Rawa Blues Festival 2016 - recenzja kuchenna

Piszcie o odbywających się Festiwalach bluesowych i nie tylko. Reklama i zwiazane z tym tematy.

Moderator: mods

Rawa Blues Festival 2016 - recenzja kuchenna

Postautor: Maciej''Hoffi'' » października 7, 2016, 6:54 pm

Muzyczna strona tegorocznego Rawa Blues Festival była świetna. Dlatego najpierw ambitnie chciałem zmierzyć się z gigantem i napisać recenzję po prostu z wielkiego wydarzenia muzycznego. Czyli – jeśli założyć, że duży festiwal jest podobny do restauracji – chciałem opisać smak potraw serwowanych w takiej wielkiej "bluesowej restauracji", profesjonalizm "kelnerów" oraz dyskretny, ale cudownie apetyczny, unoszący się w powietrzu zapach bluesa, serwowanego na najróżniejsze sposoby...

Ale jest bezspornym faktem: do tego, aby klient restauracji wyniósł z niej jak najlepsze wrażenia, niezbędna jest jeszcze dobrze funkcjonująca kuchnia. Tak samo jest z dużymi festiwalami muzycznymi. Niestety: kuchnia festiwalu Rawa Blues funkcjonuje źle – i, co niepokojące, proces ten postępuje. W tym roku było jeszcze gorzej, niż w ubiegłym. Co sprawiło (a wiem to nie tylko z autopsji, ale przede wszystkim z bezpośrednich rozmów z wieloma uczestnikami), że duża część "klientów" tej imprezy wynosi z katowickiego Spodka niesmak. Choć przecież "potrawy" serwowane podczas festiwalu są wyrafinowanie smaczne! Summa summarum mogłoby zatem być tak sympatycznie...

Pierwsza sprawa (od dawna wywołująca sprzeciw bluesmańskiej widowni i liczne komentarze) to zakaz wychodzenia ze Spodka podczas trwania koncertów. To znaczy: wyjść można, ale powrócić – już nie... Bywam na wielu imprezach muzycznych i nie znam drugiej tak dziwacznie pod tym względem zorganizowanej. A przypomnijmy, że na Rawa Blues Festival pierwsze koncerty zaczynają się jeszcze przed południem, a finał ma miejsce o północy. Czyli: przez ponad 12 godzin jesteśmy w Spodku po prostu uwięzieni! Jakie są tego następstwa? Przede wszystkim: głód i pragnienie.

Ktoś powie: co za problem; przecież na dużych festiwalach zawsze jest zaplecze gastronomiczne! Odpowiadam – pod tym względem w Spodku było w tym roku tragicznie. Ohydne fast-foody, tłusty żurek (którego zresztą dość szybko zabrakło), karmelizowane orzechy oraz wypieki cukiernicze – oto, co przez kilkanaście godzin mieliśmy zaproponowane w tym roku.

Może ktoś powiedzieć: trzeba było pomyśleć i wziąć swoje kanapki. Owszem - zabraliśmy je. Na nasze szczęście... Ale – daję słowo honoru – wnieśliśmy je do Spodka tylko dlatego, że po dłuższej dyskusji "na bramce" sympatyczny Pan Porządkowy łaskawie przymknął na nie oczy podczas rewizji naszych plecaków... Bo pierwsza wersja była jednoznaczna: żadnego obcego jedzenia wnoszonego do Spodka!

A propos rewizji podręczego bagażu festiwalowiczów Rawy Blues. To akurat nie pierwszy festiwal, na którym spotkałem się z tym kontrowersyjnym zwyczajem. Ale na innych tego typu imprezach jest on dla mnie zrozumiały, bo ma dwa cele: po pierwsze - zapobieganie wnoszeniu na imprezę narkotyków i narzędzi niebezpiecznych (na przykład broni); po drugie – ochronę interesów firmy piwowarskiej, która z reguły jest sponsorem danej imprezy; ale za to w zamian chce, aby uczestnicy danego festiwalu pili wyłącznie piwo jej produkcji.

