nie, nie robię. Nie znam się na tym. Wiem tylko jak obsłużyć program graficzny, ale jak to zrobić żeby było dobrze i DZIAŁAŁO poprawnie to nie mam pojęcia.I podobny ból jest z akustykami. Piszę bez cudzysłowu, bo tak naprawdę nie ma takiego zawodu. Jest inżynier dźwięku. Ale do tego to trzeba (przynajmniej teoretycznie) skończyć Polibudę albo Akademię.


Tylko Ty nie używaj wobec siebie terminu muzyk :) bo do tego też są odpowiednie szkoły i też można na to mieć papiery. (Przy założeniu oczywiście że oprócz poligrafii nie masz skończonej Akademii Muzycznej).

Mariolka pisze:Rocken pamiętaj proszę, że własny akustyk to jest dodatkowa osoba, której trzeba zapewnić: a) transport, b) nocleg, c) wyżywienie, d) wypłatę. Czyli dodatkowe kilkaset złotych z reguły. I to bliżej tego górnego "kilka". Większości nie stać na dopłacanie do interesu.


Jak najbardziej mam taką świadomość ale to trzeba traktować tak jak traktuje się inwestycję np. w lepszy instrument aby potem na scenie lepiej brzmieć więc nie rozumiem w czym problem.
Ostatnio zmieniony listopada 15, 2011, 3:08 pm przez rocken, łącznie zmieniany 1 raz
Awatar użytkownika
rocken
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7658
Rejestracja: września 27, 2008, 11:58 am

Postautor: kora » listopada 15, 2011, 1:55 pm

W obu kwestiach, mam takie samo zdanie 8)
Obrazek
Awatar użytkownika
kora
Elf
Elf
 
Posty: 30155
Rejestracja: września 1, 2005, 12:44 pm
Lokalizacja: Katowice

Postautor: *woytek » listopada 15, 2011, 2:09 pm

Mean Machine pisze:
Na wiele rzeczy innych jednak wpływ mają. Na przykład na to czy powinni się zabierać za robotę akustyka skoro "są tylko ludźmi"?
W USA człowiek z takim podejściem wyleciałby z roboty w jakieś 5 minut po jej otrzymaniu. Nie umiesz - nie rób, chcesz robić - najsamprzód się naucz.



Nic nie zrozumiales- sprobuj przyczytac jeszcze raz.

Mean Machine pisze:
Owszem, ma rację. Żeby zostać jakimkolwiek inżynierem, trzeba ukończyć szkołę i to nie byle jaką typu "Wyższa szkoła od spraw nieważnych w Pcimiu Dolnym" tylko konkretną, Politechnikę. I trzeba się wykazać posiadaniem dyplomu tejże. Inaczej to możesz zostać inżynierem na zasadzie takiej samej jak szwagier Balcerka z "Alternatywy 4"
Pisarz - to zupełnie innego pokroju zawód, możesz nim być bez szkół, o ile umiesz pisać bez błędów.


Znowu nie doczytales- postawilem cudzyslow!
Chodzilo o to, ze bez szkoly mozna zostac realizatorem. Inzynier dzwieku to potoczne i rzeczywiscie mylne okreslenie, ale czesto uzywane.

Jak juz pisalem, ludzie zajmujacy sie ta profesja to czesto ludzie z pasja i robia to, bo im to sprawia satysfakcje.
I caly czas pracuja nad swoim rozwojem.
Nie twierdze, ze wszyscy. I twierdze tez, ze jest z tym duzy problem, bo chodze na koncerty i slysze/widze...

Niestety- w Polsce poziom ksztalcenia na kierunkach 'Elektroakustyka' czy 'Rezyseria Dzwieku' nie stoi, delikatnie mowiac, na odpowiednim poziomie.
Jak z kazda szkola- jezeli sam nie bedziesz chcial, to za pomoca cwaniactwa jestes w stanie sie na dodatek 'przeslizgac'.
Jak by tego bylo malo, tych wydzialow jest w Polsce tyle co kot naplakal.

