Finansowy wymiar sztuki.

Tematy związane z muzyką bliższych i dalszych okolic bluesa.

Moderator: mods

Postautor: Roj » czerwca 6, 2011, 9:52 pm

Robert007Lenert pisze:Srawdzilem. Dzis cena kega 30l zywiec to 198. Co nie zmienia faktu ze troche racji masz Roj :)

No to chyba ,że mam . Siedem zeta to rozbój w biały dzień . Ty myślisz Robert ,że sklepy detaliczne jadą na pięcioprocentowej marży , bo nie chcą klienta skrzywdzić ? Narzuty mają spore, ale i tak piwsko w butelce wychodzi dwu , trzykrotnie taniej, a tez są zus srusy vaty pracownicy, wynajmy lokali sanapidy itd
Awatar użytkownika
Roj
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7322
Rejestracja: sierpnia 8, 2009, 7:16 am
Lokalizacja: Rzeszów

Postautor: Robert007Lenert » czerwca 6, 2011, 9:58 pm

O dziwo piwo w butelce /tez zywiec/ jest tansze. Tez dzisiaj sprawdzalem.
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: Robert007Lenert » czerwca 6, 2011, 9:59 pm

Kurde ale co my tu o piwie:) Ja go w zasadzie nie pije. Kawa to dopiero koszmar cenowy. Filizanka za 5 ..6 zl!!!
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: olekblues » czerwca 6, 2011, 10:03 pm

kora_ pisze:
Robert007Lenert pisze:Czy chcecie wiedziec:
.


Napiszesz prawdę ?
ok,napiszesz....ale każdy inny band będzie miał inną orientacje cenową ....
także cokolwiek nie "odkryjesz" , nie będzie obiektywne


Ostatnio mój znajomy "muzyk " odmówił , bo dostał tylko 400 zł za godzinny koncert ( one band) ... a ja sobie tak myślę - na 400 zł ,muszę ciężko pracować przez 3 dni po 8h.
a jemu było za mało ... bo on artysta ....


Z całym szacunkiem...400zł to faktycznie podła dość suma za to wszystko co dzieje się między koncertami bo to właśnie z tego czasy a może nawet zwłaszcza z tego czasu składa się życie muzyka, nie uważam się za takiego i nie chciałbym wchodzić w kompetencję tych co latami karmili swoje ciało i umysł godzinami pasaży i czegoś tam, ale to temat który wcale nie jest mi obcy. By grać, rozwijać się, nagrywać i karmić publiczność działaniem na poziomie potrzeba pieniędzy.
Awatar użytkownika
olekblues
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1708
Rejestracja: lutego 6, 2008, 7:45 pm
Lokalizacja: Kalisz

Postautor: Robert007Lenert » czerwca 6, 2011, 10:03 pm

Wracajac do glownego watku. Ja to widze tak. Nie grac za mniej niz 200 na leb po odliczeniu kosztow. Trzymac sie tego twardo. Kiedys pare lat temu grajkowie trzymali sie razem. w latach 90-tych nie grali za mniej jak po 100 na leb i nie bylo zmiluj a 100 w 97 to bylo troche.
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: Roj » czerwca 7, 2011, 5:32 am

Robert007Lenert pisze:O dziwo piwo w butelce /tez zywiec/ jest tansze. Tez dzisiaj sprawdzalem.
Może to cena z kaucją za kegę ?
Awatar użytkownika
Roj
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7322
Rejestracja: sierpnia 8, 2009, 7:16 am
Lokalizacja: Rzeszów

Postautor: karambol » czerwca 7, 2011, 7:11 am

Jest prawie połowa roku a w moim mieście do tej pory zorganizowano 3-4 koncert okołobluesowe przy żenująco niskiej frekwencji. Koncerty oczywiście darmowe. Organizatorzy liczyli, że wzmożona konsumpcja zrekompensuje koszty. I się mocno przeliczyli. Rozmawiałem z właścicielami dwóch lokali w których grywany był blues. Pytałem dlaczego przestali organizować koncerty bluesowe. Usłyszałem od nich to czego się spodziewałem - nie opłaca się. Mówili mi że usilnie poszukują sposobu aby przyciągnąć ludzi do swoich lokali i koncerty potraktowali jako sposób na uatrakcyjnienie pobytu. Karaoke, wspólne oglądanie meczy, darty, bilard to mają wszyscy. Oni spróbowali z bluesem. Niestety nie udało się bo zainteresowanie było marne. Po prostu. I nie chodzi tu o ceny piwa, kawy czy innych napoi bo nikt nikogo nie zmusza do kupowania czegokolwiek w barze. Dodatkowo od czasu kiedy wprowadzono zakaz palenia komfort przebywania w lokalu znacznie wzrósł. Nic tylko przychodzić i słuchać.
Pewnie, że muzycy mogą powołać związek zawodowy, stowarzyszenie czy cokolwiek takiego lub w inny mniej formalny sposób ustalić między sobą minimalną stawkę za jaką się gra. Po prostu trzeba się szanować i za psi grosz nie grać. Tylko co z tego? Kiedy będzie to zbyt trudne do udźwignięcia przez organizatorów to oleją wykonawców bluesowych. Bo to wolny rynek i decyduje prawo popytu i podaży. Dopóki popyt nie wzrośnie nic na lepsze się nie zmieni.
Ktoś tu napisał, że koncerty metalowe się "sprzedają" bo metalowcy są bogatsi. Duży błąd i uproszczenie - po prostu popyt na metal jest zdecydowanie większy niż na bluesa. Ludzie chcą tego słuchać. Na pocieszenie mogę podać że rockowcy od progresywnego grania mają jeszcze gorzej. Na jednym z forów poświęconym tej muzyce czytałem posty w których zazdrośnie spogląda się na bluesowe imprezy, które przyciągają więcej ludzi niż te z progresywnym rockiem.

