BONNIE RAITT - Admiralpalast Theater Berlin

Dajcie znać o najmniejszych nawet koncertach Bluesowych (i nie tylko) w Waszej okolicy!

Moderator: mods

BONNIE RAITT - Admiralpalast Theater Berlin

Postautor: posener » lipca 1, 2013, 11:34 am

W sumie zastanawiałem się czy coś napisać w sytuacji gdy wyznacznikiem kobiecego bluesa jest osoba B.Hart czy A.Popovic, a nowa płyta Black Sabbath budzi chyba więcej zainteresowania niż wykonawcy z kręgu okołobluesa, jednak raz kozie śmierć – każdy ma prawo do swoich poglądów w tej kwestii i ja też.
Moja droga do Bonnie Raitt była dosyć kręta i wyboista. Zainteresowanie jej muzyką wcale nie rozwijało się u mnie równolegle z jej wspaniałą karierą. Przekonało mnie dopiero odkrycie po czasie jej wielkich przebojowych albumów z przełomu 80/90. Zaległości szybko odrobiłem, a fanem stałem się po genialnym koncertowym wydawnictwie „Road Tested”. Najpierw miałem płytę ze ścieżką dźwiękową, a dopiero później DVD, które mnie powaliło. Przez wiele lat oglądając ten koncert marzyłem, aby coś takiego przeżyć. Po raz kolejny się okazało, że warto marzyć, bo wczoraj marzenie się spełniło. Z mojej dosyć krótkiej już listy koncertowych marzeń ubyło kolejne i po raz kolejny potwierdziło się moje od dawna ugruntowane przekonanie, iż legendy nie zostają nimi przypadkowo.
Trzy dni po wspaniale przyjętym koncercie w Royal Albert Hall w Londynie Bonnie Raitt Band wyszedł na scenę w berlińskim Admiralpalast Theater. Jestem niesamowicie zadowolony, że ten koncert zorganizowano właśnie w takim miejscu. Prawdziwy teatr z wyściełanymi czerwoną tkaniną fotelami i balkonami. Było intymnie i znakomicie pod względem akustycznym (po koncercie brak charakterystycznego pisku w uchu). W przeciwieństwie do wielu innych koncertów w Berlinie, na których byłem, tym razem stawili się głównie fani, a nie amatorzy spędzania wolnego czasu na imprezach, których w tym wielkim mieście nie brakuje. Efekt był taki, iż pierwszy raz widziałem w Berlinie tak wspaniałą, reagującą gorąco od pierwszych taktów muzyki publiczność. Dość powiedzieć, iż wychodząca na scenę Bonnie została powitana przez standing ovation.
Pani Raitt wyglądała olśniewająco – figura nastolatki, burza włosów wiadomego koloru i masa kobiecego wdzięku przez cały koncert. Swoich facetów (these guys mówi o nich) motywuje całusami i komplementami. Od pierwszych taktów widać było, że jest rozluźniona i w dobrym nastroju. Po dwóch pierwszych kawałkach akceptacja sali była tak ewidentna, iż na reakcję ze sceny nie trzeba było długo czekać. Bonnie opowiadała historie, żartowała i śpiewała coraz bardziej emocjonalnie, a band zatopił się we wspólnym muzykowaniu z nieudawaną radością.