Tyle tylko, że w trakcie Rawa Blues Festival w Spodku ŻADNEGO piwa się nie sprzedaje. Od lat jest to jedyna znana mi impreza bluesowa (i w ogóle muzyczna), na kórej oficjalnie ogłoszono prohibicję. O, przepraszam, nie pierwsza: z lat 80. ubiegłego wieku pamiętam, jak podczas Festiwalu Muzyków Rockowych 198x woziliśmy piwo z Krotoszyna do Jarocina. Komunistyczna władza uznała bowiem, że rock'n'rollowcom alkoholu lepiej nie sprzedawać. W Jarocinie i okolicznych wioskach "w zakresie dystrybucji alkoholu" działały więc tylko meliny...

Widać podobne zdanie, jak egzekutywa Komitetu Miejskiego PZPR w Jarocinie, prezentuje szefostwo Rawy. A pomimo tego i w komunistycznym Jarocinie, i w tegorocznym Spodku spotykałem uczestników "na rauszu". I to niezłym... Polak potrafi! :) Cóż: każda ingerencja w prawa obywatelskie rodzi słuszny sprzeciw. Szczególnie właśnie u Polaków. W tym – u bluesmanów. Co za tym idzie: alkohol i tak jest pity podczas Rawy - tyle, że po pierwsze nerwowo, po drugie- nielegalnie, a po trzecie - bez jakichkolwiek korzyści dla organizatorów. Na ich własne życzenie... Sprzeciw rodzi kreatywność. Tak było "za okupacji", "za komuny"... I – jak widać – dyrekcja Rawy Blues Festival dziś ma podobny, dyktatorski sposób myślenia.

Co zatem w tym roku oferowało się do picia spragnionym podczas Rawy? Kawę oraz liczne napoje gazowane. Malutka (bodaj 200 ml) buteleczka zwykłej wody mineralnej kosztowała... 6 zł! Słownie: sześć złotych. Tak: woda mineralna w Spodku była droższa od identycznej serwowanej w najlepszych restauracjach i hotelach! Oczywiście wszystkie "smakowe" napoje były relatywnie droższe.

Ja rozumiem, że ktoś musi zarobić podczas festiwalu. Ale jest różnica pomiędzy pojęciami "zarabianie" a "okradanie"! Jeśli bluesmanowi zabrania się przez kilkanaście godzin wychodzić ze Spodka (a zatem: napić się na zewnątrz), a jednocześnie proponuje się mu horrendalnie drogie napoje wewnątrz Spodka, to nie ma on wyboru: MUSI te napoje zakupić (chyba, że w kibelku napije się kranówy). Musi kupić najdroższą wodę w Polsce – choć ma wrażenie, że jest okradany i oszukany. I nie czuje się wtedy uczestnikiem festiwalu bluesowego, gdyż nigdzie w Polsce nie ma drugiej takiej imprezy bluesowej, na której bluesmanów zmusza się do płacenia haraczu.

Co więcej: ta zbiorowa supertransakcja w większości pozostała najprawdopodobniej nieopodatkowana. Bowiem ja osobiście wielokrotnie widziałem, jak po transakcji sprzedawcy nie wydawali kupującym paragonów fiskalnych, markując uczciwość jedynie robieniem kresek w wyświechtanym zeszycie. Zaiste – swoisty swoisty sposób dokumentowania dochodów! Ja sam dostałem paragon dopiero w sytuacji, gdy po zakupieniu Najdroższej Małej Wody Mineralnej w Polsce nadal stałem przy ladzie. Pani spytała: "Coś jeszcze mam podać?" Ja na to: "Owszem – paragon fiskalny". Pani spiorunowała mnie wzrokiem, sięgnęła gdzieś na bok i wydrukowała żądany dokument. Była wyraźnie obrażona.

To samo zresztą tyczy się okolicznościowych koszulek i innych gadżetów, którymi handlowało się w tym roku w Spodku. Jestem zwolennikiem świadomego państwa obywatelskiego, sam uczciwie płacę podatki, więc rażą mnie próby oszukiwania fiskusa. Ale gdy widzę takie próby w wykonaniu kogoś, kto właśnie zarabia na mnie krocie (na przykład sprzedając mi horrendalnie drogą wodę mineralną) – o, to wtedy sprawa jest inna. Bo wtedy mnie to nie razi: wtedy po prostu jestem zwyczajnie wk...ny!