Po co tyle miejsca w tym wątku poświęcacie cenie piwa? To jest problem? Bo niby jak piwo będzie po 2zł to będzie gitesowo - liczba koncertów się zwiększy, zainteresowanie bluesem wzrośnie, zarobki muzyków wzrosną?
Awatar użytkownika
karambol
Administrator
Administrator
 
Posty: 2428
Rejestracja: czerwca 24, 2004, 4:57 pm
Lokalizacja: Białystok

Postautor: Robert007Lenert » czerwca 7, 2011, 8:55 am

Karambol zbyt serio bierzesz to o piwie i "bogactwie" metalowcow. Roj zdryfowal a ze ja wiem /normalnie robie imprezy to moja robota i musze to tez wiedziec, bo prowadze negocjacje/. To napisalem jak sytuacja "piwna" wyglada. A co do metalowcow dokladnie chodzi o popyt i o to ze oni sa mniej leniwi i chodza na platne koncerty. Kupuja tez plyty. Co do frekwencji. Sztuka jest tak zorganizowac koncert by ludzie przyszli. Mnie sie udaje na Galicja Blues. Mam sale na 650 miesc i bilety po 35 zl i przychodza. Czyli da sie. Ba u mnie wejscie na przesluchania konkursowe tez kosztuje i od kiedy kosztuje ludzie tez przychodza. Jak bylo za free to konkurs swiecil pustkami. Co do stawek minimalnych /ja to nazywam min soocjalne/ to akurat ja jestem nieugiety. Wole zagrac mniej koncertow za sensowne pieniadze niz sie ujezdzic i grac za grosze. Dobra stawka za klub to 2000. Mnie sie nie udalo jej przeskoczyc /wyrownac owszem:)/, ale np w domach kultury mozna powalczyc o 3000 i wiecej. Festiwale placa zwykle od 2 w gore, ale nieczesto dochodza do 3. Poza stawka trzeba byc tez upartym i zyczyc sobie hotel i jedzonko, to sie da zrobic.
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: karambol » czerwca 7, 2011, 9:33 am

W Białymstoku na "Jesień z Bluesem" też są komplety a nawet nadkomplety. Tylko to jest święto a od święta to nawet i heretyk pójdzie do kościoła (choćby z ciekawości lub nudów). A codzienność? No bida z nędzą. Metalowcy wcale nie są mniej leniwi niż bluesfani. Ich po prostu jest więcej. Jeżeli w danej miejscowości jest 50 miłośników bluesa i jest organizowany koncert to ktoś jest chory, ktoś wyjeżdża, ktoś idzie na imieniny do cioci i na koncert przychodzi 15 ludzi. Miłośników metalu jest z 10 razy więcej (lekko licząc) to i na koncert przyjdzie ich ze 150 i jest ok.
To jest główny problem - popyt na bluesa jest mizerny. Niestety. Kiedy głównym kryterium organizacji koncertu jest zarobek lokalu blues niestety przegra. Trzeba zadbać o popyt na bluesa. Jak? Nie mam bladego pojęcia. Ale pamiętam wcale nieodległe czasy kiedy pewien kultowy lokal prowadził były muzyk. Miłośnik bluesa, rocka i każdego grania na żywo (Maniek pozdrawiam cię serdecznie). Zapraszał muzyków z Polski (dopłacając do interesu), były wigilie bluesowe, organizował jamsessions z prawdziwego zdarzenia po prostu robił to z potrzeby serca a nie kieszeni. I działo się oj działo. Niestety interes sprzedał i po ptokach. Podobnie z lokalami wspomnianymi wyżej, które próbowały zainteresować ludzi koncertami bluesowymi ale zaprzestały. Pewnie gdyby starczyło im cierpliwości i takie koncerty organizowali regularnie plus rzetelna reklama być może wyrobiliby w słuchaczach nawyk przychodzenia na koncerty. To trochę tak jak z Franciszkiem Smudą. Często powołuje nowych piłkarzy na mecze reprezentacji i wpuszcza ich na boisko w 86min. Gość nie ma szans pokazania swoich możliwości a po meczu trener marudzi, że piłkarz się nie wykazał i idzie w odstawkę.
Innym zagadnieniem jest mentalność Polaków. Znajomy w moim wieku (czyli mocno średnim wieku) uważa że chodzenie do jakichś pubów uwłacza jego godności - z gównażerią się będę bratał? powiada. Chociaż bluesa lubi i płyty również wykonawców polskich kupuje i na Jesień z Bluesem chadza i w pierwszym rzędzie siada.
Awatar użytkownika
karambol
Administrator
Administrator
 