A propos band - właśnie TEN zespół był przyczyną moich marzeń od czasu obejrzenia Road Tested, ponieważ moim zdaniem jest z jednym najlepszych bandów naszych czasów. Wydawało się mało prawdopodobne abym po tylu latach zobaczył ich w komplecie, a jednak. Na dodatek z wielkim bonusem, ponieważ keyboardzistów z wydawnictwa, o którym mowa wyżej zastąpił wspaniały hammondzista i wokalista Mike Finnigan pozyskany do współpracy przez Raitt. Ten gość wziął udział w sesji Electric Ladyland, później grał z wieloma gigantami, a obecnie oprócz współpracy z Bonnie jest podporą Phantom Blues Band, moim zdaniem jednej z czołowych współczesnych kapel bluesowych. Oprócz niego długoletni i najlepszy skład czyli Ricky Fataar na bębnach, który grał kiedyś w The Beach Boys, a z szefową współpracuje od ’79, wielki bassman James „Hutch” Hutchinson – jeden z najlepszych amerykańskich basistów ostatnich dekad, którego można usłyszeć na dziesiątkach płyt oraz gitarzysta George Marinelli, członek-założyciel The Range Bruce’a Hornsby, obecnie muzyk sesyjny w Nashville i członek zespołu BR od ’92.
Wracając do berlińskiego koncertu i do gwiazdy tego wieczoru zobaczyłem na scenie wielką artystkę z niesamowitą wewnętrzną siłą, całkowicie kontrolującą performance, pewną siebie i swojej sztuki, a jednocześnie bez cienia tej chłodnej, mechanicznej rutyny. Bonnie czerpie siłę z tego co dokonała już w swojej blisko już pięćdziesięcioletniej karierze, ale jest także pewna swojej aktualnej sztuki, czego dowodem jest obecność masy kawałków z nowej płyty „Slipstream” w setliście. Ms. Raitt grała jak zwykle na swoich znanych z wielu clipów gitarach, jednak skoncentrowała się wyraźnie na śpiewaniu i muszę stwierdzić, że robiła to FENOMENALNIE.
Od czasu wielkiego powrotu na scenę czytałem wiele tekstów na temat Raitt i niemal wszyscy podkreślają, że chyba nigdy nie śpiewała tak dobrze. To prawda. W niedzielę w jej wokalu było wszystko. Od potężnego dźwięku do szeptu, od rozdzierającego zachrypniętego tonu do niemal słodkiego folkowego, dziewczęcego podśpiewywania, od bluesowej surowości i frazowania do żarliwego gospels we wstępie do Angel From Montgomery. Był lament, chropawość, gorycz, słodycz, rozpacz oraz rockowy wigor i drive. Było kilka momentów kiedy sala zostawała sam na sam ze śpiewem Bonnie lub z mistrzowsko dyskretnie akompaniująca jej sekcją i za każdym razem ciary chodziły po skórze, a ludzie podejrzanie często manipulowali przy swoich oczach jak mój sąsiad, który ciągle zdejmował z jakiegoś powodu okulary. Ja byłem w tym stanie już w mniej więcej w 1/3 koncertu. Absolutnie fenomenalny wokalny performance bez ani jednej fałszywej czy niewiarygodnej nuty.
Na gitarze Bonnie grała głównie wtedy kiedy trzeba było ognistym slidem wzmocnić ekspresję bluesujących kawałków albo wspomóc wysmakowane aranżacje niemal akustycznie granych przez sekcję kawałków – tutaj głównie mam na myśli dwa utwory B.Dylana z nowej płyty czyli motoryczny Million Miles i przepięknie zagrany i zaśpiewany Standing in the Doorway.