I kolejny niesmaczny wątek tegorocznej bluesowej uczty. Przypomnę, że Rawa Blues 2016 odbywała się w okresie gorących dyskusji nad projektem ustawy radykalizującej przepisy aborcyjne. Polskie kobiety zapowiadały Czarny Poniedziałek. No – działo się... Tymczasem na ladach różnych stoisk rozstawionych w hallu Spodka ktoś anonimowy (czyżby organizatorzy?) wyłożył setki darmowych egzemplarzy pisma "Dziennik Gazeta Polska". Z prowokującym artykułem "okładkowym", zatytułowanym (dużą czcionką): "Marsz przeciwko życiu" (lub podobnie w tym samym znaczeniu; nie mam żadnego egzemplarza, wolałem nie kalać dłoni propagandowym jadem).

Ludzie – znacie jakikolwiek inny bluesowy festiwal w Polsce, podczas którego prowadzi się kampanie polityczne albo światopoglądowe? Bo ja nie znam! Blues i koncerty bluesowe są dla mnie – a wiem od licznych przyjaciół-bluesmanów, że nie tylko dla mnie – atrakcyjne "mentalnie" właśnie dlatego, że dzieją się daleko od polityki. Komu to przeszkadza? Kto splamił Rawę polityczno-światopoglądową propagandą? Nie wierzę, że to był bluesman! Chyba, że jakiś mentalnie spaczony... Bo jakoś nie wyobrażam sobie amerykańskiego festiwalu bluesowego, podczas którego eksponuje się np. ulotki Ku-Klux-Klanu albo lewackie broszury.

No i jeszcze jedno pytanie: jak religijność i praworządność eksponowane w darmowo rozdawanym prawicowym piśmie mają się do podatkowych przekrętów, o których napisałem wcześniej?... Albo jestem zwolennikiem przestrzegania prawa – albo nie. Albo jestem religijny i brzydzę się oszustwem – albo nie. Inna sytuacja to po prostu hipokryzja.

Przepraszam, że nie pisałem dziś o muzyce. Mam nadzieję, że moderatorzy "puszczą" ten tekst. Gdyż wiem, że wyraża nie tylko moje "kuchenne" odczucia i doznania, ale także opinie innych smakoszy bluesa. I to smakoszy znających się na bluesowej kuchni znacznie lepiej ode mnie.

Maciej R. Hoffmann
Ostatnio zmieniony października 7, 2016, 7:44 pm przez Maciej''Hoffi'', łącznie zmieniany 4 razy
Awatar użytkownika
Maciej''Hoffi''
bluesmaniak
bluesmaniak
 
Posty: 38
Rejestracja: września 9, 2015, 8:12 pm
Lokalizacja: Biadki k/Krotoszyna

Re: Rawa Blues Festival 2016 - recenzja kuchenna

Postautor: Dziadek Władek » października 7, 2016, 7:23 pm

Maciej''Hoffi'' pisze:[...] (bodaj 200 ml) [...]

500 ml (taka sama buteleczka pepsi kosztowała 8 zł).
Poza tym wszystko się zgadza... niestety... :evil:
Władek Pękała
K.K. Blues Band Hot Tamales Trio
" - Blues?... Jest tam, gdzie go słyszysz..."
Awatar użytkownika
Dziadek Władek
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 18366
Rejestracja: listopada 24, 2009, 10:48 am
Lokalizacja: Częstochowa

Re: Rawa Blues Festival 2016 - recenzja kuchenna

Postautor: rocken » października 10, 2016, 8:58 am

Maciej''Hoffi'' pisze:[...]Ktoś powie: co za problem; przecież na dużych festiwalach zawsze jest zaplecze gastronomiczne! Odpowiadam – pod tym względem w Spodku było w tym roku tragicznie. Ohydne fast-foody, tłusty żurek (którego zresztą dość szybko zabrakło), karmelizowane orzechy oraz wypieki cukiernicze – oto, co przez kilkanaście godzin mieliśmy zaproponowane w tym roku.