Posty: 2428
Rejestracja: czerwca 24, 2004, 4:57 pm
Lokalizacja: Białystok

Postautor: Darekk66 » czerwca 7, 2011, 11:09 am

Się odezwę jako widz, słuchacz i uczestnik. Problem jest bardziej złożony i ceny piwa za bardzo nie grają tu roli. Na koncertach często ludzie siedzą przez 2-3 godziny przy jednym , czasami dwóch piwkach. :D . W mieście stołecznym Ostrowie Wlkp. koncerty bluesowe odbywają się w 2 miejscach , w OCK i w „Fanaberii”. Jako że często na nich bywam widzę wszędzie tych samych ludzi. Jest to stała ekipa ok. 30 osób, które bywają i uczestniczą. Do tego dochodzi trochę osób które pojawiają się bardzo wybiórczo. Przyciągnąć więcej niż 100 osób potrafią tylko tzw. Nazwiska oraz flagowe imprezy typu „Jimiway”. Te dwa koncertowe miejsca biją się o publikę. Z czego „Fanaberia” w momencie pojawienia się „Małej sceny” OCK stanęła na straconej pozycji. Ma mniejsze możliwości organizacyjne i finansowe. Dlatego tak dawno nie było tam ciekawego koncertu. Rynek jest ograniczony.
Po drugiej stronie stoją muzycy. Wiadomo, że nie będą grać za friko czy też dopłacać do interesu. Wydaje mi się ,że bez wsparcia sponsorów nie bardzo da się wszystkich zadowolić a sponsorzy do wydawania kasy są nie bardzo chętni i koło się zamyka.
Widz najchętniej przyjdzie na kogoś kogo zna. Podejrzewam ,że Gienek Loska obecnie zapełni salę na kilkaset miejsc, ale kto oprócz niego i powiedzmy Dżemu? Mamy wspaniałych muzyków i rewelacyjne kapele ale jeśli „Tangerine” na koncerty sław zza oceanu w Stolicy nie ściąga tłumów to komu się to uda i jak?
Blues i inne formy okołobluesowe to muzyka i elitarna i niestety cały czas niszowa.
A propos rocka to jakieś 2-3 lata temu byłem w naszym wspaniałym mieście na koncercie grupy „Mech”. Kapela , która kiedyś grała przed największymi tuzami rocka zgromadziła 25 osób na widowni………i dała kapitalny koncert :D , podobnie zresztą jak „Los Agentos” w starej Sali klubowej OCK, którzy zagrali w miłej rodzinnej atmosferze dla kilkunastu osób.
Dodam jeszcze ,że najbardziej mnie boli mała ilość młodzieży na tych koncertach, Średnia wieku to 35+. Dzieciaki z jednej strony nie mają kasy , a z drugiej są rozpuszczone przez darmowe imprezy. Jak maja wydać jakąś sumę na bilet to już ostro kalkulują :evil:
Darek Kępiński
Awatar użytkownika
Darekk66
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 4658
Rejestracja: listopada 9, 2008, 8:02 pm
Lokalizacja: Ostrów Wlkp.

Postautor: rocken » czerwca 7, 2011, 11:40 am

Moim zdaniem należy też zwrócić uwagę na sprawę większej konkurencji wśród zespołów i muzyków którzy prezentują przyzwoity poziom niż było to np. 20lat temu. Wówczas była dość nieliczna tzw. pierwsza liga zespołów profesjonalnych mogących koncertować w całej Polsce, natomiast po za tym była spora przepaść do kolejnej grupy muzyków bo dalej to były już tylko lokalne amatorskie zespoły. Dziś muzycy nawet amatorzy lub zaczynający przygodę z muzyką dysponują całkiem niezłym sprzętem (którego jeszcze 20lat mogli zazdrościć wielkie gwiazdy naszej sceny), możliwością promocji w całym kraju (internet) a także nagranie płyty i wydanie własnymi siłami nie jest już większym problemem przy obecnym homerecordingu. I obecnie oczywiście jest również jakaś tam nazwijmy to pierwsza liga, ale wykształciła się również spora grupa muzyków/zespołów półprofesjonalnych grających bardzo przyzwoicie i mogących koncertować po całej Polsce. No i nie ma co ukrywać ilość imprez w Polsce znacznie wzrosła jest zdecydowanie tego więcej i można przebierać. Proszę popatrzyć jakie kapele obecnie grają na Juwenaliach ( w Warszawie na Ursynaliach grały zespoły choć to trochę muzyka z innej bajki) ale jeszcze 15lat temu którakolwiek z tych kapel gdyby zagrała koncert w Polsce organizatorzy dostali by Frederyka za wydarzenie roku. Ale faktycznie obecnie chyba brakuje młodych artystów którzy ciągnęli by może trochę bardziej w komercyjnym wydaniu ale muzykę o korzeniach blues/rockowych. Pewnie to też wina mediów i dużych wytwórni płytowych że nie chcą na większą skale promować tego typu grania, a na zachodzie jednak pomaga się bardziej muzyce tego pokroju i gra się Johna Mayera itp. A przez to można zainteresować pewną grupę ludzi aby zainteresowali się artystami mniej znanymi na sceny bluesowej. Gdy grał Dżem z Ryśkiem na Rawie, spodek był pełny, dziś jak bywa z frekwencją na Rawie każdy wie na tym forum.
Awatar użytkownika
rocken
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7648
Rejestracja: września 27, 2008, 11:58 am
Lokalizacja: Warszawa/Tomaszów-Maz.

Postautor: Robert007Lenert » czerwca 7, 2011, 10:13 pm

B&B pisze:
Robert007Lenert pisze:Ponadto Amazon to tylko czesc sieci dystrybucji. Moge powiedziec tylko tyle, ze bardzo kosztowna czesc, Podobnie jak iTunes. Sa potentatami na swiecie i w zwiazku z tym sie bardzo cenia.