Na razie wyłania się z tej recenzji obraz dosyć balladowego repertuaru, ale jak się ma taką sekcję, to grzechem jest jej nie użyć. Pani Raitt skomplementowała swój zespół ze sceny słowami „the best rhytm section in the world” i niewykluczone, że nie jest to tylko komplement. Z pewnością „one of the best”. Ten potężny rytmiczny walec rozpoczął koncert dynamicznym Used to Rule the World Randalla Brambletta z nowej płyty, natychmiast poprawił fantastycznym regałowym kołysaniem w Right Down the Line G.Rafferty’ego i od razu stało się jasne, że jeżeli zechcą, to mogą „rozwalić tę budę”. W wielu kawałkach byli tego bliscy grając fenomenalne groove’y na poziomie jakiego nie słyszałem od czasu koncertu DTB. To było kilka lat temu i od tego czasu nie byłem na koncercie, na którym kapela stanowiłaby taką jedność. Wspaniały, pulsujący rytmem i skrzący się pięknymi aranżacyjno-barwowymi pomysłami organizm. Absolutne mistrzostwo świata. Ta magia, która mnie tak zafascynowała w Road Tested powtórzyła się. Faceci Bonnie zagrywali do siebie, dopingowali się wzajemnie i grali coraz bardziej ekspresyjnie. Nawet George Marinelli, który nie jest typem gitarowego wymiatacza tylko raczej grającym oszczędną ale oryginalną frazą barwowym gitarzystą, wtopionym w brzmienie zespołu, tym razem zasuwał wiele razy ekspresyjne solówki dialogując z Bonnie lub kontrapunktując jej gitary.
Po przejmującym, zadedykowanym mamie Bonnie, Angel from Montgomery pomiędzy sceną a salą mocno iskrzyło i w zasadzie każdy kolejny kawałek wywoływał silne wyładowania emocjonalne. Oczywiście jak zwykle w przypadku kategorii living legends nawet dwa razy dłuższy koncert byłby powodem do niedosytu z powodu braku w setliście jakiegoś ulubionego kawałka. Ja najbardziej żałowałem braku Love Sneakin' up on You i Love Letter, ale za to otrzymałem rekompensatę w postaci rzadko widywanej za klawiaturą Bonnie i nie pojawiającym się w ostatnich setlistach Nick Of Time wykonanym dosłownie ramię w ramię z Mike’iem Finnigan’em.
Chwilę później już sam Finnigan udowodnił swoją wielkość fenomalnym performance’m w I Got News for You, w którym band swingował tak intensywnie jak big band Basie’go, a Mike zaśpiewał tak, że porównania do R.Charles’a nasuwały się same. Jakby tego było mało w kolejnym numerze, kończącym zasadniczego seta I Feel So Damn Good mieliśmy prawdziwy Motown na scenie z Raitt i Finnigan’em śpiewającymi w duecie, a w zasadzie w dialogu, wspomaganymi chórkami pozostałych muzyków. Ogniste wykonanie i I felt so damn good, too. Pierwszym bisem był emocjonalny killer, którym jest jedna z najpiękniejszych ballad ostatnich dekad I Can't Make You Love Me. W aktualnym aranżu Bonnie śpiewa to wolniej, niż w pierwotnej wersji, a efekt jest dla widowni porażający ze względu na ładunek emocjonalny, który jest w wokalu Raitt. Aby nie zostawić fanów w refleksyjnym nastroju na zakończenie kapela przycięła ognistego rock’n’rolla przy owacjach na stojąco w trakcie całego utworu, a pojawiających się po każdym kawałku w zasadzie od ostatnich dwudziestu/trzydziestu minut koncertu. Po każdym z nich Bonnie była coraz bardziej wzruszona, a bukiety kwiatów po ostatnim bisie były dopełnieniem tego wspaniałego koncertu. Cóż mogę powiedzieć po takim przeżyciu? Po prostu dla takich chwil warto żyć. Magiczny wieczór, jeden z najpiękniejszych koncertów, jakie widziałem. I love you, Bonnie (nigdy tego nie przeczyta, więc mogę sobie pozwolić).