Jest jeszcze jadalnia w Spodku, która serwowała kilka potraw na plastikowych tackach. To prawda, zaplecze gastronomiczne jak na taką imprezę pozostawia wiele do życzenia.

Maciej''Hoffi'' pisze:[...]A propos rewizji podręczego bagażu festiwalowiczów Rawy Blues. To akurat nie pierwszy festiwal, na którym spotkałem się z tym kontrowersyjnym zwyczajem. Ale na innych tego typu imprezach jest on dla mnie zrozumiały, bo ma dwa cele: po pierwsze - zapobieganie wnoszeniu na imprezę narkotyków i narzędzi niebezpiecznych (na przykład broni); po drugie – ochronę interesów firmy piwowarskiej, która z reguły jest sponsorem danej imprezy; ale za to w zamian chce, aby uczestnicy danego festiwalu pili wyłącznie piwo jej produkcji.

Tyle tylko, że w trakcie Rawa Blues Festival w Spodku ŻADNEGO piwa się nie sprzedaje. Od lat jest to jedyna znana mi impreza bluesowa (i w ogóle muzyczna), na kórej oficjalnie ogłoszono prohibicję. O, przepraszam, nie pierwsza: z lat 80. ubiegłego wieku pamiętam, jak podczas Festiwalu Muzyków Rockowych 198x woziliśmy piwo z Krotoszyna do Jarocina. Komunistyczna władza uznała bowiem, że rock'n'rollowcom alkoholu lepiej nie sprzedawać. W Jarocinie i okolicznych wioskach "w zakresie dystrybucji alkoholu" działały więc tylko meliny...

Widać podobne zdanie, jak egzekutywa Komitetu Miejskiego PZPR w Jarocinie, prezentuje szefostwo Rawy. A pomimo tego i w komunistycznym Jarocinie, i w tegorocznym Spodku spotykałem uczestników "na rauszu". I to niezłym... Polak potrafi! :) Cóż: każda ingerencja w prawa obywatelskie rodzi słuszny sprzeciw. Szczególnie właśnie u Polaków. W tym – u bluesmanów. Co za tym idzie: alkohol i tak jest pity podczas Rawy - tyle, że po pierwsze nerwowo, po drugie- nielegalnie, a po trzecie - bez jakichkolwiek korzyści dla organizatorów. Na ich własne życzenie... Sprzeciw rodzi kreatywność. Tak było "za okupacji", "za komuny"... I – jak widać – dyrekcja Rawy Blues Festival dziś ma podobny, dyktatorski sposób myślenia.

Zasady są znane od lat. Jest to impreza bez alkoholu i jak ktoś nie jest w stanie tego znieść może po prostu niech sobie odpuści. Tym bardziej jak sam piszesz festiwali z piwem jest dużo. Więc w czym problem?
Jak idziesz do kogoś do domu i gospodarz sobie nie życzy, aby u niego był alkohol to i tak wnosisz i pijesz w kiblu?

Gdzie w tym jest ingerencja w prawa obywatelskie i dyktatura? Jak nie pasują Ci takie zasady, to ten wieczór możesz spędzić pod sklepem monopolowym lub w jakieś knajpie.

Prawdziwą prohibicję to może nam niedługo zafundować UE. Poczytaj sobie jakie mają pomysły.

Maciej''Hoffi'' pisze:[...]Tak: woda mineralna w Spodku była droższa od identycznej serwowanej w najlepszych restauracjach i hotelach! Oczywiście wszystkie "smakowe" napoje były relatywnie droższe.

Ja rozumiem, że ktoś musi zarobić podczas festiwalu. Ale jest różnica pomiędzy pojęciami "zarabianie" a "okradanie"! Jeśli bluesmanowi zabrania się przez kilkanaście godzin wychodzić ze Spodka (a zatem: napić się na zewnątrz), a jednocześnie proponuje się mu horrendalnie drogie napoje wewnątrz Spodka, to nie ma on wyboru: MUSI te napoje zakupić (chyba, że w kibelku napije się kranówy). Musi kupić najdroższą wodę w Polsce – choć ma wrażenie, że jest okradany i oszukany. I nie czuje się wtedy uczestnikiem festiwalu bluesowego, gdyż nigdzie w Polsce nie ma drugiej takiej imprezy bluesowej, na której bluesmanów zmusza się do płacenia haraczu.