Sugerujesz, że za tą prestiżową obecność w katalogu Amazon musieliście sporo zapłacić? I to sie opłaca biznesowo? Czy raczej tylko właśnie "prestiżowo"?
Tak to kosztuje i to sporo. Nie my placimy a nasz dystrybutor ten z USA. On tez placi za przyznanie nr ISO ktorymi oznaczono wszystkie kompozycje. Bez umowy z ISO / kodow wszystkich kompozycji/ dystrybucja nie jest mozliwa. A czy sie oplaci. Nie wiem. My nic nie ryzykujemy. Cala kase wpakowali Amerykanie. Poprostu uznali, ze warto zaryzykowac. Natomiast wysylka plyt z Polski do USA to juz nasze koszty, niestety nie sa one male. Dlatego koncentracja jest na dystrybucji cyfrowej /nizszy koszt dla nich a dla nas prawie zerowy - wyslanie 6 plyt jako fizycznych nosnikow w celu ich skatalogowania i czegos tam jeszcze/
Awatar użytkownika
Robert007Lenert
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7074
Rejestracja: października 22, 2004, 5:31 pm
Lokalizacja: Galicja, to oczywiste:)

Postautor: azazzello » czerwca 8, 2011, 9:45 am

karambol pisze:To jest główny problem - popyt na bluesa jest mizerny. Niestety.
Kiedy głównym kryterium organizacji koncertu jest zarobek lokalu blues niestety przegra.
Trzeba zadbać o popyt na bluesa. Jak? Nie mam bladego pojęcia.


Jesli popyt jest jest mizerny to znaczy ze nie ma roznorodnej i atrakcyjnej podazy... Z drugiej strony rocken pisze ze jest w czym wybierac...

Ja nie widze w polskiej niszy bluesowej tej masy polprofesjonalnych zespolow, w ktorych mozna przebierac. Oferty festiwalowe to z grubsza zbior tych samych nazw w roznych zestawieniach. Nawet jesli graja tam sami wirtuozi a poziom to gorna polka... to w ten sposob mozna szybko zarznac nawet tak holubionego tu Bonamasse i w koncu nie da sie uniknac odruchu wymiotnego i pustych knajp..

Ale moze sie myle.. To jak to jest z ta podaza?
Awatar użytkownika
azazzello
blueslover
blueslover
 
Posty: 741
Rejestracja: sierpnia 17, 2006, 2:51 pm

Postautor: rocken » czerwca 8, 2011, 10:06 am

azazzello pisze:Jesli popyt jest jest mizerny to znaczy ze nie ma roznorodnej i atrakcyjnej podazy... Z drugiej strony rocken pisze ze jest w czym wybierac...


Kilka przykładów na czerwiec w Warszawie z okolic około bluesowych:

2 czerwca - Vasti Jackson/Felton Crews/Zawadzki - nie licząc znajomych p. Zawadzkiego było chyba z 8osób.

11 czerwca - Ten Years After

16 czerwca - Harry Manx

21 czerwca - Jeff Beck

22 czerwca - Carlos Santana
Awatar użytkownika
rocken
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7648
Rejestracja: września 27, 2008, 11:58 am
Lokalizacja: Warszawa/Tomaszów-Maz.

Postautor: karambol » czerwca 8, 2011, 10:10 am

azazzello pisze:Ale moze sie myle.. To jak to jest z ta podaza?

Moim zdaniem lepiej niż z popytem.
Weźmy np. ciebie. O ile dobrze ciebie i twój zespół na youtbie rozpoznałem to jesteś jednym z moich największych "podaży". Dlaczego nie grasz więcej? Nie chcesz? Czy może mały popyt cię ogranicza?
Awatar użytkownika
karambol
Administrator
Administrator
 
Posty: 2428
Rejestracja: czerwca 24, 2004, 4:57 pm
Lokalizacja: Białystok

Postautor: karambol » czerwca 8, 2011, 10:19 am

rocken pisze:
azazzello pisze:Jesli popyt jest jest mizerny to znaczy ze nie ma roznorodnej i atrakcyjnej podazy... Z drugiej strony rocken pisze ze jest w czym wybierac...


Kilka przykładów na czerwiec w Warszawie z okolic około bluesowych:

2 czerwca - Vasti Jackson/Felton Crews/Zawadzki - nie licząc znajomych p. Zawadzkiego było chyba z 8osób.

11 czerwca - Ten Years After

16 czerwca - Harry Manx

21 czerwca - Jeff Beck

22 czerwca - Carlos Santana

To zagranica. A moja podaż krajowa, którą chętnie bym w Białymstoku posłuchał (kolejność przypadkowa i wymieniam tylko tych którzy albo wcale albo dawno u nas nie grali) :
- Around The Blues
- Szulerzy
- Bartek Łęczycki w każdej postaci
- Highway
- Ścigani
- Breakmaszyna
- Osły (lub Jasiu Gałach w każdej postaci)
- J. Pilarska
- M. Wojtowicz
- P. Szymański
- Devil Blues tak tak wieki w Białymstoku nie grali a mają blisko
- Marek Makaron
- Grzegorz Kapołka
- Big Fat Mama
- Bluesmaszyna
- Outsider
- Outsider Blues
and many many more
Awatar użytkownika
karambol
Administrator
Administrator
 
Posty: 2428
Rejestracja: czerwca 24, 2004, 4:57 pm
Lokalizacja: Białystok

Postautor: rocken » czerwca 8, 2011, 11:02 am

Więc może skoro podaż muzyków zachodnich nie jest mała i tam również różnie bywa z frekwencją nasza rodzima jest może zbyt mało atrakcyjna i ciekawa ?
"Moja muzyka jest niemodna, wiec nigdy z mody nie wyjdzie" - Mark Knopfler
"Zarówno w życiu, jak i muzyce chodzi przede wszystkim o styl" - Miles Davis
Awatar użytkownika
rocken
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7648
Rejestracja: września 27, 2008, 11:58 am
Lokalizacja: Warszawa/Tomaszów-Maz.