Szkoda mi było każdej sekundy koncertu na notowanie pod kątem recenzji, więc setlistę zamieszczę jak się gdzieś pojawi, bo z pamięci nie jestem w stanie wymienić wszystkich kawałków w kolejności.

Tym rock'n'rollem zakończyli (A Big Hunk O'Love), tylko lepiej wykonanym
http://www.youtube.com/watch?v=TZbovVhkyXA
Ostatnio zmieniony lipca 2, 2013, 7:06 am przez posener, łącznie zmieniany 3 razy
Awatar użytkownika
posener
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 6913
Rejestracja: listopada 17, 2008, 7:51 pm

Postautor: rocken » lipca 1, 2013, 12:27 pm

ehhhh szkoda, że wcześniej nie podałeś jakiegoś info o koncercie...

Wyprzedany był koncert ? jaka frekwencja ?
"Moja muzyka jest niemodna, wiec nigdy z mody nie wyjdzie" - Mark Knopfler
"Zarówno w życiu, jak i muzyce chodzi przede wszystkim o styl" - Miles Davis
Awatar użytkownika
rocken
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7648
Rejestracja: września 27, 2008, 11:58 am
Lokalizacja: Warszawa/Tomaszów-Maz.

Postautor: kora » lipca 1, 2013, 12:50 pm

Dzięki posener !
Zazdroszczę :evil: :wink:
Obrazek
Awatar użytkownika
kora
Elf
Elf
 
Posty: 30154
Rejestracja: września 1, 2005, 12:44 pm
Lokalizacja: Katowice

Postautor: posener » lipca 1, 2013, 2:57 pm

rocken pisze:ehhhh szkoda, że wcześniej nie podałeś jakiegoś info o koncercie...

Wyprzedany był koncert ? jaka frekwencja ?


Nie rozglądałem się specjalnie, bo byłem pochłonięty tym co się działo na scenie. Wydaje mi się, że były jeszcze jakieś miejsca na balkonach. Na dole był chyba nadkomplet, bo było niesamowicie duszno :)
Awatar użytkownika
posener
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 6913
Rejestracja: listopada 17, 2008, 7:51 pm

Postautor: posener » lipca 23, 2013, 9:52 pm

Setlista zgodnie z obietnicą

Used to Rule the World
Right Down the Line (Gerry Rafferty cover)
Thing Called Love (John Hiatt cover)
Million Miles (Bob Dylan cover)
Dimming of the Day
Come to Me
Love Letter
Marriage Made In Hollywood
Standing In the Doorway
Angel From Montgomery (John Prine cover)
Nick of Time
Down to You
I Got News For You
Feels So Damn Good

Encore:
I Can't Make You Love Me
Have a Heart
A Big Hunk O' Love (Elvis Presley cover)
Awatar użytkownika
posener
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 6913
Rejestracja: listopada 17, 2008, 7:51 pm

Postautor: Beata ;-) » sierpnia 20, 2013, 12:46 pm

i ja również - bardzo dziękuję za podzielenie się wrażeniami z koncertu.
' I Can't Make You Love Me ...musiał zabrzmiec wyjątkowo magicznie...

"I love you, Bonnie (nigdy tego nie przeczyta, więc mogę sobie pozwolić)."
...kto wie...; -)
Awatar użytkownika
Beata ;-)
bluesHealer
bluesHealer
 
Posty: 958
Rejestracja: października 20, 2005, 8:02 am

Postautor: Andrzej Jerzyk`e » sierpnia 20, 2013, 3:53 pm

Dzięki "Posener"! Świetna relacja!!! :)
Awatar użytkownika
Andrzej Jerzyk`e
Ojciec Dyrektor
Ojciec Dyrektor
 
Posty: 25122
Rejestracja: kwietnia 16, 2004, 8:54 pm
Lokalizacja: Ostrów Wielkopolski

Postautor: Rakiet » sierpnia 20, 2013, 5:26 pm

świetny opis. dzięki

bonnie raitt to chyba szczyt tego co może głos białej kobiety zrobić w bluesie.
występ dla bbc z 1976 roku: http://youtu.be/QXLP8_2B2sw
adam "rakiet" kozłowski.
tu robię strony www, animacje, ulotki, logotypy i reklamy: popcolor
a tu wspominam rakiety:adam & rakiety
Awatar użytkownika
Rakiet
bluesHealer
bluesHealer
 
Posty: 934
Rejestracja: lutego 23, 2006, 11:43 am
Lokalizacja: skierniewice/silesia

Re: BONNIE RAITT - Admiralpalast Theater Berlin

Postautor: rocken » lipca 29, 2018, 9:25 pm

Wczoraj w tym samym miejscu to powtórzyła!
Standing ovation też był, przez dobre 3 minuty nie mogli zacząć koncertu. Dołożyła na koniec dwa utwory z poza programu, bo Marinelli nawet nie wiedział co ma być i za jaką gitarę ma chwytać.
"Moja muzyka jest niemodna, wiec nigdy z mody nie wyjdzie" - Mark Knopfler
"Zarówno w życiu, jak i muzyce chodzi przede wszystkim o styl" - Miles Davis
Awatar użytkownika
rocken
bluespatronize
bluespatronize
 
Posty: 7648
Rejestracja: września 27, 2008, 11:58 am
Lokalizacja: Warszawa/Tomaszów-Maz.


nowoczesne kuchnie tarnowskie góry piekary śląskie będzin świętochłowice zawiercie knurów mikołów czeladź myszków czerwionka leszczyny lubliniec łaziska górne bieruń

Wróć do Koncerty

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 25 gości