Sphinx to nie jest jedna z najlepszych restauracji tylko zwykła sieciówka. 0,5l wody kosztuje 7,99zł, Pepsi 8,99zł.
http://www.sphinx.pl/nasze-menu/#

Maciej''Hoffi'' pisze:Co więcej: ta zbiorowa supertransakcja w większości pozostała najprawdopodobniej nieopodatkowana. Bowiem ja osobiście wielokrotnie widziałem, jak po transakcji sprzedawcy nie wydawali kupującym paragonów fiskalnych, markując uczciwość jedynie robieniem kresek w wyświechtanym zeszycie. Zaiste – swoisty swoisty sposób dokumentowania dochodów! Ja sam dostałem paragon dopiero w sytuacji, gdy po zakupieniu Najdroższej Małej Wody Mineralnej w Polsce nadal stałem przy ladzie. Pani spytała: "Coś jeszcze mam podać?" Ja na to: "Owszem – paragon fiskalny". Pani spiorunowała mnie wzrokiem, sięgnęła gdzieś na bok i wydrukowała żądany dokument. Była wyraźnie obrażona.

To samo zresztą tyczy się okolicznościowych koszulek i innych gadżetów, którymi handlowało się w tym roku w Spodku. Jestem zwolennikiem świadomego państwa obywatelskiego, sam uczciwie płacę podatki, więc rażą mnie próby oszukiwania fiskusa. Ale gdy widzę takie próby w wykonaniu kogoś, kto właśnie zarabia na mnie krocie (na przykład sprzedając mi horrendalnie drogą wodę mineralną) – o, to wtedy sprawa jest inna. Bo wtedy mnie to nie razi: wtedy po prostu jestem zwyczajnie wk...ny!

Ja nie mam mentalności ormowca więc nie zwróciłem uwagę jak to wyglądało przy zakupie herbaty w holu Spodka, ale z tego co pamiętam w stołówce paragony były wydawane.

Z podobną chęcią jak opisałeś wydają paragony lekarze. A tam dużo więcej nieopodatkowanych pieniędzy przepływa niż na różnorakich straganach.

Maciej''Hoffi'' pisze:I kolejny niesmaczny wątek tegorocznej bluesowej uczty. Przypomnę, że Rawa Blues 2016 odbywała się w okresie gorących dyskusji nad projektem ustawy radykalizującej przepisy aborcyjne. Polskie kobiety zapowiadały Czarny Poniedziałek. No – działo się... Tymczasem na ladach różnych stoisk rozstawionych w hallu Spodka ktoś anonimowy (czyżby organizatorzy?) wyłożył setki darmowych egzemplarzy pisma "Dziennik Gazeta Polska". Z prowokującym artykułem "okładkowym", zatytułowanym (dużą czcionką): "Marsz przeciwko życiu" (lub podobnie w tym samym znaczeniu; nie mam żadnego egzemplarza, wolałem nie kalać dłoni propagandowym jadem).

Ludzie – znacie jakikolwiek inny bluesowy festiwal w Polsce, podczas którego prowadzi się kampanie polityczne albo światopoglądowe? Bo ja nie znam! Blues i koncerty bluesowe są dla mnie – a wiem od licznych przyjaciół-bluesmanów, że nie tylko dla mnie – atrakcyjne "mentalnie" właśnie dlatego, że dzieją się daleko od polityki. Komu to przeszkadza? Kto splamił Rawę polityczno-światopoglądową propagandą? Nie wierzę, że to był bluesman! Chyba, że jakiś mentalnie spaczony... Bo jakoś nie wyobrażam sobie amerykańskiego festiwalu bluesowego, podczas którego eksponuje się np. ulotki Ku-Klux-Klanu albo lewackie broszury.