Postautor: Paweł Stomma » czerwca 8, 2011, 11:03 am

Ech.. zagrało by sie w Białymstoku... :)
Ja chciałem napisac jedna rzecz, o której juz Robert troche wspominał. Rozumiem problemy tych właścicieli knajp, bo kilku moich znajomych tez np. "padło" Ale często popełniają jeden podstawowy błąd. Darmowy koncert, to nie jest dobry pomysł. Niech chociac pare groszy kosztuje, jak to ma niby ograniczać (w co nie wierzę) ale niech kosztuje! My już chyba (jako państwo) ten taki okres "heroiczny" to mamy juz za sobą, a podejrzewam, że przy koncertach biletowanych frekwencja po prostu będzie większa. Poza tym biletowanie zmusi organizatora do porządnego rozreklamowania koncertu. No może faktycznie ten Białystok to jakas "pustynia bluesowa" ale troche nie wierzę. :wink: PORZĄDNIE przygotowany i rozreklamowany koncert to MUSI pójść! A nawet jak pierwsze dwa będą klapą (przy założeniu o tej pustyni) to trzeci MUSI wypalić! Cudów nie ma. Tylko czasy takiej bylejakości to juz chyba minęły. Czasy, gdy na grillu przy drodze można się było dorobić Merca. Tak organizowane koncerty, jak pisał Titto - plakat przy kiblu itd, to po prostu nie powinny sie udawać. To, że ludzie jeszcze myślą, że sie uda, to jest jakis relikt z przeszłosci. A zespoły tyz nie powinhny na takie warunki sie godzic, bo to psuje rynek.
Pozdrawiam
Dont you step on my blue suede shoes.
You can do anything but lay off of my blue suede shoes

https://www.facebook.com/Breakmaszyna
Awatar użytkownika
Paweł Stomma
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 3105
Rejestracja: czerwca 9, 2008, 8:52 pm
Lokalizacja: Częstochowa

Postautor: azazzello » czerwca 8, 2011, 11:32 am

karambol pisze:
Weźmy np. ciebie. O ile dobrze ciebie i twój zespół na youtbie rozpoznałem to jesteś jednym z moich największych "podaży". Dlaczego nie grasz więcej? Nie chcesz? Czy może mały popyt cię ogranicza?


Ten nasz zespol to raczej typowa dla naszego "rynku" amatorka wynikajaca z tzw. prozy zycia. Grac sie chce i bedziemy grac, robimy na biezaco tyle ile w danym okresie mozemy i potrafimy, miesiac temu nagralismy demo a teraz rodza sie dzieci :wink:

A wracajac do mojego pytania, to nie zrozumielismy sie... Ja pytalem o podaz zespolow z Polski, ktore pojawiaja sie gdzies lokalnie, sa Wam znane i reprezentuja przyzwoity poziom. Nazwy, ktore podajecie to juz zespoly o mniej lub bardziej ugruntowanej pozycji na naszej scenie. A moze nie zostala przekroczona "masa krytyczna" poza ktora , "gwiazdy" powinny zaczac zauwazac ze jest "konkurencja" i warto albo trzeba ruszyc d... poza festiwale (na festiwalach i innego typu imprezach masowych mozna posluchac tych ludzi, ktorych wymieniles)...
Czy zorganizowanie analogicznej imprezy do Blues Challenge, np. wylacznie dla polskich zespolow, gdzie przesluchuje sie w konkursie dziesiatki zespolow reprezentujacych wysoki poziom, gdzie w konkursie biora udzial rowniez te "duze" nazwiska (w Memphis np. Carlos del Junco wcale nie mial latwego zadania zeby przekonac jury do swojego projektu) mialoby w Polsce sens? Ja nie wiem, pytam bo nie mam rozeznania jak to wyglada od tej strony podazy, ale wyobrazam sobie ze z takiego tygla mogloby sie porzadnie zadymic...Poki co mam wrazenie ze tkwimy troche w samozadowoleniu...
Awatar użytkownika
azazzello
blueslover
blueslover
 
Posty: 741
Rejestracja: sierpnia 17, 2006, 2:51 pm

Postautor: karambol » czerwca 8, 2011, 11:58 am

azazzello pisze:A wracajac do mojego pytania, to nie zrozumielismy sie... Ja pytalem o podaz zespolow z Polski, ktore pojawiaja sie gdzies lokalnie, sa Wam znane i reprezentuja przyzwoity poziom. Nazwy, ktore podajecie to juz zespoly o mniej lub bardziej ugruntowanej pozycji na naszej scenie. A moze nie zostala przekroczona "masa krytyczna" poza ktora , "gwiazdy" powinny zaczac zauwazac ze jest "konkurencja" i warto albo trzeba ruszyc d... poza festiwale (na festiwalach i innego typu imprezach masowych mozna posluchac tych ludzi, ktorych wymieniles)...