Chodzi o to, ze chodzac na koncerty jako sluchacz, jestem bardzo powsciagliwy w ocenie pracy realizatora, bo zdaje sobie sprawe ile jest skladowych dobrego brzmienia.
Oczywiscie, sa tez sytuacje oczywiste, albo ekstremalne- jak wspomniany koncert Skynyrd w Berlinie, ale zazwyczaj jestem bardzo ostrozny...

pozdrawiam!
*woytek
'...We bow our heads before we eat,
Before we start our day,
Before we fall asleep,
'Cause In God We Trust.
And We Belive...'

B.G.
*woytek
blueslover
blueslover
 
Posty: 429
Rejestracja: października 8, 2005, 10:22 pm
Lokalizacja: warszawa

Postautor: Paweł Stomma » listopada 15, 2011, 7:13 pm

Mean Machine pisze:Wydaje mi się że te obnoszenie się ze 100W to jeden z mitów wynikających wprost z naszych narodowych kompleksów. Bo tak grają idole i tyle, jakoś nikt nie zauważył że idole grają w pomieszczeniach o kilkakrotnie większej kubaturze (a co, też znam trudne słowa).
Do klubu wystarczy 10W, jeżeli kolumna jest wysoko-sprawna to w ogóle nie ma o czym gadać. Houk.
Mój post nie jest obliczony na obrażanie kogokolwiek ani wywołanie kłótni, to taki tylko wolny wniosek w dyskusji

A piszże sobie co chcesz, ale jak już kogoś cytujesz (np. mnie) i niby się do tego "odnosisz" to nie pisz potem całkiem o czym innym! :x Ja pisałem o DUŻEJ scenie, nie o klubie, a przykłady wspomnianych "idoli" miały potwierdzić tezę, że mimo głośnej sceny, da się to nagłośnić!
Teraz Ty to cytujesz i piszesz o klubie. Ma to sens? Teraz z kolei może ja powinienem zacytować Ciebie i napisać, że do 10 watowego na scenie dostawiony to mikrofon (SM57) głośniej zbierze tupanie? NIe sądzisz, że to bez sensu? Jak każdy oisze o czym innym, to można tak "dyskutować" bez końca.
Aha, a tekst o "narodowych kompleksach" proponuje ponownie przemyśleć...
Dont you step on my blue suede shoes.
You can do anything but lay off of my blue suede shoes

https://www.facebook.com/Breakmaszyna
Awatar użytkownika
Paweł Stomma
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 3105
Rejestracja: czerwca 9, 2008, 8:52 pm
Lokalizacja: Częstochowa

Postautor: przemak2 » listopada 15, 2011, 9:17 pm

Mean Machine pisze:
przemak2 pisze:Jezeli chodzi o harmonijke, to niestety musze stwerdzic, ze troche winni sa sami harmonijkarze... Wlasnie mam nagrany wielosladowo nasz koncert, i "bardzo dobre" brzmienie Leszka (bassman i w ogole) nagrane jedynem slusznym majkiem czyli sm57 okazuje sie siara i jazgotem.


Ano, i 57 kiedyś się musi skończyć.
Teraz 906 rządzi - brak tej denerwującej górki którą ma 57. Serio serio.


Rozumiem. Czyli 906 w stosunku do sm57 ma gore zdjeta o 6dB i filtr na 5kHz? To musi byc super majk ;)
Awatar użytkownika
przemak2
blueslover
blueslover
 
Posty: 656
Rejestracja: lutego 16, 2007, 8:15 pm
Lokalizacja: Poznan

PoprzedniaNastępna

nowoczesne kuchnie tarnowskie góry piekary śląskie będzin świętochłowice zawiercie knurów mikołów czeladź myszków czerwionka leszczyny lubliniec łaziska górne bieruń

Wróć do Muzykowanie

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości

cron