Na pewno lepiej gdyby było można poczytać na takiej imprezie np. "Twój blues".
Jednak kolejny raz w swoim wpisie mocno przesadzasz. Kampanii nikt nie prowadził i ze sceny do niczego nie nawoływał. Gazety też nie musiał czytać.

Prawdziwa propaganda polityczno-światopoglądowa jest na Przystanku Woodstock, gdzie zaprasza się na "występy" polityków i komentatorów politycznych.
"Moja muzyka jest niemodna, wiec nigdy z mody nie wyjdzie" - Mark Knopfler
"Zarówno w życiu, jak i muzyce chodzi przede wszystkim o styl" - Miles Davis
Awatar użytkownika
rocken
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7641
Rejestracja: września 27, 2008, 11:58 am
Lokalizacja: Warszawa/Tomaszów-Maz.

Re: Rawa Blues Festival 2016 - recenzja kuchenna

Postautor: kanczenconga » października 16, 2016, 4:17 pm

Maciek, ta nie marudź
Obrazek
Awatar użytkownika
kanczenconga
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 1481
Rejestracja: maja 31, 2006, 9:24 pm

Re: Rawa Blues Festival 2016 - recenzja kuchenna

Postautor: Idee Fixe » października 16, 2016, 5:32 pm

Bardzo słuszna uwaga Kanczenconga :).
Hm.. niestety to z pana wypowiedzi, panie Maćku, zajechało propagandą i to taką mało subtelną :(.
Mi Dziennik Gazeta Polska zupełnie nie przeszkadzał, bo tej gazety nawet nie zauważyłem, jak tudzież nie zakonotowałem żadnej innej formy upolitycznienia.
Zgadzam się z Rocken'em - polityczną na skroś imprezą jest Woodstok i dlatego tam nie jeżdżę.
Brak alkoholu na Rawa był dla mnie pozytywnym zaskoczeniem (to była moja pierwsza Rawa), bo niestety mam takie gorzkie doświadczenie, że "Polak + alkohol = obora" :(. A tutaj była na prawdę fantastyczna atmosfera, było też dużo rodzin z dzieciakami (trzy pokolenia :) ).
Nie jestem pewien czy np. na Crossroads też nie obowiązuje prohibicja (bo sam festiwal powstał w intencji tworzenia ośrodków dla uzależnionych). Jeśli ktoś nie umie bawić się bez piwa lub dragów.. to mu współczuję. A to że było trochę narąbanych, to żadna chluba dla naszego narodu, "bo Polak potrafi".. tego raczej powinniśmy się wstydzić :(.

Zgodzę się natomiast co do uciążliwości spowodowanej brakiem możliwości wychodzenia i z tym, że żarcie było niedobre. A napoje zawsze na takich imprezkach są drogie.
Poza tym, dla mnie impreza, poza poziomem większości naszych rodzimych kapel, była zarąbista, świetne nagłośnienie, wspaniali wykonawcy, w sumie dobrze hulająca organizacja, czyściutkie kibelki, nie zaszczane przez stada nie umiejących wycelować piwoszy, fajna publiczność, fajna atmosfera.

już się wybieram na następną :)
Ostatnio zmieniony października 17, 2016, 6:25 am przez Idee Fixe, łącznie zmieniany 1 raz
Awatar użytkownika
Idee Fixe
blueslover
blueslover
 
Posty: 462
Rejestracja: marca 4, 2012, 6:39 am
Lokalizacja: kraków

Re: Rawa Blues Festival 2016 - recenzja kuchenna

Postautor: Roj » października 17, 2016, 4:55 am

No i wychodzi na to, że jesteś zawistnym żulem ;) Wyrazy współczucia doktorku.
Awatar użytkownika
Roj
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7314
Rejestracja: sierpnia 8, 2009, 7:16 am
Lokalizacja: Rzeszów


nowoczesne kuchnie tarnowskie góry piekary śląskie będzin świętochłowice zawiercie knurów mikołów czeladź myszków czerwionka leszczyny lubliniec łaziska górne bieruń

Wróć do Festiwale

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 23 gości