Komu znane? Nam forowiczom i tej garstce zainteresowanych. Statystycznemu miłośnikowi muzyki na żywo z okolic bluesa nawet JJBand jest nieznany. Z listy jaką podałem zdecydowana większość nigdy w Białymstoku nie grała i są oni tak samo nieznani jak ci "obiektywnie" nie znani. A ja uważam, że ten tort jaki jest do podziału na rynku jest zdecydowanie za mały. Ci znani, starzy wyjadacze potrafią zadbać o to aby to im przypadła największa i najsmakowitrza część. Pomyśl tylko gdyby z jakichś powodów nagle przyszła moda na bluesa, ludzie dopominali sie o koncerty w ich miejscowościach, tłumnie uczestniczyli w biletowanych imprezach. Prędzej czy później zrobi się miejsce i ssanie na nowych bo ci starzy raz, że nie obskoczą wszystkiego a dwa u słuchaczy dość szybko może przyjść znudzenie starymi i znanymi i wtedy zrobi się zapotrzebowanie na nowości. A potrzeba jak wiadomo jest matką wynalazku. I jak piszesz masa krytyczna nie została przekroczona ale z powodu jaki podałem wyżej. Ja tak to widzę z północno-wschodnich rubieży.
azazzello pisze:Czy zorganizowanie analogicznej imprezy do Blues Challenge, np. wylacznie dla polskich zespolow, gdzie przesluchuje sie w konkursie dziesiatki zespolow reprezentujacych wysoki poziom, gdzie w konkursie biora udzial rowniez te "duze" nazwiska (w Memphis np. Carlos del Junco wcale nie mial latwego zadania zeby przekonac jury do swojego projektu) mialoby w Polsce sens? Ja nie wiem, pytam bo nie mam rozeznania jak to wyglada od tej strony podazy, ale wyobrazam sobie ze z takiego tygla mogloby sie porzadnie zadymic...Poki co mam wrazenie ze tkwimy troche w samozadowoleniu...

Kilka konkursów już mamy. Na konkursie na Rawie w szranki stają i ci trochę znani i ci mniej znani. Wiele dobrego słyszałem o poziomie artystycznym zespołów konkursowych na Bluesroads. Tylko co dalej? Ktoś na takim konkursie wygra czy dobrze się zaprezentuje i co z tego?
Awatar użytkownika
karambol
Administrator
Administrator
 
Posty: 2428
Rejestracja: czerwca 24, 2004, 4:57 pm
Lokalizacja: Białystok

Postautor: karambol » czerwca 8, 2011, 12:13 pm

Na bardziej obrazowe porównanie tego jak ja to widzę taki przykładzik. Mamy duży zbiornik na wodę - to podaż. Ze zbiornika tego wychodzi cieniutka rureczka - to popyt. Woda leniwie kapie i nie ważne czy ten zbiornik jest pełny czy prawie pusty - przy takim cieniutkim odpływie będzie kapało do usranej śmierci i nikomu nie przyjdzie do głowy aby poszerzyć odpływ bo mało ludzi na tę wodę czeka. No kiedyś w końcu wykapie i to jest przekroczenie masy krytycznej.
A co gdy wstawimy tam wielgaśne rursko o gigantycznym przekroju? Ano woda szybko będzie ubywała i koniecznie trzeba tam dolewać bo jak zabraknie to odbiorca wody (słuchacz) poszuka sobie innego zbiornika a to za granicą, a to może z innym płynem (czytaj gatunkiem muzycznym).
Ostatnio zmieniony czerwca 8, 2011, 12:22 pm przez karambol, łącznie zmieniany 2 razy
Awatar użytkownika
karambol
Administrator
Administrator
 
Posty: 2428
Rejestracja: czerwca 24, 2004, 4:57 pm
Lokalizacja: Białystok

Postautor: B&B » czerwca 8, 2011, 12:16 pm

Czy w Olsztynie jest pustynia? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć...
Pomijając ONB koncerty bluesowe nie cieszą się frekwencją. Ale są wyjątki - tu kłania się... tradycja! Klienta/słuchacza trzeba wychować, przywiązać i jak się już uda to potem można mu sprzedać wszystko.
Ten wyjątek to MOK, który organizuje Olsztyńskie Dobranocki Bluesowe. Raz w miesiącu, od jesieni do maja, od wielu, wielu lat - przedtem to się co prawda inaczej nazywało i inni ludzie to prowadzili, ale ziarno rzucone kiedyś ciągle powoduje, że tych kilkadziesiąt osób przychodzi. Teraz, od 2-ch lat, przychodzą do bunkra pod amfiteatrem gdzie jest koszmarna akustyka dla nie-akustycznych kapel, a oni przychodzą, z rozpędu, z przyzwyczajenia, z nawyku? Ja tam chodzę jak już "muszę", bo uszy bolą od tych betonów a oni - niezależnie czy grają nasi czy zagraniczni - przychodzą! A bilety wcale nie są tanie (20-30zł) Normalnie fenomen ;)

Był tez 2-gi wyjątek - Bohema Jazz Club (już nie istnieje, a właściwie zamknięty z powodu przenosin w nowe miejsce) - sala beznadziejna koncertowo ale szefostwo, głównie dzięki koncertom jazzowym, publikę zdobyło i wiele okołobluesowych koncertów też się odbyło i zawsze było tłumnie.

Innym (np. pub artystyczny SOWA) się niestety juz tak nie udaje, mimo że próbują od lat...
Awatar użytkownika
B&B
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7039
Rejestracja: października 9, 2005, 10:14 pm
Lokalizacja: spod lasu...

Postautor: rocken » czerwca 8, 2011, 12:22 pm

No tylko czy ten zbiornik jest pełen tej wody ? Sprawnie odgrywających standardy bluesowe to zgoda że jest tego coraz więcej.

Kto w przekroju 15-20 lat pojawił się na scenie muzycznej z polski rozpoznawalny nie tylko w środowisku bluesowym ? bez takich lokomotyw jakim była kiedyś grupa Dżem chyba ciężko o sukces komercyjny. Do dziś przypadkowo napotkanemu zadając pytanie aby wymienił polskich artystów bluesowych pada odpowiedź: Dżem, Nalepa, Irek Dudek, Nocna zmiana Bluesa, rzadziej już Kasa Chorych, a to przecież artyści można rzec weterani jak nie dinozaury sceny bluesowej.

Ostatnio myślałem że może Ścigani jakoś szerzej wypłyną no a teraz to chyba nadzieja w Gienku.
Awatar użytkownika
rocken
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7648
Rejestracja: września 27, 2008, 11:58 am
Lokalizacja: Warszawa/Tomaszów-Maz.

Postautor: Jurek Muszynski » czerwca 8, 2011, 12:29 pm

Trochę stanę tutaj Robert w opozycji z Twoim zdaniem nt. minimum socjalnego.

Moglibyśmy przyjąć, że mamy po prostu za mały rynek i nie ma w nim miejsca na życie z bluesa. Ot - grywa się go amatorsko co piątek po pracy, jak niegdysiejsi czarni pracownicy amerykańskich plantacji. Mieli o tyle łatwiej, że nie było gier komputerowych ani mp3 - więc muzyka na żywo była jedną z niewielu rozrywek, obok obmacywania panien w krzakach.

Zgodziłbym się na zamknięcie sprawy powyższym akapitem, gdyby nie oglądane na codzień "polskie" podejście do biznesu i wszelakiego działania. Jesteśmy pierwszym dorosłym pokoleniem żyjącym w kapitaliźmie. I nie nauczyliśmy się, że jeżeli sami czegoś nie zrobimy porządnie, to nikt za nas tego nie zrobi. Szef klubu nie wiesza plakatów? Możemy na niego ponarzekać na forum, ale lepiej zrobić to samemu. Nikt nie chce zainwestować w młodą kapelę? Rzucić fajki i uzbierać na studio i plakaty. Nie przychodzą na nasze koncerty? Nagrać na telefon nasz występ i zobaczyć jak to naprawdę wygląda. Nie płacą gaży? Grać za piwo albo za darmo. Dlatego, że to jest nasz i tylko nasz - muzyków interes, żeby nauczyć się grać! A z przykrością stwierdzam, że nie ma w Polsce zespołu, za którego koncert bym zapłacił, włącznie oczywiście z moim własnym.

Ten temat rozwinąłem trochę w wątku o spółdzielni.

Podsumowując: jak zauważył Paweł Stomma, czasy łatwego dorobienia są już dawno za nami. Jest ostra konkurencja, nie tyle nawet wśród samych muzyków, co ze strony innych form rozrywki. Nikt za nas nie uczyni naszej propozycji atrakcyjną. Obmacywanie panien zostało, ale oprócz gier komputerowych i mp3 jest jeszcze kino 5D. A rynek malutki i poziom słyszenia Kowalskiego - oj, mizerniutki.

Jeszcze na koniec polecę Wam film El Sistema - o szkołach muzycznych w Wenezueli i jaki jest efekt po 30 latach. Do takiego sukcesu potrzebny jest ktoś, kto mimo otoczenia potrafi schować własne ego do kieszeni i po prostu działa.
Awatar użytkownika
Jurek Muszynski
bluesman
bluesman
 
Posty: 202
Rejestracja: grudnia 30, 2008, 9:47 am
Lokalizacja: Watford

Postautor: karambol » czerwca 8, 2011, 12:33 pm

rocken pisze:Kto w przekroju 15-20 lat pojawił się na scenie muzycznej z polski rozpoznawalny nie tylko w środowisku bluesowym ?

A gdyby przypadkowo napotkanemu zadać pytanie aby wymienił polskich artystów jazzowych? Pewnie Możdżer no i może w porywach Stańko i co dalej? Koniec. A kto w Polsce szerzej zna Riverside? Gdyby nie flirt Dody z Nergalem Behemota też nikt by nie kojarzył. A i jedni i drudzy w Europie a i na świecie też są rozpoznawani. Tylko czy przez wszystkich? No nie tylko tych zainteresowanych. Taki los tych wszystkich z poza mainstreamu. Ale to moim zdaniem wykracza poza temat tego wątku. I nie wierzę, że jest taki kraj na świecie (łącznie z USA), że przypadkowo spotkany na ulicy przechodzień wymieni nazwy wykonawców bluesowych z danego kraju ba nawet tak w ogóle wykonawców bluesowych. Bo to nisza. Wszędzie. Chociaż Derek Sivers, szef CD Baby, największej niezależnej firmy dystrybucyjnej na świecie, pisał kiedyś, że siła tkwi w tysiącu nisz, a nie w jednym głównym nurcie. I coś w tym jest.
Awatar użytkownika
karambol
Administrator
Administrator
 
Posty: 2428
Rejestracja: czerwca 24, 2004, 4:57 pm
Lokalizacja: Białystok

Postautor: B&B » czerwca 8, 2011, 1:02 pm

Jurek Muszyński pisze: Dlatego, że to jest nasz i tylko nasz - muzyków interes, żeby nauczyć się grać! A z przykrością stwierdzam, że nie ma w Polsce zespołu, za którego koncert bym zapłacił, włącznie oczywiście z moim własnym.

Naprawdę :shock: Właściwie to ci w takim razie współczuję, choć z drugiej strony to zaoszczędzisz trochę grosza ;)
Awatar użytkownika
B&B
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7039
Rejestracja: października 9, 2005, 10:14 pm
Lokalizacja: spod lasu...

Postautor: rocken » czerwca 8, 2011, 1:03 pm

karambol pisze:
rocken pisze:I nie wierzę, że jest taki kraj na świecie (łącznie z USA), że przypadkowo spotkany na ulicy przechodzień wymieni nazwy wykonawców bluesowych z danego kraju ba nawet tak w ogóle wykonawców bluesowych. Bo to nisza.


Myślę że nie do końca się zrozumieliśmy, chodzi mi o wykonawców tak naprawdę którzy wyrośli lub nawiązują do bluesa a którzy istnieją również w mainstreamie.
Dżem przecież dla wielu to nie żaden blues, Dudek z Shakin'Dudi też nie grał blues z delty mississippi, a bez takich muzyków chyba jeszcze byłoby gorzej z środowiskiem bluesowym obecnie w Polsce. Przynajmniej tak mi się wydaje. A co przecież przekłada się również na finanse całego środowiska.

Co do samego tematu i postulatów Roberta, należało by się zastanowić kto może żądać tych 200zł na głowę, czy wystarczy być posiadaczem gitary, mieć nagraną płytę lub jakąś określaną ilość jej sprzedaży. Myślę ze postulaty muzycznej „kuroniówki” są trochę archaiczne i niestety rynek to musi regulować.
Awatar użytkownika
rocken
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7648
Rejestracja: września 27, 2008, 11:58 am
Lokalizacja: Warszawa/Tomaszów-Maz.

Postautor: azazzello » czerwca 8, 2011, 1:03 pm

karambol pisze:Kilka konkursów już mamy. Na konkursie na Rawie w szranki stają i ci trochę znani i ci mniej znani.
Wiele dobrego słyszałem o poziomie artystycznym zespołów konkursowych na Bluesroads.
Tylko co dalej? Ktoś na takim konkursie wygra czy dobrze się zaprezentuje i co z tego?


Sluszne pytanie, pewnie niewiele z tego wyniknie w kontekscie problemu o kt. piszemy, ale moze ten potencjal, z ktorego faktycznie cos moze wyniknac jest gdzies w tle sukcesu zwyciezcy? Ale na to pytanie moga odpowiedziec tylko ci do ktorych splywaja zgloszenia na przeglady, ci ktorzy mieli okazje przesluchac nadeslane dema. Na scene takiego festiwalu wpuszcza sie kilka zespolow, a w tym czesc jest znana na "rynku". A ile jest zgloszen? Czytam tu i tam na forum, ze wielokrotnie wiecej , czesto organizatorzy pisza ze nie mogli sie opedzic od zespolow reprezentujacych fantastyczny poziom i mieli w zwiazku z tym olbrzymi problem by wylonic tych paru wybrancow. Czy to po prostu kurtuazyjne banaly, czy brak jaj, by zaryzykowac i spuscic z lancucha tych wszystkich, ktorzy poradza sobie na scenie?
Awatar użytkownika
azazzello
blueslover
blueslover
 
Posty: 741
Rejestracja: sierpnia 17, 2006, 2:51 pm

Postautor: karambol » czerwca 8, 2011, 1:11 pm

azazzello pisze: Czytam tu i tam na forum, ze wielokrotnie wiecej , czesto organizatorzy pisza ze nie mogli sie opedzic od zespolow reprezentujacych fantastyczny poziom i mieli w zwiazku z tym olbrzymi problem by wylonic tych paru wybrancow. Czy to po prostu kurtuazyjne banaly, czy brak jaj, by zaryzykowac i spuscic z lancucha tych wszystkich, ktorzy poradza sobie na scenie?

Na 99% to kurtuazyjne banały. O Rawie i Bluesroads napisałem nie bez kozery bo trochę byłem a trochę z wiarygodnych ust słyszałem. Sam prawie co roku jestem świadkiem jednego konkursu i poziom jaki tam jest prezentowany jest żenujący.
Awatar użytkownika
karambol
Administrator
Administrator
 
Posty: 2428
Rejestracja: czerwca 24, 2004, 4:57 pm
Lokalizacja: Białystok

Postautor: Jurek Muszynski » czerwca 8, 2011, 1:15 pm

B&B pisze:Naprawdę :shock: Właściwie to ci w takim razie współczuję, choć z drugiej strony to zaoszczędzisz trochę grosza ;)


Szkoda, że nie umiem oszczędzać ;) Mam orientację jak się gra, sam z rzadka uczestniczę w festiwalach, zabłądzę czasem na jakiś jam-session. Znam też powszechnie "obowiązujące" standardy. No i niestety, dzieli nas przepaść. Wolę wydać stówę na płytę blu-ray z koncertem Johna Mayera.

Poza wieloma różnicami dotyczącymi grania TU i TAM, jedna z nich dotyczy gaży za koncert dla młodej kapeli. TAM mówią - graj za darmo. Po pierwsze - musisz zagrać naprawdę wiele koncertów, zanim nabędziesz to Coś, po drugie zyskasz publiczność. A kiedy będziesz miał to Coś i publiczność - i tak zaczną Ci płacić. TU mówią: wiadomo co mówią. Zdanie Roberta nie jest odosobnione.

Dla smutnego usprawiedliwienia tego zdania dodam jeszcze, że jako naród posiadamy niską kulturę osobistą. Dlaczego to tutaj jest ważne? Dlatego, że przeciętny organizator koncertu w naszym pięknym kraju ma dla Ciebie tylko tyle szacunku ile bierzesz za koncert. To jest jedna z najbardziej codziennych i smutnych różnic pomiędzy Polską a światem cywilizowanym. Dlatego umiejętność schowania ego jest tak ważna w osiągnięciu powodzenia w każdym trudnym terenie. Co nam Polakom wychodzi niewiarygodnie trudno.
Awatar użytkownika
Jurek Muszynski
bluesman
bluesman
 
Posty: 202
Rejestracja: grudnia 30, 2008, 9:47 am
Lokalizacja: Watford

PoprzedniaNastępna

nowoczesne kuchnie tarnowskie góry piekary śląskie będzin świętochłowice zawiercie knurów mikołów czeladź myszków czerwionka leszczyny lubliniec łaziska górne bieruń

Wróć do Muzykowanie

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 17 gości

cron